Subiektywnie o książkach. I nie tylko.
Blog > Komentarze do wpisu

Wirując w chłodzie pustynnego piasku

Okładka książki Królewski taniec

  Tytuł: Królewski taniec

  Autor: Mohammed Dib

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 168

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Kolonializm to kolejny wstydliwy rozdział w historii białego człowieka, któremu, pogrążonemu w miłości własnej osoby, wydawało się, że bardziej zaawansowany poziom technologiczny (przynajmniej pozorny) automatycznie wiąże się z prawem do wykorzystywania, niszczenia, mordowania, eksterminacji, czy zniewalania innych nacji. Mocarstwa Starego Kontynentu prowadziły barbarzyńską ekspansję terenów słabo rozwiniętych, czerpiąc ze swojej działalności wymierne korzyści ekonomiczne. Obecnie większość byłych zamorskich posiadłości uzyskała niepodległość, wyrywając się spod politycznej zależności, ale echa kolonializmu słyszalne są do dnia dzisiejszego. Wystarczy przyjrzeć się sytuacji panującej w zamożnych krajach Europy Zachodniej – praktycznie wszystkie z nich muszą radzić sobie z problemem emigrantów, którzy przybywają właśnie z dawnych kolonii. Kuszące są perspektywy lepszego życia, bogata opieka socjalna oraz brak przeszkód w postaci barier językowych. Ekspiacyjne podejście w połączeniu z polityczną poprawnością sprawiają natomiast, że nowoprzybyli często nie mają żadnych bodźców do podjęcia pracy zarobkowej, zadowalając się życiem na koszt państwa. Ułomność i niemoc polityki emigracyjnej jest szczególnie widoczna w stosunku do wyznawców Islamu, wśród których nie brakuje podżegaczy do nienawiści, do walki z niewiernymi – ekstremiści (którzy pośród wyznawców Allacha nie stanowią większości, są za to najlepiej rozpoznawaną grupą) swobodnie głoszą swoje pełne agresji hasła, niemal bezkarnie terroryzując mieszkańców dzielnic, które zamieszkują [1], [2]. Z tego względu trudno dziwić się obywatelom państw europejskich, którzy w przeprowadzanych badaniach opinii publicznej coraz częściej przyznają, że boją się Islamu [3]. W końcu to co obce, nieznane, odróżniające się zawsze postrzegane jest jako niebezpieczne, jako coś z czym należy obchodzić się ostrożnie i podejrzliwie.

Oczywiście nie ma lepszego sposobu na zapoznanie się z daną kulturą niż zetknięcie się z jej literaturą. O tym jak prezentuje się polityka kolonizacyjna oraz próby wyrwania się spod jej jarzma z perspektywy narodu zniewolonego, w którym religią dominującą jest w dodatku Islam, możemy przekonać się za sprawą twórczości Mohammeda Diba.

Mohammed Dib to bardzo płodny francuskojęzyczny pisarz, nowelista oraz poeta pochodzenia algierskiego. Urodził się w 1920 roku w Tlemencu w zachodniej Algierii. Ojca, z zawodu cieślę, Dib stracił w młodym wieku. Autor dorastał wychowywany w tradycji islamskiej, chociaż nigdy nie uczęszczał do szkoły koranicznej (medresy). W szkole świeckiej Dib uczył się tkactwa oraz księgowości. W latach 1939 – 1959, pisarz imał się różnych zajęć – dorabiał jako nauczyciel w szkole podstawowej w Aoudj Bghal, księgowy w Oujda, był pracownikiem algierskich kolei, projektantem dywanów w fabryce tkackiej, tłumaczem ustnym pomagającym Amerykanom i Aliantom oraz dziennikarzem. W trakcie II Wojny Światowej Dib studiował literaturę na Uniwersytecie Algierskim. W latach 1950 – 1951 pracował dla komunistycznej gazety Alger républicain. W roku 1951 poślubił Francuzkę Colette Bellissant, córkę swojego nauczyciela od francuskiego.

Dib razem z Feraounem, Mammerim oraz Katebem był członkiem grupy znanej jako Generacja ’52 – nazwa nawiązywała do roku, w którym Dib oraz Mouloud Mammeri pojawili się na literackiej scenie. Grupa określana jest czasami mianem Generacja ’54, co z kolei nawiązuje do wybuchu powstania zbrojnego, które oznaczało rozpoczęcie wojny o niepodległość Algierii pod kierownictwem Frontu Wyzwolenia Narodowego. Jako nowelista, Dib zadebiutował właśnie w roku 1952 utworem La grande mason (Wielki dom), stanowiącym pierwszą część trylogii algierskiej, utrzymanej w nurcie naturalistycznym, przypominającym stylem pisarstwo Zoli. Dib prezentuje czytelnikowi historię algierskiej rodziny w przededniu wybuchu II Wojny Światowej, która alegorycznie przedstawiona zostaje jako Wielki Głód.

Okres walk o niepodległość Algierii, przypadający na lata 1954 – 1962 odcisnął niezatarte piętno na twórczości Diba. Dwujęzyczny twórca, aby dotrzeć do szerszej publiczności pisał swoje dzieła w języku francuskim, a więc w języku prześladowcy – ta kwestia ogromnie dręczyła artystę, który często dzielił się swoimi wątpliwościami z Katebem. Wielokrotnie powtarzał przy tym słowa, że moją ambicją, mimo wszystko, jest zainteresować wszystkich czytelników, podkreślając, że jako pisarz nie może ograniczać się wyłącznie do jednego kręgu kulturowego. Bo przecież najważniejsza jest ludzka natura, która jest udziałem nas wszystkich; rzeczy, które odróżniają nas od siebie to już kwestie drugorzędne.

Od momentu opuszczenia ojczyzny w roku 1959, Dib mieszkał we Francji. Kiedy na skutek francuskiej polityki kolonialnej, autor został zmuszony do powrotu do Algierii z powodu zaangażowania w ruchy niepodległościowe, kilku prominentnych pisarzy, wśród nich Andre Malraux, Louis Guilloux oraz Albert Camus, nawoływało władze do anulowania powziętej decyzji. Zaledwie 44 lata później, tj. 2 maja 2003 roku, kiedy Dib zmarł na przedmieściach Paryża, francuski minister kultury Jean-Jacques Aillagon określił Mohammeda Diba mianem duchowego pomostu pomiędzy Algierią a Francją, pomiędzy Północą a Południem.

Polski czytelnik ma możliwość zapoznania się z twórczością algierskiego pisarza za sprawą niezastąpionego Państwowego Instytutu Wydawniczego, który w roku 1976 opublikował Królewski taniec (1968 r.), a więc dzieło z okresu, kiedy Dib osiadł już we Francji, porzucając jednocześnie styl naturalistyczny, przyjmując dyskurs bardziej oniryczny. Akcja powieści rozgrywa się prawdopodobnie w okresie, w którym ustały już walki narodowowyzwoleńcze w Algierii. Bohaterami utworu są kobieta Arfia oraz mężczyzna Rodwan. Arfia to była dowódczymi skromnego oddziału partyzanckiego, który wykrwawiał się w cieniu górskich stoków, z kolei Rodwan to eks z... oraz t…, o czym mówią jednak dopiero ostatnie karty powieści. Dib w swojej prozie, mocno eksperymentalnej zajmuje się bardzo nietypową relacją, która łączy wspomnianą dwójkę oraz ciągle prowadzoną przez nich walką – po ustaniu działań wojennych zarówno Arfia jak i Rodwan muszą zmierzyć się z problemem określenia własnej tożsamości, odkrycia kierunku, w którym przynajmniej metaforycznie podążają.

Fabuła powieści jako układ zdarzeń w świecie przedstawionym utworu praktycznie nie istnieje, przynajmniej w klasycznym rozumieniu tego słowa. Owszem, Królewski taniec posiada akcję, ale pojawia się ona momentami, raptownie i nagle, by równie niespodziewanie zakopać się w niebyt. Wydarzenia, o których jest mowa nie układają się w żadnym ciągu chronologicznym, niekiedy trudno wręcz doszukać się między nimi wspólnego mianownika, który pozwoliłby zestawić je obok siebie. Czas chadza tu własnymi drogami, jakby nie chciał, by przypadkiem posądzono go o linearność. Ot taki z niego lekkoduch, który o nic się nie troszczy, bowiem i tak na wszystko przyjdzie właściwa pora.

Dib tworzy niezwykle malownicze i przejmujące pejzaże przyrody – sceneria dzikiej natury zdaje się podkreślać zbędność i jałowość słów. Czytelnik jest niczym wędrowiec przedzierający się przez pustynię – stopy grzęzną w głębokim piasku, pragnienie pali zmęczone gardło, z którego wydobywa się już tylko ciche rzężenie. I kiedy wydaje się, że nie damy już rady postawić następnego kroku, że będziemy musieli sobie odpuścić, wycofać się z tego gąszczu niezrozumiałych fraz trafiamy na temat, który niemal siłą przykuwa uwagę – oczywiście na pierwszy rzut oka nie sposób osądzić, czy mamy do czynienia z oazą, czy też fatamorganą, ale nawet samymi tylko mirażami Dib byłby w stanie zdobyć czytelnicze uznanie. Autor, głównie za sprawą wspomnień Rodwana, porusza inspirujące tematy. Refleksyjny jest choćby przewrotny Auto-da-fé* umierającego ojca, który na łożu śmierci niemal całkowicie neguje sens ludzkiej egzystencji. Jako człowiek żegnający się z życiem nie ma praktycznie nic do stracenia, dlatego może pozwolić sobie na przypływ szczerości, który w tym przypadku brutalnie unicestwia pojmowanie żywota, jako daru, jako drogi, która wiedzie nas ku wzniosłemu celowi. Ostatnie chwile dogorywającego człowieka to smutne wyznanie dekadenta, który swoje proroctwo (życie jako ciężar narzucony na liche barki człowieka wodzonego za nos przez demony wiary oraz ślepego posłuszeństwa) pragnie ogłosić rodzinie i przyjaciołom – być może przeczuwa on w jak trudnym okresie przyjdzie żyć tym, którzy pozostają na ziemskim padole. Oddarcie bytu z jakichkolwiek wartości transcendentalnych, redukcja do niemal pierwotnego trwania może stanowić swoiste antidotum na rozczarowania i niepowodzenia, przed którymi pragnie ocalić najbliższych.

W podobnym tonie utrzymane jest gorzkie wołanie Arfii, która domaga się, która żąda, uznania ofiary złożonej na ołtarzu walki o wolność. Walki, która nie ustanie, dopóki istota ludzka nie będzie istotą ludzką (a nie wołem roboczym albo zwierzęciem rzeźnym), bowiem tylko wtedy może zaistnieć szczęście. Intrygująca jest także przypowieść głosu, którego Rodwan nie kojarzy z żadną twarzą, opowiadającego historię człowieka wygnanego z ukochanego miasta za sprawą wymyślnej intrygi, uknutej przez własną małżonkę. Ofiara, którą stanowi … młodszej siostry to być może symbol najwyższej ceny, jaką należy zapłacić by na zawsze wygnać niechcianego intruza. Ale jak interpretować to poświęcenie, jeśli wiąże się ono z przyjemnością?

Losy Rodwana i Arfii postrzegałbym także jako smutne rozliczenie. Oboje poprzez wędrówkę we własną przeszłość mimowolnie dokonują bilansu, który ukazuje ile udało im się uzyskać i jaką cenę przyszło im za to zapłacić. Wydaje się, że zebrana po stronie korzyści suma nie jest zbyt oszałamiająca, a mimo jestem przekonany, że zarówno Arfia jak i Rodwan nie zawahaliby się ani na moment, żeby raz jeszcze oddać swoje wszystkie siły w imię spraw, o które zaciekle walczyli. Dib zdaje się portretować prawdziwych bojowników stanowiących nieodzowny fundament niepodległego państwa, które musi się dopiero narodzić, obmywszy się uprzednio w krwawej kąpieli. Autor koncentruje się jednak na ciemniejszej stronie tej działalności, eksponując głównie rozczarowania, trudy, niewygody, a niekiedy wręcz daremność wszelkich wysiłków. Oczywiście, między wierszami migocze także fundamentalne pytanie, czy dla tego typu bojowników możliwy jest powrót do życia prowadzonego przed rozpoczęciem walk, czy znajdzie się dla nich miejsce w nowopowstałym społeczeństwie? Czy tacy ludzie są skazani tylko na wykluczenie i egzystencję poza nawiasem jako jednostki zbyt radykalne a przez to i niebezpieczne, które potencjalnie zagrają przecież każdemu systemowi?

Królewski taniec Mohammeda Diba to niezwykła książka. Trudno o jednoznaczną ocenę, ponieważ w moim odczuciu powieść, wielowarstwowa i nieuchwytna niczym człowiek w labiryncie luster, skrywa w sobie zbyt wiele treści, by wydawać o niej pochopną opinię zaledwie po jednokrotnym przeczytaniu. Można odnieść wrażenie, że autor wziął na warsztat prastare mity, za postacie posłużyły mu wszelakiej maści archetypy, a całość została utrzymana w surrealistycznej konwencji. Intryguje, ale momentami także odrobinę zniechęca zagadkowość, niejednoznaczność, gra słów, eliptyczna składnia, bogata symbolika, wielopoziomowość, czyli wszystko co sprawia, że utwór zdaje się być tak nieprzejrzysty. Nie mniej jednak książka na pewno jest godna uwagi, chociaż wydaje mi się, że jej walory byłyby jeszcze lepiej widoczne w zestawieniu z wcześniejszymi dziełami Diba.

——————

* z portugalskiego: 1) Akt wiary, czyli publiczna deklaracja przyjęcia bądź odrzucenia katolicyzmu przez osobę oskarżoną o herezję, która kończyła proces inkwizycyjny; 2) Wykonane wyroku śmierci na heretyku.

czwartek, 06 lutego 2014, zielony_sznurek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Basia Pelc Z Czytelni, *.play-internet.pl
2014/02/07 13:03:04
Jestem ciekawa tych opisów dzikiej natury. To może być coś wspaniałego.
-
dofifi
2014/02/07 19:55:50
Ostatnio problem kolonializmu wraca. Ciekawe, że dopiero po tylu latach okazuje się, że warto zastanowić się nad tym problemem, przedyskutować go.
-
Gość: dziejaszek, *.augustow.mm.pl
2014/02/08 00:00:00
Opis przywodzi mi na myśl film "Zaduszki" Tadeusza Konwickiego.

Recenzja jak zwykle ciekawa i zachęcająca do zapoznania się z powieścią (cholera, za dużo jest tych dobrych książek, życia nie starczy).
-
vysotsky
2014/02/08 08:48:35
Wygląda na rzeczywiście interesującą, dającą do myślenia pozycję. Ten Islam i kolonializm. Choć kolonializm już nieco przebrzmiały. Mam wrażenie, że wymyślono już lepsze rozwiązania niż kolonia. Jak choćby Polska. Za to islam... To jest problem. Choćby hasło, które przytoczyłeś, że większość wyznawców Allaha nie jest nastawiona wrogo do niewiernych, że ekstremiści, choć najbardziej zauważalni, są w mniejszości. Nawet gdyby to było prawdą, wystarczy sobie pomyśleć, ile lat trzeba było Hitlerowi, by ze zwykłego narodu bez ideologi zrobić machinę zagłady. A on swoją ideologię i masy wiernych musiał dopiero budować. Tutaj mamy gotową ideologię i gotowe rzesze wyznawców tylko czekające na swojego Hitlera. Niczym bomba na zapalnik. No ale poprawność polityczna sprawia, że problemu nie ma. Całe szczęście, że na razie mamy tylko lokalnych Hitlerków, którzy nie potrafią zjednoczyć Islamu do walki z niewiernymi i działają na mniejszą skalę. Co z kolei sprawia, że przyzwyczajamy się do nawoływania do mordowania niewiernych i nawet do samego mordowania. I nic nie robimy. I gdy pojawi się ten Jeden, nie od razu to rozpoznamy, gdyż na pewno z początku uznamy go co najwyżej za kolejnego Osamę. A potem to już zachodnia cywilizacja będzie miała problem większy, niż Izrael z Palestyńczykami.
-
vysotsky
2014/02/08 08:52:26
A ten wątek byłych bojowników w społeczeństwie pokoju bardzo ważny. Szkoda, że u nas niezauważany zbytnio. Zapomniałem dopisać. Pozdrawiam serdecznie :)
-
Gość: Ambrose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/08 10:50:52
Basiu - język, którego autor używa do opisu natury jest rzeczywiście wspaniały, ale te piękne fragmenty stanowią jedynie uzupełnienie całej lektury :)

Dofifi - owszem, masz rację. Można odnieść wrażenie, że dopiero gdy dana kwestia zaczyna przeradzać się w palący problem, ludzkość zaczyna powoli ją dostrzegać. Chociaż wg mnie zbyt powoli :)

Mati - filmu nie widziałem, więc trudno mi się odnieść. Ha, a co stosunku liczby interesujących książek do długości życia, to ja już przestałem zawracać sobie głowę tą sprawą. Prędzej czy później musiałbym się pogrążyć w bezdennej rozpaczy i rezultacie chyba w ogóle zarzuciłbym czytanie :)

Andrew - ha, poruszyłeś sedno problemu, który można uprościć do pytania, czy islam jest ideologią nawołującą do nienawiści, mordów, etc., czy też nie. Wg mnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale na pewno warto zwrócić uwagę na to, ile ta religia ma lat i w jaki sposób w jej wieku "zachowywało" się chrześcijaństwo. Wydaje, że obecnie islam przechodzi przez etap wzmożonej potrzeby niesienia "dobrej nowiny" wszystkim niewiernym. W końcu zgodnie z myśleniem millenarystycznym, charakterystycznym dla wielu religii monoteistycznych, lepiej jest zginąć z ręki bożego wojownika niż żyć na ziemskim padole nie poznawszy miłości prawdziwego, jedynego, właściwego boga.
Osobną kwestią jest także działanie USA, bardzo niezdarne i nieporadne, które w moim mniemaniu zadziałało niczym katalizator wywołujący ekstremistyczne zacięcie nawet u przeciętnych muzułmanów, którzy wcześniej nie żywili do nikogo zaciekłej nienawiści. O tym jak to działa dość dobrze mówi książka Uznany za fundamentalistę.
-
Gość: Miqaisonfire, *.adsl.inetia.pl
2014/02/08 23:02:37
No proszę, sięgasz po kolejne książki z dalekich zakątków świata! :) Ale co do samej książki to nie wiem czy nie byłaby dla mnie zbyt trudna, czy przytłaczająca w odbiorze, bo ostatnio wolę się zrelaksować, niż myśleć - uroki przegrzanego mózgu po sesji.
-
Gość: Małgośka, *.static.chello.pl
2014/02/09 21:16:54
O, proszę, jakie interesujące wprowadzenie. Literatura sprzed lat jako odpowiedź na współczesne zapotrzebowanie:) A tyle dobrych książek jeszcze w tych antykwariatach znajdziesz, że już nie liczę, że kiedyś przeczytam wszystko, co u Ciebie wypatrzę;)
-
Gość: Owca, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/10 16:25:44
Ilekroć widzę czarne okładki PIW'u podświadomie wiem, że wewnątrz znajdę niebanalną historię. Inną. Na mojej półce czernieje już Hrabal, mój ukochany Cela, Sportes i Buzzati. Małe książeczki, które mają pożółkłe strony i pachną starością. Ale zmierzam do tego, że właśnie zapragnęłam odnaleźć i dodać do nich Dib'a.
Doskonała rekomendacja powieści. Nawet nie wiem, czy jest coś jeszcze do dodania.
-
Gość: Ambrose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/18 01:15:15
Miqa - co kto woli :)

Małgośko - w końcu literatura sprzed kilku czy kilkunastu lat (oczywiście pod warunkiem, że jest to dobra literatura) jest w stanie sporo powiedzieć nam o naszej teraźniejszości - w mniejszym bądź większym stopniu pozwala dostrzec mechanizmy, które ją ukształtowały ;) A te ciekawe, ciut starsze pozycje znajduję zarówno w antykwariatach jak i bibliotekach :)

Owco - mam dokładnie tak samo. Czasem wkraczając do biblioteki nie jestem pewien, czego właściwie szukam. Wtedy wystarczy rozejrzeć się za tą miłą oku czarną okładką i można być niemal pewnym, że oto natrafiło się na kolejną perełkę :) Jeśli chodzi o PIWowców to na moich półkach czekają m.in. Doctorow, Lakatos czy Kipphardt. Patrząc na to morze nazwisk z każdego zakątku świata jestem pod ogromnym wrażeniem tych wszystkich osób, które przyczyniły się do tej niezwykłej serii, jaką niewątpliwie jest Współczesna Proza Światowa :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita