Subiektywnie o książkach. I nie tylko.
Kategorie: Wszystkie | Film | Literatura | Muzyka | Promocje | Teatr
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Okładka książki Lolita

  Tytuł: Lolita

  Autor: Vladimir Nabokov

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron:  318

  Cena: 15,00 zł



 

 

 

 

 

 

Lolita to książka, z wydaniem której, rosyjski geniusz pióra miał ogromne problemy. Żaden z amerykańskich wydawców nie zgodził się na jej publikację, mimo, że autor, idąc za radą dobrego przyjaciela, postanowił nie opatrywać jej własnym nazwiskiem, a jedynie pseudonimem. Powieść uchodziła za nieetyczną, szerzącą pornografię i pedofilię. Dopiero stara i zgniła moralnie Europa po raz kolejny przyjęła w swoje ramiona dzieło Nabokova. Książkę wydało paryskie wydawnictwo, specjalizujące się w taniej literaturze brukowej.

Powieść, napisana w formie pamiętnika, to opis miłości, czy też obsesji seksualnej, czterdziestoletniego mężczyzny, występującego pod pseudonimem Humbert Humbert, do dwunastoletniej Dolores Haze. Główny bohater, jak przynajmniej można wyczytać w większości recenzji, jest pedofilem, który na skutek zrządzenia losu, opuszcza Europę i wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Po raz kolejny fortuna bierze los w swoje ręce i każe mu zamieszkać u pani Charlottey Haze, wdowy z dwunastoletnią córeczką, pieszczotliwie nazywaną Lo, lub Lolitą. Humbert Humbert od pierwszego wejrzenia zakochuje się w nimfiątku, w końcu postanawia ożenić się z jej matką, by móc być bliżej swojej miłości. Bohater snuje różne plany i rozważania nad pozbyciem się coraz bardziej uciążliwiej Charlottey, ponieważ jednak z natury jest marzycielem i poetą, wszystkie plany pozostają w sferze fantazji.

Fatum jednak znów daje o sobie znać. Pewnego dnia ciekawska Charlottea odkrywa pieczołowicie skrywany dziennik Humberta Humberta, w którym to znajduje się między innymi opis miłości do dziewczynki. Zrozpaczona, zraniona, z krwawiącym sercem, Charlottea postanawia uciec od Humberta. Wcześniej jednak pisze listy, których nie udaje się jej już wysłać – biegnąc w amoku przez jezdnię do skrzynki pocztowej, poślizgnęła się i runęła prosto w objęcia śmierci, która przyjechała samochodem jednego z mieszkańców. Humbert, który nie mógł wyśnić lepszego scenariusza, zabiera małą Lo z Kolonii Q, na której aktualnie przebywała i rozpoczyna roczną włóczęgę po szosach i autostradach Stanów Zjednoczonych. Dolores, jak się jednak okazuje, nie jest już taka niewinna, w sprawach seksu jest całkiem doświadczona. W końcu opuszcza Humberta, uciekając z innym pedofilem.

Przejdę jednak do kwestii, która najbardziej mnie interesuje. Humbert Humbert w końcu odnajduje swoją ukochaną. Ma już 17 lat, jest w ciąży, okres jej młodości, nimfięcia dawno przeminął. Nie jest to już mała dziewczynka, która mogłaby pobudzić trzewia jakiegokolwiek pedofila. A mimo to, okazuje się, że Humbert Humbert nadal ją kocha i proponuje jej wspólną ucieczką oraz życie. Z psychiatrycznego punktu widzenia, nie jest to prawdopodobne, ponieważ „prawdziwy” pedofil, mimo iż może przejawiać uczucia wyższe, nie jest w stanie wyleczyć się ze swojego zboczenia. Czy zatem stworzona przez autora fikcja literacka miała by prawo zdarzyć się kiedykolwiek w świecie rzeczywistym?

Zagadnienie niegasnącej miłości Humberta można spróbować wyjaśnić to fragmentem książki, w którym snuje on śmiałe plany, że spłodzi ze swoją Lolitą drugą, małą Lo, która jak tylko dorośnie i dokwitnie, ponownie będzie dostarczać mu rozkoszy. Na horyzoncie zamierzeń, nieśmiało pojawiła się nawet trzecia Dolores, można jednak odnieść wrażenie, że sam Humbert nie podchodził do tych rojeń zbyt poważnie. Aby wyjaśnić ten przypadek, wydaje mi się, że konieczne są dwie rzeczy. Po pierwsze, co jest chyba najtrudniejsze, odrzucić opcję, że Humbert jest pedofilem. Dlaczego? Wytłumaczenie w czynności drugiej. Wróćmy zatem na sam początek książki, gdzie Humbert opisuje swoją jedyną, nieszczęśliwą młodzieńczą miłość do Annabel. Oboje, pochodzący z porządnych, arystokratycznych rodzin, próbują przeżyć romans, jednak ich działania są tak nieporadne, niezdarne, że nic nie może z tego wyjść. Po raz ostatni, Humbert spotyka się z Annabel w ogrodzie, przy świetlistym firmamencie gwiazd, próbując odbyć stosunek. Jednak ich miłosne gruchania zostają brutalnie przerwane. Annabel odjeżdża i młodzi zakochani nigdy już się nie zobaczą, bowiem dziewczynka rok później umiera. Żyję w przeświadczeniu, że w tym wydarzeniu należy szukać obsesji Humberta na punkcie młodych panien. Wydaje się, że Humbert Humbert próbuje odnaleźć swoją Annabel i dokończyć z nią to, czego mu się wtedy nie udało. Oczywiście, nie chodzi tu jedynie o kontakt fizyczny – pisząc, dokończyć, mam na myśli, dokończenie całej miłosnej historii, tzn. wspólne życie, aż po grób. Humbert, aż do momentu poznania Lolity, żyje z piętnem wspomnień o Annabel. Wlekąc się po burdelach, poznając kobiety, próbuje odszukać swoją pierwszą miłość. Dopiero Dolores Haze wypiera z jego umysłu wspomnienie o Annabel. Mam wrażenie, że po Lo po prostu zajmuje jej miejsce, a Humbert, świadomie, czy też nie, pragnie żyć z nią na wieki wieków. Stąd też o żadnej pedofilii nie może być tu mowy.

P. S.

Ostatniego, napisanego w dość kategorycznym tonie, zdania proszę sobie nie brać do serca. Jeśli znajdzie się tylko interlokutor, to o pedofilii rzekomej czy też nie, mowa może być jak najbardziej.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Okładka książki Pamiętnik znaleziony w wannie

  Tytuł: Pamiętnik znaleziony w wannie

  Autor: Stanisław Lem

  Wydawnictwo: Agora

  Liczba stron:  212

  Cena: 24,99 zł



 

 

 

 

 

 

 

W przedostatnim wpisie wspominałem o konkursie „Książka za recenzję”, związanym z twórczością Stanisława Lema, w którym kiedyś brałem udział. Regulamin polegał na napisaniu recenzji wybranego dzieła pana Lema oraz opublikowaniu jej na oficjalnym forum (http://forum.lem.pl). W przypadku przewagi ocen pozytywnych nad negatywnymi, zebranych od użytkowników forum, zyskiwało się jedną wybraną pozycję z bogatej twórczości naszego genialnego futurologa. Ponadto zwycięzca, tj. osobnik który uzyskał najwięcej przychylnych opinii otrzymywał komplet 33 książek z wydawnictwa Gazety Wyborczej.

Chciałbym się pochwalić się moją recenzją „Pamiętnika znalezionego w wannie”, za którą udało mi się nabyć „Filozofię przypadku” i przy okazji zareklamować tę fascynującą lekturę. Oto ona:

 

Stanisław Lem był dzieckiem wyjątkowym i nikt, kto zapoznał się z jego biografią nie może mieć co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Jako młody chłopiec, syn Samuela Lema, okazał się jednym z najgenialniejszych dzieciaków w południowej Polsce. Na przestrzeni lat, mały Stanisław miał wiele zainteresowań. Jednym z etapów jego dziecięcych lat, była obsesja na punkcie własnoręcznie wytwarzanych legitymacji. Młody Lem, jako, że niezbyt interesowały go lekcje, urozmaicał sobie czas pobytu na nich poprzez tworzeniem specjalnych dokumentów, legitymacji. W efekcie żmudnej i ciężkiej pracy, powstało prawdziwe legitymacyjne imperium. Minął jednak szczęśliwy czas młodości i wydawać by się mogło, zabawa się skończyła. Jeśli jednak weźmiemy do ręki książki „Pamiętnik znaleziony w wannie” i dodatkowo zdecydujemy jeszcze się ją przeczytać, to okaże się, że legitymacyjny moloch Lema wcale nie zdematerializował się tak całkowicie z wyobraźni genialnego pisarza.

Chociaż sam twórca wzbrania się przed taką trywializacją sprawy, trzeba sobie rzec, że czytając Pamiętnik, śledząc poczynania głównego bohatera, który prowadzi wędrówkę po Gmachu, bezskutecznie błądząc od drzwi do drzwi, kontaktując się z kolejnymi urzędnikami, oficjelami, bohatera, który z każdym krokiem coraz mocniej zaplątuje się w pajęczynę tajności, trudno jest odgonić wrażenie, że Lem już kiedyś takie tło akcji stworzył.

Podobnie, jak bohater pokoju, na który opiewała przepustka, nie mógł znaleźć, tak i my możemy mieć spore trudności z wyczytaniem wszystkich treści ukrytych w książce. Ale w końcu dzieło to jest prawdziwą księgą szyfrów, zresztą, jakże by mogło być inaczej, skoro opowieść rozgrywa się w świecie szpiegów. Dlatego też każde zdanie, każde słowo, posiadać może sens głębszy i jeszcze głębszy, niż na pozór nam się to wydaje. I tak, dzięki uprzejmości kapitana Prandtla, na podstawie krótkiego fragmentu Romea i Julii, dowiadujemy się, że Szekspir żywił prawdopodobnie nieprzyjemne uczucia do osobnika nazwiskiem Mathews. Drugą informacją, którą raczy nas miły kapitan, jest fakt, wszystko co nas otacza jest szyfrem. Jakby tego było mało, okazuje się, że rozłamany szyfr, jest nadal szyfrem, jest niewyczerpalny. Tajność, tajność, wszystko tajność. Jakakolwiek próba porozumienia się, kontaktu z pracownikami Gmachu kończy się zazwyczaj ogromnym fiaskiem, ewentualnie efektownym samobójstwem. Jedynym, który zdaje się co nie co rozumieć tułaczą męczarnię bohatera jest agent spotykany w łazience – jest on jednak niczym złośliwy chochlik. Posiadając nieco dłuższy staż błądzenia po Gmachu, przekonuje jedynie bohatera, że próżno są jego zmagania, bowiem i tak nic z nich nie wyniknie.

Swoistym sanatorium, przyjemnym chłodem marmuru dla rozgrzanego czoła trawionego gorączką, panaceum na wszelkie prześladowcze paranoje okazuje się wspomniana łazienka, gdzie gość znajdzie zarówno brzytwę, która oprócz poczucia świeżości, zawsze towarzyszącemu dopiero co ogolonej twarzy, zapewni również czas potrzebny na pozbieranie myśli i uporządkowania tej gmatwaniny wniosków w coś na wzór całości oraz wannę, w której to, utrudzony po przebrnięciu przez labirynty korytarzy Gmachu wędrowiec, będzie mógł zasnąć snem sprawiedliwego. Och, któż po przejściu tylu okropności, wstrząśnięty taką dozą przeżyć, całkowicie szalonych i zwichrowanych nie zechce przynajmniej na chwilę spocząć w tej oazie chłodnego i uporządkowanego myślenia, w tym kontemplatorium, tej rozpaczliwej próbie racjonalizacji naszych myśli, działań i poczynań.

Wychodząc jednak z tego sanktuarium trzeźwości, warto wspomnieć o tragedii, która spotkała ludzkość i która sprawiła, że tytułowy pamiętnik znaleziony w wannie stał się jednym z niewielu dokumentów, pozwalających na badanie życia codziennego ludzi żyjących w tym okresie. Papyroliza (rozpad papieru), bo o niej mowa jest moim zdaniem kolejną maską, przebraniem dla problemu, któremu Lem przyglądał się już od swoich najwcześniejszych utworów – problemu związanego z ograniczeniem przepustowości przepływu informacji. Mistrz był zdania, że ewolucja biologiczna człowieka pozostaje coraz bardziej w tyle za spłodzoną sztucznie ewolucją techniczną. Człowiek, twórca i konstruktor w miarę upływu czasu coraz słabiej jest w stanie objąć, a co dopiero kontrolować, swoje dzieła. Pisarz po raz kolejny przejawia swoje obawy i wątpliwości co do tego, czy ludzkość jest gotowa gromadzić i przechowywać otaczającą ją informację, przy założeniu, że owa ilość informacji rośnie w sposób wręcz eksponencjalny. Aby przekonać się, że owa kwestia nigdy nie przestała dawać Mistrzowi spokoju, wystarczy sięgnąć po jedne z jego ostatnich przemyśleń – choćby nawet po dzieła zebrane w Molochu. Roi się tam od artykułów krytykujących Internet jako sieć bezrozumną i bezproduktywną, która nie może i nie ma takich możliwości, by stać się Sztuczną Inteligencją. Bardzo ciekawy jest tok rozumowania Lema, który uważa, że Sztuczna Inteligencja może narodzić się niejako przypadkiem, przy próbie skonstruowania inteligentnych kontrolerów sieci, którzy byliby w stanie przesiewać informacje istotne od zwykłego chłamu i śmiecia, które to już teraz zalewają Internet. Wydaje się, że nie grozi nam póki co katastrofa na miarę papyrolizy, jednak Lem ciągle na kolejnych kartkach swoich książek, esejów czy artykułów przestrzega nas, że nadmiar informacji może być równie szkodliwy co jej brak (w sposób karykaturalny problem z przesytem informacyjnym został przedstawiony w książce „Wizja Lokalna”).

Wracając jednak do samego Pamiętnika znalezionego w wannie, osobiście, lubię odczytywać go jako wielką metaforę naszego życia – podobnie jak główny bohater, przez większość naszej ludzkiej egzystencji, błąkamy się bez celu, sami nie zdając sobie sprawy czego tak właściwie od życia oczekujemy, a gdy przychodzi nam już umrzeć (bohater Pamiętnika różni się od nas o tyle, że miał on możliwość opuszczenia Gmachu, nie był jednak zobligowany by to uczynić, śmierć nasza jest natomiast nieodwołalna i nie możemy z niej zrezygnować, czy też nagle się z niej rozmyślić), nagle okazuje się, że życie jest nam bardzo miłe, cenne i za żadne skarby świata nie mamy zamiaru opuszczać ziemskiego padołu, na którym przytrafiło się nam tyle nieszczęść.

 

P. S.

Warto również dodać, że znalazł się odważny, który spróbuje przenieść tę pozycję na duży ekran. Efekty starań pana Rogera Christiana (który święcił też sukcesy jako scenograf: Gwiezdne Wojny, Obcy - 8. pasażer Nostromo) będziemy mogli podziwiać w okolicach 2013 roku. Więcej szczegółów tutaj:

http://www.culture.pl/kalendarz-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/L6vx/content/ekranizacja-pamietnika-lema

sobota, 28 kwietnia 2012

Okładka książki Wielkie wygrane

  Tytuł: Wielkie wygrane

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S.A.

  Liczba stron:  444

  Cena: 39,99 zł



 

 

 

 

 

 

 

Julio Cortázar, argentyński pisarz ogromnego kalibru. Twórca książki o legendarnym statusie „Gra w klasy”, która przez wielu uważana jest/była za biblię intelektualistów. Powieść to o tyle przewrotna, ze możemy ją formować sami, w dowolny sposób. Autor daje nam możliwość czytania jej wg kolejności rozdziałów, ponadto zdradza nam klucz wg którego również możemy przystąpić do lektury. Jakby tego było mało, równie dobrze możemy zdać się na przypadek i czytać kolejne rozdziały na chybił trafił.

Jako, że fascynującą zabawę, z której można ułożyć kilka powieści mam już za sobą, postanowiłem skusić się na inne pozycje argentyńskiego autora. W sposób wielce wymowny pomogła mi w tym księgarnia Matras, w której natrafiłem na „Wielkie wygrane” oraz „Książkę dla Manuela” z 50 % rabatem. Na pierwszy ogień poszły „Los premios”, o których pragnąłbym napisać teraz słów kilka.

Bohaterami powieści są szczęśliwcy, którzy wygrali bilety w państwowej loterii na wycieczkę luksusowym statkiem „Malcolm”. Początkowo akcja rozwija się leniwie, spokojnie chłoniemy kolejne karty powieści, na których prowadzona jest krótka charakterystyka uczestników rejsu. Siedząc z bohaterami w kawiarni London w Beunos Aires, w której czekają na dalsze instrukcje, od razu zdajemy sobie sprawę, że podróż na pewno dostarczy nam wielu wrażeń, choćby ze względu na ludzi, z którymi przyjdzie się nam spotkać. Mamy bowiem do czynienia z przekrojem całego argentyńskiego społeczeństwa. Jest i typowa rodzina z dwójką dzieci, samotna matka z synem, dwoje przedstawicieli ciała pedagogicznego, dentysta, korektor, czy milioner poruszający się na wózku inwalidzkim. Mozaika charakterów, przypadkowa zbiorowość, których połączył przewrotna fortuna, zsyłając im bilety na niezapomniane morskie wojaże.

Nie chciałbym zdradzać więcej szczegółów co do wydarzeń, które zajdą na statku, rzeknę jedynie, że będzie dość tajemniczo i ciekawie. Po pierwsze cały czas nie wiadomo, dokąd właściwie płynie statek „Malcolm”. Po drugie, tuż po odpłynięciu od nabrzeża okazuje się, że wśród załogi wybucha epidemia – wirus tyfusu 224 powoduje, że pasażerowie nie mogą wejść na rufę statku, gdzie znajdują się chorzy członkowie załogi. W dodatku kontakt z obsługą jest bardzo ograniczony, a jakby tego było mało, wysłani do uspokojenia sytuacji i wyjaśnienia całej sprawy oficerowie wcale nie są zbyt wylewni i nie chcą przedstawić jak maluje się obraz sytuacji.

W ten oto sposób, poprzez kategoryczny zakaz, ale połączony z niedomówieniem oraz mgłą tajemnicy, rufa staje się pojęciem mistycznym, owocem zakazanym, rajem, do którego bramy pozostają ciągle zamknięte. Konsekwencje nie trudno sobie wyobrazić. Dość szybko spośród pasażerów wyłania się grupa Argonautów, która postanawia wyruszyć po złote runo, wyjaśniając opornym, że tyfus to na pewno tylko przykrywka, wymówka, by ukryć coś znacznie bardziej poważniejszego.

Ale naprawdę kończąc już z dalszym wyjawianiem arcyciekawej fabuły muszę oddać autorowi, że oprócz świetnej opowieści, mamy do czynienia z dobrze nakreślonymi postaciami, charakteryzującymi się autentycznością, wręcz namacalnością. Nie są to bohaterowie tekturowi, stereotypowi, zaskakują nas swoim postępowaniem. Fascynujące jest śledzenie interakcji, które zachodzą pomiędzy tymi przypadkowo zestawionymi ze sobą ludźmi. Jeszcze większego smaku dodaje fakt, że na okręcie znajdują się osoby, które same zajmują się analizują sytuacji, w jakiej zostały postawione. Znakomicie zdają sobie sprawę, że chociaż wyprawa na rufę wydaje się im tak kusząca, tak niezbędna, to jednak nie można spodziewać się po niej niczego wielkiego, nie obiecują sobie zbyt wiele po przekroczeniu tej mistycznej bariery. Nie przeszkadza im to jednak w poszukiwaniu byle pretekstu, który pozwoli im wyruszyć na wyprawę ku rufie oraz jej sekretom.

Wydaje się, że autor pokazał jak łatwo jest wywołać u człowieka poczucie dyskomfortu, izolacji, zamknięcia. Dopóki nie ogranicza się pasażerów żadnymi obostrzeniami, zdaje się nie przeszkadzać im świadomość, że przez kilka miesięcy będą zamknięci w metalowej puszce (bo czymże innym wydaje się potężny liniowiec wobec niekończącego się bezmiaru fal), którą będą dryfować przez kilka miesięcy po bezkresnym oceanie. Dopiero, gdy okazuje się, że pewna część pokładu, z przyczyn przecież nie prozaicznych, zostanie wyłączona z użytku, część świeżo upieczonej mikrospołeczności, mimo nieograniczonego dostępu do baru, basenu, sali gimnastycznej, czy fachowej obsługi, zaczyna dopatrywać się grozy nowego położenia i czuć się niczym szczury w klatce („Jesteśmy w Zoo, tylko że to nas oglądają”). Ta wzburzona grupa nie może spokojnie egzystować ze świadomością, że ograniczono ich swobodę poprzez zakaz poruszania się po absolutnie całym statku. Rufa wręcz puchnie od domysłów, rozrastając się do absurdalnych rozmiarów. Ponadto Cortázar obnażył bezwstydnie naszą ludzką, nie dającą się poskromić ciekawość, która zawsze wiedzie nas ku nieznanemu, każąc nam rozwiązywać wszelakie zagadki, wyjaśniać tajemnice, jakie pojawią się na naszej drodze życia. A o tym, czy owa ciekawość to rzeczywiście pierwszy stopień do piekła, czy też do poznania, czytelnik będzie musiał rozstrzygnąć już sam.

Podczas lektury nasunęło mi się również pytanie czym właściwie jest szczęście, rozumiane potocznie jako fart. Na pierwszy rzut oka wszystkich, którzy wylosowali bilety na państwowej loterii można nazwać szczęściarzami. W końcu nie na co dzień wygrywa się trzymiesięczny rejs luksusowym statkiem. Jednak morska podróż nie dla wszystkich skończy się szczęśliwie. Wielu podróżnych pragnie odmienić swoje dotychczasowe życie, a rejs traktuje jako pierwszy rozdział czegoś nowego, lepszego. Trudno jednak powiedzieć, by któraś z tych prób zakończyła się spektakularnym sukcesem. Życie po raz kolejny okazuje się tylko sumą szczęśliwych splotów wypadków oraz równie pechowych incydentów, które doświadczają każdego bez wyjątku.

P. S.

Jak już wspominałem w poprzednim wpisie, książkę "Wielkie wygrane" można nabyć w księgarniach Matras w cenie 19,90 zł. Wydaje mi się, że to naprawdę rewelacyjna okazja.

piątek, 27 kwietnia 2012

Okazje książkowe

W dzisiejszych czasach książka to przedmiot o coraz większej wartości. Niestety mam tu na myśli również znaczenie dosłowne, tj. jej stale rosnącą cenę, chociaż liczba czytelników regularnie spada. W sporej mierze taką sytuację zawdzięczamy naszemu rządowi, który od stycznia 2011 roku obłożył książki 5 % podatkiem. Rodzi się zatem pytanie, które kłuje szczególnie umysły person lubujących się w kolekcjonowaniu wszelakich dzieł literackich: jak nabyć wartościową księgę i nie zbankrutować?

Jako, że posiadam już swoją skromną, prywatną biblioteczkę, a praktycznie żadnej z pozycji nie nabyłem za cenę sugerowaną przez wydawnictwo, postaram się podzielić moimi doświadczeniami w polowaniu na okazje. Oto źródła moich papierowych okazów:

1) Składnice tanich książek. W Krakowie są to: Skład Tanich Książek na ulicy Grodzkiej (sąsiedztwo kościoła Św. Piotra i Pawła), Księgarnie na ulicy Szewskiej (naprzeciw McDonaldsa) oraz Grodzkiej (skrzyżowanie z Dominikańską/Franciszkańską). Oczywiście nie znajdziemy tu absolutnych nowości, bestsellerów. Trzeba liczyć się raczej ze żmudnymi, konsekwentnymi poszukiwaniami, ale gwarantuję, że każdy trafi na coś dla siebie. Spośród przytoczonych księgarni zdecydowanie największy wybór na Skład Tanich Książek na Grodzkiej. Znajduje się tutaj literatura fantasy i science fiction, podróżnicza, dziecięca, biografie, książki historyczne, proza współczesna, lektury szkolne, pamiętniki, czy poezja. Ceny oscylują w granicach od kilku do 30 zł. Z prawdziwych perełek, jakie udało mi się tam nabyć mogę wymienić: I. Asimov „Roboty z planety Świtu” (cena sugerowana: 37 zł/cena zakupu: ~ 17 zł), R. Ellison „Niewidzialny człowiek” (45 zł/ 16 zł), P. K. Dick „Humpty Dumpty w Oakland” (33,90 zł/ 16 zł) oraz „Głosy z ulicy” (37,90 zł/ ~ 17 zł), B. Gopegui „Zdobywanie powietrza” (33,90 zł/ 12 zł), Witkiewicz „Pożegnanie Jesieni” (39,90 zł/ 14 zł), Z. Krzyżanowski „Most przez Styks” (44,90 zł/ 10 zł), N. Gordimer „Trudny wybór” (34 zł/ 9,90 zł). Do tego mamy całą serię prozy polskiej z Wydawnictwa A. B. – M. Sieniewicz, B. Świderski, W. Wedecki, P. Wojciechowski w cenach od 5 do 14 zł. Należy również dodać, że wszystkie książki są nowe, chociaż niektóre są lekko przybrudzone, ewentualnie uszkodzone. Na szczęście, najczęściej księgarnia zaopatrzona jest w kilka egzemplarzy, tak więc zawsze można wybrać ten  znajdujący się w najlepszej kondycji.

2) Empik, Matras, księgarnie. Coraz więcej księgarni prowadzi regularne akcje promocyjne. W tej dziedzinie szczególnie prym wiedzie Matras, gdzie co rusz możemy znaleźć stoiska z książkami z cenami obniżonymi o 50 % czy nawet 70 %. W tej chwili można nabyć dwie książki argentyńskiego pisarza Cortazara za połowę ceny, tj. 19,90 zł. Są to „Wielkie wygrane” oraz „Książka dla Manuela”. Warto też bacznie śledzić poczynania drugiego wielkiego gracza na księgarskich rynku, sieci Empik. 2 lata temu z okazji Światowego Dnia Książki mogliśmy skorzystać z akcji „3 za 2”, tj. kupić 3 książki w cenie 2 (najtańsza pozycja spośród wybranych była naliczana za 1 grosz). Podobna akcja powtórzyła się na wakacjach zeszłego roku, tyle że zawężono ją do lektur z działu fantastyki.

3) Allegro, aukcje internetowe. Przy odrobinie szczęścia i cierpliwości można natrafić na prawdziwe skarby w rozsądnej cenie.

4) Konkursy. Jako fan twórczości Stanisława Lema regularnie odwiedzam oficjalny serwis poświęcony jego osobie (solaris.lem.pl). Od czasu do czasu organizowane są konkursy, w których nagrodami są książki Lema (np. Książka za recenzję). Do tego warto dodać też serwis Kulturatka, na łamach którego systematycznie pojawiają się możliwości wygrania wszelakiej maści literatury – należy jedynie odpowiedzieć na proste pytania i liczyć na łut szczęścia przy losowaniu.



środa, 25 kwietnia 2012

Okładka książki Marzenie Celta

  Tytuł: Marzenie Celta

  Autor: Mariano V. Llosa

  Wydawnictwo: Znak

  Liczba stron:  472

  Cena: 44,90 zł

 

 

 

 

 

 

 

 

Mariano Vargas Llosa w wywiadzie dla Newsweeka z października 2011 roku wyznał, że chociaż jeszcze niedawno kandydował w wyborach prezydenckich, to jednak nie nadaje się na polityka. Wg własnej opinii brak mu bezwzględnego zacięcia w dążeniu do postawionego sobie celu. Należy dziękować Bogu, że peruwiański pisarz, laureat nagrody Nobla, doszedł do tego wniosku, dzięki czemu nie będzie zaniedbywać tego, w czym jest zdecydowanie najlepszy – w tworzeniu nowych, niesamowitych powieści.

Marzenie Celta” to przejaw fascynacją osoby irlandzkiego patrioty, pisarza, rewolucjonisty oraz nacjonalisty – Rogera Casementa. Llosa, na podstawie licznych notatek, które sporządził, poznając życie tego niezwykłego człowieka, zaserwował nam fantastyczny portret psychologiczny głównego bohatera. Poznajemy dokładnie historię jego życia. Dowiadujemy się, że jako młody chłopak stracił matkę, a w rezultacie i ojca, który nie potrafił się pogodzić z odejściem żony. Mieszkając pewien czas u wujostwa w Liverpoolu, w końcu, z głową nabitą ideałami o niesieniu cywilizacyjnego kaganka, wyrusza do Afryki. Los rzuca go do Konga, wówczas znajdującego się pod panowaniem króla Leopolda II. Idealistyczna wizja o rozwoju Afryki pod władzą kolonizatorów pryska tuż po przybyciu na Czarny Ląd. Casement przekonuje się, że życie rdzennego mieszkańca Konga jest niewiele warte i bardzo łatwo je stracić. Przerażają go ciągłe baty, które spadają na czarne plecy, nieludzki wysiłek, którego wymaga się od autochtonów, katorżnicze prace, wyzysk, gwałty, obcinanie kończyn, nieludzki sadyzm. Wydawałoby się, że to afrykańscy kanibale, czy inne dzikie plemiona, powinny budzić strach – tymczasem jest dokładnie na odwrót. Biały człowiek okazuje się prawdziwym demonem, potworem, zmorą mieszkańców Koga oraz całej Afryki.

Młody Roger, w tym bagnie odrazy, spotyka jednak człowieka, podobnie jak on, czystego moralnie, który również nie może zaakceptować tego, co widzi. Jest to młody kapitan, emigrant z polski, z twardym jak skała akcentem – Józef Korzeniowski, znany jako Joseph Conrad, dla którego Llosa również ma ogromny szacunek. Laureat nagrody Nobla przyznał, że Jądro ciemności wywarło na niego ogromny wpływ.

W końcu Casement, już jako konsul brytyjski w Kongu, postanawia położyć kres wszystkim okropnościom i nadużyciom. Podróżując po włościach króla Leopolda II, sporządza raport na temat fatalnej sytuacji rdzennych mieszkańców Konga. Dokument okazuje się ogromnym sukcesem, który przykuwa uwagę opinii publicznej. Sam Roger zyskuje sławę szlachetnego wojownika.

Sława ta powoduje, że los rzuca go na kolejne niespokojne wody. Tym razem niepokorny Irlandczyk, który coraz bardziej zaczyna interesować się własną ojczyzną, trafia do Amazonii. Rząd brytyjski słusznie uważa, że kto, jeśli nie on, będzie w stanie sprawdzić doniesienia na temat fatalnego traktowania Indian Putumayo. Na miejscu, mimo prób ukrycia prawdy przez Peruvian Amazon Company, należącą do Julio Cesara Arany, na jaw wychodzi okrutne traktowanie Indian, którzy zmuszani są do zbierania kauczuku. Wiek pracownika nie gra absolutnie żadnej roli – Casement widział dzieci, które na głowach nosiły ciężar porównywalny do ich własnej masy, stare kobiety, które umierały po drodze z wycieńczenia. Kolejny raport, kolejny sukces, można by rzec. Będzie to jednak spore uproszczenie, nie oddające w pełni, ile wysiłku musiał dołożyć Roger, by cała kampania na rzecz wykorzystywania Indian zakończyła się sukcesem. Szczegółów dostarczy lektura tej fascynującej książki.

Po powrocie z puszcz Amazonii, Roger Casement w końcu odkrywa swoją tożsamość. Okazuje się, że mimo iż tyle lat mężnie i dzielnie służył pod Koroną Brytyjską, za co został uhonorowany tytułem szlacheckim, sir Roger to jednak irlandzki patriota ze stale rosnącą tendencją do skrajnego nacjonalizmu. W efekcie, już w czasie trwania I Wojny Światowej, Casement trafia do Niemiec, gdzie próbuje nakłonić wrogów Królestwa Brytyjskiego do wsparcia irlandzkiego powstania.

W wyniku splotu wydarzeń, Roger trafia do więzienia z zarzutem przewodniczenia powstaniu. Od tego momentu zaczyna się powieść. Sposób narracji jest bardzo ciekawy. Cała książka dzieli się na 3 części: Kongo, Amazonia i Irlandia. W każdej z nich, w pierwszej kolejności jest rozdział „więzienny”, tj. opisujący obecną sytuację Rogera – jest on skazanym na śmierć więźniem, który przeżywa swoje ostatnie chwile. Cały czas jednak trwa debata publiczna, czy rzeczywiście zasługuje on na najwyższy wymiar kary, ciągle skrzy się nieśmiało iskierka nadziei na złagodzenie wyroku. Owe rozdziały „więzienne” przeplatają się z rozdziałami „wspomnieniami”, które malują przed nami historię człowieka czynu i honoru. Oczywiście wspomnienia z części pierwszej dotyczą Konga, w części drugiej – Amazonii, natomiast w ostatniej – działań związanych z Irlandią.

W trakcie lektury, przekonujemy się również, jak łatwo jest oszpecić człowieka, który dokonał tyle dobra, wojującego z niesprawiedliwością i nieludzkim traktowaniem innych ludzi. Zagłębiając się w powieść, dowiadujemy się coraz więcej o mrocznej tajemnicy Rogera. Był on homoseksualistą, a swoje przeżycia oraz fantazje erotyczne zapisywał w prywatnych dziennikach. Scotland Yard, gdy Casement został już osadzony w celi z oskarżeniem o zorganizowanie powstania przeciw Koronie Brytyjskiej, odnajduje jego zapiski, które trafiają do opinii publicznej. Casement, czego możemy się jedynie domyślić, bowiem cały czas przebywa on w celi, nie mając możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, okrzyknięty zostaje zboczeńcem i chyba głównie na moralnej odrazie do jego zboczenia, budowany jest akt oskarżenia. W sposób przerażający, Llosa ukazał, jak łatwo jest schować w cieniu wielka dokonania i czyny. Jak łatwo jest odwrócić uwagę publiczną od tej błyszczącej strony człowieka i zrobić z niego dewianta i potwora, zasługującego jedynie na śmierć, w najlepszym razie na pogardliwą litość.

W sposób bardzo interesujący został również przedstawiony homoseksualizm jako osobisty dramat Rogera. Nie chodzi mi tu oczywiście o to, że Casement załamał się psychicznie, kiedy przekonał się, że jest gejem. Llosa uraczył nas zdecydowanie bardziej misterną konstrukcją. Roger, który od dziecka kochał swoją matkę, zostaje sportretowany jako człowiek niezwykle samotny. Po śmierci ukochanej rodzicielki, tak naprawdę, nigdy nie zaznał już ciepła i miłości od drugiej osoby. Jego homoseksualne stosunki, to jedynie pojedyncze akty z przypadkowymi mężczyznami, po których jedynie wzrasta obrzydzenie do samego siebie. Rogera można nawet określić prekursorem seks-turystyki. Przebywając na dłużej w danym miejscu, wyrusza on na łowy. Nerwowe gesty, próby odczytania mimiki twarzy nieznanych ludzi, delikatne muśnięcia, a po wszystkich tych skomplikowanych i zawiłych zabiegach, kilka minut fizycznej przyjemności, po której przychodzą wyrzuty sumienia oraz niechęć do własnej osoby.

Warto dodać jeszcze, że w tej powieści pojawia się całkiem sporo duchownych – zarówno księży, jak i zakonników. W Afryce, są to jedyne osoby, które interesują się losem tubylców, niosąc im pomoc, próbując chronić przed okrutną ręką kolonizatorów. Irlandzcy Franciszkanie wyruszają do Putumayo, by założyć tam misję. Po drodze pojawiają się jeszcze irlandzcy mnisi w Niemczech, a na sam koniec – kapelan więzienny, który jest wsparciem i ostoją duchową dla umęczonego trudami życia Casementa. Wszyscy posłańcy Boga to osoby twarde, niezłomne, o stalowym charakterze, którzy posługę Bogu widzą rzeczywiście jako służbę, a nie korzystanie z licznych przywilejów.

Na koniec, krótko reasumując, rzeknę jedynie, że powieść jest naprawdę bogata i różnorodna. Dzięki niej, sporo możemy dowiedzieć się o prawdziwej twarzy kolonializmu, przekonać się, w co może przeobrazić się istota ludzka, jeśli tylko nie czuje ponad sobą stróżów prawa, jeśli ona samo, ma to prawo stanowić. Fascynujący jest również wątek samej Irlandii, Powstania Wielkanocnego, widać, że Llosa musiał spędzić naprawdę sporo czasu w bibliotece, przygotowując się do tej powieści. Swoistą wisienką na torcie jest postać samego Rogera Casementa. Wydaje mi się, że Mariano Vargas Llosa w sposób znakomity odmalował osobowość tego wielkiego człowieka. Pokazał zarówno jego zalety, żelazny charakter, który nie dał się stłamsić wszystkich okrucieństwom, których był świadkiem. Ukazał również Casementa jako człowieka zagubionego po śmierci matki, nie potrafiącego odnaleźć prawdziwej miłości.

| < Kwiecień 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita