Subiektywnie o książkach. I nie tylko.
Blog > Komentarze do wpisu

Poświata wielkości

Okładka książki Blady ogień

  Tytuł: Blady ogień

  Autor: Vladimir Nabokov

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 357

  Cena: 34,99 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Władimir Nabokow, autor znanej powszechnie Lolity, czy nie mniej cenionego Zaproszenia na egzekucję, to pisarz, należący do grona szczęśliwców, których twórczość została doceniona jeszcze za życia. Jego geniusz literacki mieścił się w granicach artystycznego zmysłu współczesnej mu populacji, stąd uznanie i pochwały, płynące pod adresem jego płodów. Oczywiście ten fakt nie dziwi, zważywszy na dzieła, jakie wydał na świat Nabokow. Pośród nich znalazło się m.in. tłumaczenie na język angielski Eugeniusza Oniegina Puszkina, do którego Nabokow dołączył pokaźnych rozmiarów, czterotomową książeczkę z notami oraz komentarzami do poszczególnych wersów. Niejakim nawiązaniem do monumentalnej pracy nad Eugeniuszem Onieginem jest powieść Blady ogień.

Blady ogień to dzieło niezwykłe oraz wyjątkowe. To cudowna kompozycja fikcji, przeplatana motywami nawiązującymi do życia oraz twórczości Nabokowa. Powieść tworzą poemat amerykańskiego poety Johna Shade’a, składający się z 999 wersów, napisany rymowanymi dystychami, podzielony na cztery pieśni oraz obszerny komentarz do tegoż poematu, będący w ogromnej mierze przypisami do wybranych wersów, autorstwa doktora Charles’a Kinbote’a.

Czytając jednak przedmowę Kinbote’a, bystry czytelnik szybko dostrzeże pewien dysonans. W tekście, który przynajmniej początkowo przyjmuje ścisły i naukowy charakter, tj. dokładnie taki, jakiego oczekuje się od literaturoznawcy, zaczynają pojawiać się zgrzyty oraz trzeszczenia. Szokują wtrącenia typu Naprzeciw mojej siedziby znajduje się okropnie hałaśliwe wesołe miasteczko, czy (...) i niech szlag trafi tę muzykę, zupełnie nie związane z przedmiotem literackich badań. Znajdując takie zdania w środku naukowego materiału, mamy prawo być odrobinę skonfundowani. A dalej wcale nie jest lepiej! W miarę posuwania się naprzód, Przedmowa zaczyna przyjmować charakter pamiętnika Kinbote’a, w którym zwierza się on nawet ze swoich nieudanych, homoseksualnych zalotów. Chaotyczna składnia sprawia, że nietrudno wyrobić sobie opinię, że Kinbote, to rasowy wariat, a ostatnia sentencja Przedmowy, w której stwierdza on, że bez moich przypisów poemat Johna Shade’a nie odzwierciedla żadnej ludzkiej rzeczywistości, ponieważ (...) rzeczywistość ta nie ma innego fundamentu prócz rzeczywistości autora, jego otoczenia, przywiązań i tym podobnych, ukazać zaś mogą ją tylko moje przypisy. Mój drogi poeta pewnie by się nie podpisał pod powyższym stwierdzeniem, ale ostatnie słowo tak czy owak należy do komentatora jest poważnym ostrzeżeniem na temat autonomii dzieła Johna Shade’a, a już na pewno sygnalizuje, że wykładnia, jaką zaproponuje nam Kinbote daleko odbiega od pierwotnych zamierzeń poety.

Sam poemat Johna Shade’a jest po prostu przepiękny. Ma on charakter autobiograficzny, poeta spowiada się czytelnikowi praktycznie z całego swojego żywota. Dowiadujemy się z niego m.in, o udanej, samobójczej próbie córki oraz, że przedmiotem zainteresowań Shade’a była śmierć oraz zagadnienie życia po życiu. Przeżywszy poważną zapaść, Shade był przeświadczony, że przez chwilę znajdował się po drugiej stronie. Po intensywnych poszukiwaniach, będących błądzeniem we własnej duszy, Shade doszedł do wniosku, że ten drugi świat musi istnieć, a świadczy o tym delikatna sieć sensu, którą tworzy artysta, bowiem:

Jeśli mój mały wszechświat ma rytm do tej pory

Równy, to i puls boskich galaktyk nie zamęt

Ma u swych podstaw, ale jambiczny pentametr.

Poeta był tak pewny swojego odkrycia o życiu po śmierci jak tego, że obudzi się kolejnego dnia o szóstej rano. Okrutny los zakpił jednak niemiłosiernie ze słów artysty, bowiem John Shade zginął przypadkowo z rąk mordercy wieczorem (wg Kinbote’a, on sam był celem zabójcy), nie dożywszy kolejnego poranka. Czyż humor Nabokowa nie jest makabryczny?

Po kilkudziesięciu stronach Bladego ognia przychodzi kolej na Komentarz Charlesa Kinbote’a, którego objętość kilkukrotnie przewyższa objętość poematu. Pierwsze zdania zacierają niemiłe wrażenie, które pozostało w czytelniku po lekturze Przedmowy. Wariat w duszy Kinbote’a został na pozór poskromiony, i zdaje się, że znów mamy do czynienia z poważnym literaturoznawcą. Ale po kilku stronach zaczynają się nieśmiałe próby, będące czymś na wzór sondy, szukające odpowiedzi na pytanie, na ile autor komentarza może sobie pozwolić wodzić czytelnika za nos. Dalej Kinbote poczyna sobie coraz śmielej. Pojawiają się dygresje niemające niemal zupełnie nic wspólnego z Bladym ogniem Shade’a. Wkrótce analiza literacka, przedzierzga się w opowieść o królu-banicie, ostatnim władcy królestwa Zemblii. Losy zbiegłego króla stają się wątkiem dominującym, a Kinbote stara się przekonać czytelnika, że poemat Shade’a powstał właśnie na kanwie przygód zbiegłego króla Zemblii, którymi to historiami Kinbote faszerował Shade’a w czasie licznych spotkań.

Jak widać, utwór, który zaserwował nam Nabokow jest po prostu unikatowy i jedyny w swoim rodzaju. Chociaż sam pisarz się przed tym wzbraniał, w książce zdają się pobrzmiewać echa jaskini Platona – czytelnik na podstawie cienia dzieła Shade’a musi zorientować się, jakie jest jego oryginalne przesłanie. Nabokow znany był z zamiłowania do szachów oraz szarad, nie dziwi więc, że nazwisko Shade w języku angielskim, w którym powstał utwór, znaczy cień. Zatem John Shade, zgodnie ze swoim nazwiskiem we własnym poemacie zaczyna przyjmować rolę cienia. Ponieważ martwy, nie może w żaden sposób bronić swojego dzieła przed działaniami zuchwałego komentatora – pozostaje ukryty, ale niejako wciąż żywy, pomiędzy strofami swojego monumentalnego wiersza. Obecność jego jest jednak o tyle problematyczna, iż nie jesteśmy w stanie ustalić, w jakim stopniu Kinbote ingerował w oryginalny tekst i jak daleko posunął się w tej ingerencji ów osobnik, zdradzający przecież tendencję do konfabulacji. Bo skoro bajdurzy, taką przynajmniej ścieżką nakazuje podążać logika, to, dlaczego nie miałby zmieniać, mieszać, wycinać, czy też ukrywać? Nasze podejrzenia potwierdza zresztą sam Kinbote, który w jednym z omawianych fragmentów wyznaje ze skruchą, że dopuścił się drobnej korekty bezczeszcząc dzieło Shade’a. Dzieło, które nie jest zastygła masą – na pracy artysty ciągle możliwe są różnorakie operacje, mające na celu uformowanie je tak, by w mniejszym lub większym stopniu odpowiadało ono poświęconym mu przypisom. Być może właśnie krocząc tą dróżką należy tłumaczyć tytuł książki – objaśnienia Kinbote’a do poematu są tylko ułudą i mirażem, bladym odbiciem żarzącego się płomienia. Kinbote jest niczym księżyc, kradnący słońcu jego blask, świecąc dzięki temu bladym ogniem.

Wydanie polskie jest również o tyle wartościowe, że zostało wzbogacone o posłowie autorstwa Leszka Engelkinga, który uważany jest za jednego z czołowych znawców twórczości Władimira Nabokowa. Dzięki profesorowi Engelkingowi poznamy okoliczności powstania utworu, przekonamy się do jak wielu motywów się on odwołuje (ciekawy jest choćby fakt, że ojciec Nabokowa, Władimir Dmitriewicz Nabokow, podobnie jak Shade, zginął od kuli, który była przeznaczona dla kogoś innego). Engelking ukaże również czytelnikowi, jakie poruszenie wywołał w literackim świecie Blady ogień, do którego ilość opracowań śmiało może konkurować choćby z Ulissesem Joyce’a. Zabawne są również przedstawione zmagania znawców literatury, prezentujących klucze, wg których należy odczytywać utwór – Kinbote, ukazywany jest najczęściej jako szaleniec (prawdopodobnie ze Skandynawii), który otaczającą go rzeczywistość przekształca w motyw zemblański. Pojawiają się również bardzo ciekawe głosy, mówiące o tym, że rzeczywistym autorem, zarówno poematu jak i całej analizy jest John Shade, który jedynie wymyślił swój zgon. Oczywiście nie obyło się od sporów, wysnuwania dowodów na poparcie swoich hipotez, etc. Wydaje mi się, jeśli przyjąć tezę Shade’a o życiu po śmierci, że Nabokow musi wręcz pokładać się ze śmiechu, obserwując zmagania literaturoznawców z całego świata, próbujących zgłębić wszystkie sekrety jego prozy. Książka Blady ogień jest wg mnie niezwykle udanym żartem i kpiną amerykańskiego pisarza o rosyjskich korzeniach. Wystarczy popatrzeć na polskie wydanie: mamy tutaj poemat (autentyczny, bardzo piękny zresztą), autora Johna Shade’a (fikcyjnego, bowiem takowy poeta nie istniał), komentarz i przedmowę (obie autentyczne, choć mocno zwariowane), kolejnego autora Kinbote’a (fikcyjnego), do tego posłowie (autentyczne i bardzo wartościowe) oraz ostatniego już autora prof. Engelkinga (postać autentyczną, egzystującą w naszej rzeczywistości) – patrząc na ten cały misz-masz, uwzględniając kłótnie, co do tożsamości autora poematu i komentarza (dziwne, że w całej dyskusji nikt nie zauważył, że autorem jest Nabokow), trudno jest nie spojrzeć na wygłupy badaczy z nutką ironii. Czytając nawet poważnego profesora Engelkinga, mimowolnie zaczynają pojawiać się skojarzenia z Kinbote’m.

Reasumując, lektura Bladego ognia Władimira Nabokowa to piękna przygoda po jednym z wielu literackich światów. Pisarz zaskakuje wyobraźnią oraz pomysłowością, tworząc dzieło niesamowicie oryginalne i mocno zagmatwane, jakby chcąc potwierdzić własne słowa, że coś takiego jak powieść w ogóle nie istnieje. Kontakt z książką zapewnia zarówno doznania estetyczne (uroczy poemat Shade’a) jak i masę śmiechu i dobrej zabawy (przypisy Kinbote’a). Intrygujące jest także posłowie Engelkinga, które w dziele Nabokowa pozwala odnaleźć nawet nutkę spirytyzmu oraz echa zaświatowości. Uważam, że powieść w pełni zasługuje na uznanie, jakim cieszy się na całym świecie.

P.S.

Mój Blady ogień udało nabyć mi się w Empiku w ramach akcji 1+1, czyli dwóch książek w cenie jednej (tej droższej).

niedziela, 14 kwietnia 2013, zielony_sznurek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Andrew Vysotsky, *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/04/15 07:13:28
Z twórczości pisarza miałem dotąd do czynienie tylko z Lolitą (andrew-vysotsky.blogspot.com/2012/10/lolita.html). Faktycznie, wirtuoz pióra, ale wymaga wyrobionego odbiorcy. Nie jest to pozycja na początek przygody z książką. Pozdrawiam :)
-
Gość: Andra, *.tktelekom.pl
2013/04/15 10:52:15
Potrafisz zachęcić do lektury. Coś w tej książce jest i ja muszę to poznać :)
-
Gość: Dada, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/15 20:28:52
Mam w planach "Blady ogień". Ale zostawiam na luźniejszy czas, gdy będę mógł w pełni skupić się na lekturze. Z tego co słyszałem, podobny chwyt - fikcyjny komentarz do fikcyjnego dzieła - zaserwował Jeff VanderMeer w książce "Shriek: Posłowie", tak że - jeżeli wcześniej nie miałeś okazji - możesz spróbować :)
-
Gość: Ambrose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/15 21:57:54
Andrew - nie poprzestawaj na "Lolicie". To byłby grzech zaniechania poznania rzeczy naprawdę wartościowych.

Andra - o tak. To coś to po prostu namacalny geniusz pisarza.

Dada - ha! dobrze się składa, bo akurat jestem w posiadaniu owej książki. Zabiorę się pewnie za tego autora w następnej kolejności.
-
Gość: Andrew Vysotsky, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/04/16 11:10:45
Mam cały czas tego pisarza na uwadze, ale i stosik zaległości na biurku :)
-
miqaisonfire
2013/04/20 15:23:44
Po Twojej recenzji czuję się zachęcona, jednak nie wiem kiedy miałabym książkę przeczytać :( Ostatnio uczelnia zajmuje mi cały wolny czas (przygotowania do kolokwiów, tłumaczenie itp.) W pociągu też nie zawsze udaje mi się czytać.
-
Gość: malutka_ska, *.czeladz.vectranet.pl
2013/04/21 09:56:57
"Lolitę" wspominam bardzo ciepło. O "Bladym ogniu" zaś do tej pory nie słyszałam, ale skoro to tak ciekawa kompilacja, to grzechem byłoby nie poznać jej bliżej. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita