Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: literatura brytyjska

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Okładka książki Trafny wybór

  Tytuł: Trafny wybór

  Autor: J.K. Rowling

  Wydawnictwo: Znak

  Liczba stron: 504

  Cena: 39,99 zł

  Oprawa: miękka



 

 

 

 

 

 

Po oszałamiającym sukcesie Harry’ego Pottera, brytyjska pisarka J.K. Rowling ponownie chwyciło za pióro i wydała na świat książkę, która ani z Hogwartem, ani nawet z magią nie ma absolutnie nic wspólnego. Do Trafnego wyboru, bo taki nosi tytuł najnowsze dzieło Rowling, początkowo podchodziłem bardzo sceptycznie. O mojej niechęci decydowała przede wszystkim medialna otoczka, wytworzona wokół powieści, bezustanne bombardowanie reklamami, zapewnieniami, że mamy do czynienia z arcydziełem, bestsellerem wszech czasów. Nie wiem czy w ogóle zdecydowałbym się na lekturę tej książki, ponieważ kieruję się zasadą, że im coś bardziej medialne, tym słabsze, gdyby po raz kolejny z odsieczą nie przyszedł portal lubimyczytac.pl. Otrzymałem propozycję moderowania dyskusji na temat Trafnego wyboru, na co przystałem, za co otrzymałem egzemplarz powieści. Dziś już wiem, że mój wybór był słuszny  (powinienem chyba rzec trafny) i bardzo się cieszę, że zapoznałem się z historią opowiedzianą przez panią Rowling.

Wydarzeniem, które zapoczątkuje całą fabułę jest śmierć Barry’ego Fairbrothera, członka Rady Gminy, mieszkańca małego miasteczka Pagford. W owej niewielkiej mieścinie, gdzie wszyscy w mniejszym lub większym stopniu się znają, sporo się dzieje ostatnimi czasy. Głównym tematem dyskusji, ogniskiem zapalnym sporów jest patologiczne osiedle Fields, w którym królują narkomani, prostytutki oraz zdegenerowana młodzież. Fields, symbol wszelkiego zła, traktowane jest jako niechciana narośl, rak pożerający zdrową i piękną tkankę sielankowego obrazka Pagford. Ponieważ nie lubiane osiedle znajduje się na granicy z innym miastem, Yarvil, zdecydowana większość członków Rady Gminy dąży do tego, aby pozbyć się zbędnego balastu poprzez przyłączenie Fields do Yarvil. Barry Fairbrother, wywodzący się z owej jaskini zła, należał do mniejszościowej frakcji, która opowiadała się za pozostawieniem Fields w obrębie Pagford oraz świadczeniem realnej pomocy mieszkańcom osiedla poprzez terapie odwykowe oraz szeroko pojętą resocjalizację. Śmierć Barry’ego powoduje, że w Radzie Gminy pojawia się tymczasowy wakat (The casual vacancy, to oryginalny, angielski tytuł powieści). Dla przeciwników Fields to idealna okazja, aby raz na zawsze pozbyć się kolebki plugastwa, z kolei zwolennicy radnego Fairbrothera, głównie przez wzgląd na jego charyzmatyczną postać, czują się odpowiedzialni za kontynuację ambitnego dzieła zmarłego przyjaciela. Jednym słowem rozpoczyna się walka o upragniony wakat, walka, która dotknie praktycznie każdego z mieszkańców Pagford.

J.K. Rowling

Rowling bardzo starannie wykreowała postacie kolejnych bohaterów, których w całej powieści jest całkiem sporo. Co ważne, wszyscy odznaczają się dużą dozą autentyzmu, motywy ich działań zostały drobiazgowo przedstawione, tak, że nie traktuje się ich jak papierowych postaci, a po prostu ludzi, ze swoimi marzeniami, uprzedzeniami, sposobem myślenia, którzy dążą do osiągnięcia swoje prywatnego szczęścia. Rowling znakomicie oddała również małomiasteczkowy klimat, panujący w Pagford. Brak poczucia anonimowości, plotki, ploteczki, stanowiące główną rozrywkę starszych mieszkańców, uczucie ciasnoty oraz chęć wyrwania się w przypadku młodych. Do tego lęk i nieufność przed nieznanym, podejrzliwie i początkowo wrogie traktowanie obcych bądź nowo przybyłych, którzy muszą wkupić się w łaski najbardziej szacownych obywateli, by zostać w pełni zaakceptowanym. Wreszcie drobne sekrety, skrywane za zamkniętymi drzwiami ciche tragedie rodzinne, czy podwójna moralność świetnie uzupełniają cały obraz. Przekonujemy się, że w powieści brakuje postaci nieskazitelnych, wybielonych, dobrych do szpiku kości. Nie ma też typowych czarnych charakterów, dzięki czemu bohaterowie nie są utrzymani w czarno-białej konwencji. Trzeba jednak przyznać, że Rowling skupiła się głównie na bardziej mrocznych stronach osobowości, szczególnie podkreślając słabości oraz wady, przez co wielu bohaterów sprawia wrażenie niesympatycznych. Wyjątkiem jest postać zmarłego Barry’ego Fairbrothera, który na podstawie wspomnień przyjaciół jawi się jako uwielbiany przez wszystkich, szlachetny obrońca uciśnionych, posiadający gorącą wiarę w każdego człowieka. Ale nawet Barry nie jest idealny, o czym wspomina jego żona Marry, wypominając mu, że zbyt mało czasu poświęcał jej oraz córkom, zaniedbując przez to żar domowego ogniska.

Świat przedstawiony bogaty jest w bohaterów, należy przy tym podkreślić, że kluczową rolę w powieści odgrywają nastolatki. To na nich swoją uwagę koncentruje pisarka, prezentując brutalnie szczery obraz obecnego pokolenia. Nie ma tu mowy o żadnym koloryzowaniu, czy idealizowaniu. Ale trywialny i uproszczony obraz pt. wulgarność, seks oraz używki to na pewno nie coś, co zaserwowała nam Rowling. Na przykładzie Sukhvinder Parminder, córki hinduskich imigrantów, widzimy jak trudne jest życie z przypiętą łatką odmieńca, jak bezlitośni potrafią być rówieśnicy prześcigający się w wyśmiewaniu cichej i nieśmiałej nastolatki. Dzięki Sukhvinder widzimy również mechanizmy myślenia młodych ludzi, dla których Internet jest integralną częścią rzeczywistości. Sukhvinder, gdy na jej facebookowym profilu zaczynają się pojawiać obraźliwe fotografie i komentarze, nie bierze nawet pod uwagę najprostszej opcji, aby zamknąć swoje konto, kładąc w ten sposób kres działalności cyberprzestępcy. Stuart Fats to szkoleniowy egzemplarz konformisty, znudzonego wygodnym życiem, jakie przypadło mu w udziale. Prowadząc, zahaczające w niewielki stopniu o filozofię, rozważania, próbuje odnaleźć w swojej egzystencji znamiona autentyzmu. Prowadzi to jednak do samych wynaturzeń, które tłumaczy za pomocą moralności wymyślanej na potrzebę chwili. Przyjaciel Fatsa, Andrew Price to nieco skryty i zakompleksiony pryszczaty młodzieniec, który żyje w cieniu swojego znienawidzonego, agresywnego i nadpobudliwego ojca Simona. Głowa rodziny Price’ów, życiowy nieudacznik i odludek, nie cierpi, kiedy świat działa mu na przekór, a jedynym sposobem, by wyładować złość jest bezmyślna przemoc, która dotyka szczególnie najbliższych.

Ale nie tylko Andrew nie przepada za swoim rodzicielem. Konflikt na linii młodego pokolenia oraz rodziców to równie ważny temat powieści. Swojej córki, Sukhvinder, nie potrafi zrozumieć matka, Jawanda. Członkini Rady Gminy, lekarka, żona przystojnego i czarującego chirurga Vikrama nie może znieść myśli, że jej pociecha nie jest tytanem intelektu. Do głowy nie przychodzi jej, że córka może nie pójść na studia, marnując życie w uwłaszczającej pracy. Stąd bezustanna krytyka oraz ogromne wymagania stawiane przed Sukhvinder, które zasłaniają matce dramat, jaki przeżywa córka. Najbardziej wyrazista bohaterka książki, Krystal Weedon, szkolny postrach grzecznych dziewczynek, nie cierpi swojej matki narkomanki, którą nie bezpodstawnie zresztą oskarża o to, że nigdy nie miała szansy wychowywać się w normalnej rodzinie. Autorka nie omieszka jednak wspomnieć i o dzieciństwie Terri, matki Krystal. Przekonujemy się, że Terri jest również ofiarą swoich rodziców, której po prostu zabrakło sił do dalszej walki o godne życie. Wreszcie Stuart regularnie kpi z własnego ojca, szkolnego wicedyrektora, cierpiącego na nerwicę natręctw. Fats uważa go za słabego, lękającego się życia, bezradnego staruszka, a całą sytuację niepotrzebnie komplikuje żona i matka Tessa, szkolna pani pedagog, która nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem rodzinnym.

Poprzez szczegółowe ukazanie relacji panujących pomiędzy oboma pokoleniami, Rowling obnaża całą obłudę, fałsz i hipokryzję, w których pławi się świat dorosłych, ludzi starających się uchodzić za autorytety, podczas, gdy nie potrafią nawet przyznać się do popełnianych przez siebie błędów. Okazuje się, że dzieci większość swoich negatywnych zachowań czerpią właśnie od swoich rodziców, niekiedy bezwiednie powielając ich błędy, przejmując od nich pewne schematy myślowe, podejście do danych zagadnień i problemów. Niedomówienia, brak chęci wzajemnego zrozumienia, uprzedzenia stają się zarzewiem konfliktów, które wstrząsają Pagford.

Pagford, przez jednych uwielbiane i traktowane jako ziemski odpowiednik Raju, przez innych nie cierpiane zostało przedstawione jako mikrocywilizacja. Rowling świetnie uchwyciła interakcje, w które wchodzą mieszkańcy tej niewielkiej mieściny, rozpuściła kilka wątków fabularnych, które pod koniec książki efektownie spina w logiczną całość. Z wielką wprawą oddała również małomiasteczkowy klimat Pagford, w którym często, tak jak w przypadku rodziny Mollisonów, panuje ksenofobia, lęk przed nieznanym, przed obcymi, przed innymi kulturami. Odruchem obronnym okazuje się brak poszanowania oraz poczucie wyższości wobec wszystkiego, co w jakikolwiek odbiega od ustalonego schematu. Należy zaznaczyć, że pisarka skoncentrowała się głównie na negatywnych cechach tego typu mikrospołeczności, których uosobieniem w powieści jest Shirley Mollison, żona przewodniczącego Rady Gminy Howarda. Odrażająca staruszka, mściwa, spragniona plotek, złakniona wieści o cudzych niepowodzeniach, fałszywa, nie rejestrująca faktów, które nie odpowiadają jej wizji rzeczywistości, reprezentuje sobą, to co najgorsze w Pagford. Niejakim przeciwieństwem wydaje się być zmarły Barry, cieszący się wśród mieszkańców ogromną estymą, dusza towarzystwa, trener szkolnej drużyny wioślarskiej, znakomity pedagog, potrafiący dotrzeć nawet do najtrudniejszych dzieciaków, do których z pewnością należy zaliczyć Krystal. Fairbrother momentami bardziej przypomina ideę, symbol, drogowskaz, który udowadnia, że kontakt z dorastającym pokoleniem jest możliwy, a życie dzieci oraz rodziców, uczniów i nauczycieli, nie musi upływać na ciągłej walce i konfliktach.

Trafny wybór to z pewnością pozycja bezkompromisowa, która ośmiesza i demaskuje nas, na co dzień praworządnych mieszkańców swoich miasteczek, osiedli, blokowisk, skrywających w domowych zaciszach swoje wstydliwe sekrety. Łatwo wysnuć przypuszczenie, że Rowling stara się nam uświadomić, że wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy pagfordczykami. Jednocześnie podkreśla, że to od nas zależy w ogromnej mierze zależy, jak będzie wyglądać nasza egzystencja. Proza, którą zaprezentowała pisarka jest dojrzała, a obraz małego miasteczka tak uniwersalny, że bez problemu możemy szukać podobieństw pomiędzy nim, a naszą codziennością. Równocześnie Rowling zwróciła uwagę, że mimo rzekomego, cywilizacyjnego postępu, nadal nie jesteśmy w stanie zagwarantować wszystkim równego startu w życiu. Wielu ludzi, pokroju Krystal czy Terri, z góry skazanych jest na niepowodzenie i porażkę, na egzystencję pełną bólu i przemocy.

Jednym słowem, J.K. Rowling ogromnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się po niej, że może ona napisać tak dobrą i wielopłaszczyznową książkę. Nie wiem jak wam, ale mnie bardzo przypadł do gustu Trafny wybór i z niecierpliwością czekam na kolejne dzieła pióra pani Rowling.

piątek, 05 października 2012

Okładka książki Dublińczycy

  Tytuł: Dublińczycy

  Autor: James Joyce

  Wydawnictwo: Czytelnik

  Liczba stron: 325

  Cena: ok. 25,00 zł (do nabycia w Antykwariacie)







 

 

 

 

 

James Joyce to jeden z największych pisarzy XX wieku. Jego wkład w literaturę jest niebagatelny, a obecnie chyba nikt nie wyobraża sobie powieściowego świata bez bohaterów irlandzkiego twórcy. Jednak sława oraz zachwyty nad dziełami Joyce’a przyszły już po śmierci autora, który, jak się często powtarza, zmarł pijany, ślepy i bez grosza.

Dublińczycy to zbiór piętnastu krótkich opowiadań, dość luźno ze sobą powiązanych – ich akcja rozgrywa się w Dublinie, wszystkie charakteryzują się podobnym, mrocznym i nieco melancholijnym nastrojem. Kolejni bohaterowi to mieszkańcy Dublina, a każde opowiadanie to chwilowe i krótkotrwałe wejście w indywidualny świat wybranych osób, co umożliwia spojrzenie na miasto z różnorakich perspektyw.

Zamek, widok w kierunku City Hall

Na pozór, narracja jest najprostsza i najbardziej zrozumiała ze wszystkich dzieła Joyce’a (warto porównać ją do tej zaprezentowanej w Ulissesie, czy Finneganów tren). Jednak konwencjonalność, czy też klasyczność prowadzenia narracji wcale nie oznacza, że krótkie opowiadania są łatwiejsze w odbiorze. Każde z nich pod warstwą dość banalnej historii skrywa głębię pełną znaków, symboli oraz odwołań, obok których można przejść niezauważalnie.

Dublińczycy na ujrzenie światła dziennego musieli czekać prawie 10 lat. Dzieło napisane w 1904 roku, dopiero po licznych perturbacjach z kolejnymi wydawcami, ukazało się drukiem w 1914 roku. Kłopoty wydawnicze wiązały się z rzekomą zbyt dużą obscenicznością oraz z tym, że uważano je za obrazoburcze. Część z tych zarzutów (?) jest z pewnością prawdziwa, bo rzeczywiście, Joyce zrywał z konwencją krótkich nowelek, znaną z XIX wieku. Ciekawa jest już sama forma, w które wtłoczono opowiadania – żadne z nich nie zaczyna się od klasycznego wstępu, żadne z nich nie ma też wyraźnego, spointowanego zakończenia. Wszystkie przypominają swego rodzaju lśnienie, krótkotrwałe i przypadkowe podglądanie danych bohaterów, śledzenie ich poczynań w danej, wybranej na chybił trafił, chwili. Autor, znany z wirtuozerii oraz fantazji stylistycznej, któremu obce są jakiekolwiek rygory językowe, tym razem raczy nas precyzyjnymi opisami, pełnymi ekspresji oraz silnych emocji. W swojej prozie Joyce nie unika wulgarności, pospolitości i blichtru. Autor prezentuje Dublin od jego mroczniejszej, brudniejszej strony, który momentami jawi się jako niekończące się zaułki pełne ludzi, bardziej przypominających szczury. Prezentowane postacie to często cyniczne oraz nieprzyzwoite indywidua.

Dublińska mgła

W piętnastu opowiadaniach, wchodzących w skład Dublińczyków, Joyce prezentuje barwną paletę całego ludzkiego żywota. Początkowe nowele poświęcone są dojrzewaniu, dzieciństwu, wchodzeniu w rygorystycznie uformowany, pełen niezrozumiałych rytuałów i niedomówień świat ludzi dorosłych, których często okazuje się okrutny, nieczuły, brutalny i niesprawiedliwy. Wszystkie te sprzeczności, ułomności dorosłego życia najlepiej dostrzegają dzieci, które pełne naturalnej i nie wyplewionej jeszcze szczerości, wspomaganej bystrością i spostrzegawczością, nie widzą nic niestosownego w tym, by nazywać rzeczy po imieniu, gwałcąc tym samym szczytną ideę politycznej poprawności. Kolejne nowele to szkice ludzi dojrzałych, prezentujące ich rolę w społeczeństwie. Mamy okazję podziwiać zarówno samotnego filozofa, który świadomie odrzucił gromadną egzystencję na rzecz izolacji i spokoju (pojawia się jednak pytanie, czy wybór był w pełni samodzielny, czy też bohater został po prostu odpędzony od festynu życia, płacąc w ten sposób za swoje tchórzostwo w obawie przed stratą rzeczy najcenniejszej, jaką jest druga istota ludzka), jak i gromadę filantropów, poświęcających się sprawom życia publicznego w imię źle pojmowanych ideałów, niekiedy całkowicie wypaczając ich sens. Cały zbiór kończy piękne opowiadanie Zmarli, które jest równocześnie podsumowaniem całego zbioru. To piękna historia miłosna, która nie kończy się nawet pomimo śmierci jednego z kochanków – główny bohater przekonuje się, że chociaż zmarli są już nieobecni, i mimo, że dawno opuścili ziemski padół, to ciągle prowadzą cichą egzystencję w pamięci innych, nieustannie oddziałując na nasze życie, niekiedy uświadamiając nam jego pustkę i bezpostaciowość.

Pomnik Grattana

Krótko reasumując, Dublińczycy to idealny zbiór, aby zapoznać się z piórem J. Joyce’a. Autor w sposób przystępny i zrozumiały przedstawia pełnię swoich pisarskich możliwości, prezentując równocześnie wspaniały zmysł obserwacji oraz umiejętność wielowymiarowego odmalowania wydarzeń, których autentyzm sprawia, że czujemy się ich pełnowartościowymi świadkami. Dublińczycy to wspaniałe dzieło, które pozwala dostrzec potencjał, który posiadał Joyce, a który eksplodował w Ulissesie oraz Finneganów tren. Lektura krótkich opowiadań to równocześnie ciekawa rozrywka intelektualna – nowele prezentują się jako gra pisarza z czytelnikiem: w skromnych objętościowo i na pozór błahych historyjkach autor umieszcza drugie dno, którego czytelnik, gardzący prostymi rozwiązaniami fabularnymi, z pewnością będzie poszukiwać.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Okładka książki Rotter's Club

  Tytuł: Rotters' Club

  Autor: Jonathan Coe

  Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc

  Liczba stron:  396

  Cena: 39,00 zł



 

 

 

 

 

 

 

Rotters’ Club to powieść Jonathana Coe, angielskiego pisarza urodzonego w 1961 roku, doktora literatury oraz krytyka literackiego. Jest to historia kilku młodych ludzi, uczniów szanowanej, by nie rzec elitarnej, szkoły im. Króla Wilhelma, której akcja rozgrywa się w przemysłowym Birmingham, w nie tak do końca różowych latach 70’.

Śledząc poczynania głównych bohaterów, jesteśmy równocześnie świadkami zachodzących w Anglii przemian, powolnego upadku partii laburzystów. To czas, gdy o Margaret Thatcher słyszeli tylko nieliczni. Napięta atmosfera polityczna, ciągła walka, siłowanie się związków zawodowych z przedsiębiorcami, liczne protesty, ataki policjantów na strajkujących, do tego ciągłe przerwy w dostawie prądu oraz w funkcjonowaniu poszczególnych fabryk i przedsiębiorstw, a na dokładkę organizowane przez IRA, krwawe zamachy na ludność cywilną – bardzo szybko przekonujemy się, że z pewnością był to okres burzliwy oraz ciekawy, hartujący ludzki charakter.

Akcja powieści toczy się wokół życia czwórki przyjaciół. Niekwestionowaną gwiazdą całej szkoły jest skłonny do wybryków oraz dowcipów, balansujących na krawędzi dobrego smaku Sean Harding. Daje się on nam również poznać jako autor listów pisanych pod pseudonimem niejakiego Arthura Pusey-Hamiltona, kawalera Orderu Imperium Brytyjskiego, które są znakomitą karykaturą angielskiej klasy wyższej. Harding w sposób wyborny przerysował i pogrubił pewne stereotypowe cechy charakteru arystokracji, uzyskując w efekcie ksenofobicznego snoba, któremu rację przyznaje zawsze Gladys, jego zacna małżonka: wg niego Irlandczyków powinno się pogonić, z protestującymi robotnikami winno rozmawiać się jedynie za pomocą policyjnych pałek, a jego własny syn sypia oraz bierze prysznic w rękach skutych kajdankami, by przypadkiem nie zrobił czegoś nieprzyzwoitego, gdy nie ma przy nim rodziców. Doug Anderton to jeden z redaktorów gazetki szkolnej The Bill Board. Mimo młodego wieku posiada dość jasno wyklarowane poglądy polityczne, którymi w dużej mierze przesiąkł od swojego ojca, szefa związkowców firmy samochodowej British Leyland. Z pewnością można określić go mianem buntownika, któremu obce są granice dobrego wychowania, lubiącego łamać konwenanse. Zdecydowani inny charakter mają pozostali dwaj przyjaciele. Philip Case to wrażliwy człowiek, któremu sen z powiek spędzają kłopoty małżeńskie rodziców. Dość niespodziewania matka Philipa stała się obiektem westchnień nauczyciela od plastyki, Cioty Plomba, jak nazywają go w szkole uczniowie. Młody Case to niepoprawny marzyciel, pasjonat historii, z lubością oraz ciekawością odkrywający kolejne architektoniczne perełki rodzinnego Birmingham. Ostatni z paczki to Benjamin Trotter. Zdecydowana większość wydarzeń rozgrywa się właśnie wokół Bena, przezywanego niekiedy złośliwie Bentem Rotterem (Bent - zgięty zakrzywiony, Rotter - zgniłek). To jeszcze większy sentymentalista niż Paul, z którym zresztą bardzo dobrze się dogaduje. Ben jest artystą z krwi i kości. Pisze powieści, wiersze, ponadto także komponuje, jest, podobnie jak Doug, jednym z redaktorów gazetki szkolnej. Jest skrytym człowiekiem, któremu z trudem przychodzi nawiązywanie nowych znajomości. Śledząc dorastanie Trottera jesteśmy również świadkami jego coraz większej alienacji – Ben coraz bardziej oddala się od swoich przyjaciół, pogrążając się we własnym świecie, wypełnionym muzyką oraz literaturą. Wydaje mi się, że można zaryzykować stwierdzenie, że pierwowzorem postaci Bena był sam Jonathan Coe, który również w szkole był typem samotnika, a o swojej nieszczęśliwej szkolnej egzystencji pragnął zapomnieć, oddając się pisarstwu. Ponadto sam Coe to podobnie jak Ben, krytyk, muzyk oraz kompozytor. Oprócz wymienionej paczki przyjaciół, w powieści pojawiają się liczne postacie poboczne: uczniowie, członkowie rodzin oraz wiele, wiele innych.

Coe’emu należy oddać, że nakreśleni przez niego bohaterowie to ludzie z krwi i kości. Tchną oni autentyzmem, a ich poczynania śledzi się z zainteresowaniem oraz rozbawieniem. Angielski pisarz rewelacyjnie namalował nam obraz młodych ludzi, podkreślił ich cechy, które odróżniają wszystkich nastolatków od ludzi dorosłych. Widzimy cudowną wręcz ignorancję, na praktycznie każdy temat, odbiegający od nastoletniego świata wypełnionego muzyką, życiem szkolnym oraz pierwszymi inicjacjami seksualnymi: A w tej zimnej wojnie o co chodzi? W ogóle dlaczego nazywa się „zimna” ?, A dlaczego Watergate? Co ten prezydent Nixon narobił?, Dlaczego benzyna teraz taka droga?, A skąd te awarie prądu?

Oczywiście owa ignorancja nie jest wieczna, na naszych oczach bohaterowie wchodzą powoli w świat, w którym należy wybrać pomiędzy karierą naukową a pracą zawodową, zarobić pieniądze, czy założyć własną rodzinę. Można zatem nieco na upartego stwierdzić, że jest to książka o dojrzewaniu. Bohaterowie zaczynają podejmować trudne wybory, życie doświadcza ciężko niejednego z nich, świat coraz częściej zaczyna jawić się jako brutalna arena walk. Mimo to prozie Coe’ego nie można odmówić lekkości. Na pewno jest to zasługa świetnego warsztatu pisarskiego. Wiele historyjek, szczególnie te z udziałem Bena Trottera, jest bardzo zabawnych, nie raz zdarzyło mi się wybuchnąć gromkim śmiechem (seks w szafie, czy też dłubanie protezą ręki żony dyrektora szkoły w nosie). Ale chyba najbardziej godne podziwu dla autora jest to, że w ów miły i sielankowy krajobraz młodzieżowej egzystencji udało mu się płynnie wtłoczyć wiele kwestii cięższego kalibru. Podczas uważnej lektury przekonujemy się, że w Wielkiej Brytanii lat 70 problem rasizmu był ciągle żywy, szczególną niechęcią darzono kolorowych imigrantów, których oskarżano o kradzież miejsc pracy. Ben Trotter raczy nas również bolesną historią duńskiej żydówki, matki dwóch poznanych na wakacjach chłopców, która straciła ukochanego podczas II Wojny Światowej. Z kolei siostra Bena traci swojego chłopaka, który ginie w zamachu terrorystycznym, tuż przed tym, gdy zamierza się jej oświadczyć.

Proza Coe’ego jest realistyczna i tym chyba najbardziej uwodzi. Autor w sposób barwny opisał prozę życia dnia codziennego, poprzeplataną wzlotami oraz bolesnymi upadkami, chwilami radości oraz bólu, stylem, który powagę łączy z ironią. Ponadto, niejako w tle, pisarz w sposób ciekawy oddał nastrój lat 70’ w Wielkiej Brytanii, czyli okresu, gdy blednąć poczęły gwiazdy tuz rocka progresywnego na rzecz krzykliwego i wrzaskliwego punku, czasu, kiedy seks przestawał być pomału tematem tabu.

Ciekawa jest również konstrukcja książki. Oprócz standardowej prozy z trzecioosobowym narratorem, są to wycinki z gazetki szkolnej The Bill Board, wspomnienia części bohaterów, niekiedy także ich osobiste notatki z czasów, gdy są już dorosłymi ludźmi. Pojawiają się również manifesty, odezwy, kartki z pamiętnika, czy zapiski wywiadów. W efekcie książka jest jeszcze żywsza oraz bardziej interesująca. Uważam, że z czystym sumieniem można polecić ją każdemu, a w szczególności osobom zainteresowanym historią Anglii – nieznany dla wielu ludzi okres przed panowaniem Żelaznej Damy, dobrze opisany w powieści, jest naprawdę ciekawy.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita