Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: literatura japońska

sobota, 01 marca 2014

Okładka książki Jestem kotem

  Tytuł: Jestem kotem

  Autor: Sōseki Natsume 

  Wydawnictwo: Książka i Wiedza

  Liczba stron: 544

  Cena: 49,00 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Wiek XX to stulecie pełne kontrowersji, które w takim samym stopniu udowodniło tryumf myśli ludzkiej, co małość serca i potworną nieczułość tego dziwnego gatunku. Obok epokowych odkryć zachodziły wywołane przez człowieka katastrofy na skalę wcześniej niespotykaną. Chłodnemu intelektowi zdaje się zatem towarzyszyć zimna kalkulacja oraz ciągła bezduszność. Wiek XX to także ciekawy i bogaty w znamienne wydarzenia okres w historii Japonii. Na przełom XIX i XX wieku przypada przecież epoka Meiji (lata 1868 – 1912), czyli epoka światłych rządów, w czasie której nastąpiło obalenie shogunatu oraz gwałtowna modernizacja kraju. Japonia skończywszy z doktryną izolacjonizmu oraz na skutek dynamicznych przemian zaczęła przekształcać się w gospodarczą potęgę, za wzór obierając sobie mocarstwa europejskie oraz Stany Zjednoczone. Ale wiek XX to także ogromna tragedia, do jakiej doszło pod koniec II Wojny Światowej, kiedy to na Hiroszimę oraz Nagasaki zostały zrzucone amerykańskie bomby atomowe. Pokaz brutalnej siły, która dosłownie w mgnieniu oka potrafiła zmieść z powierzchni ziemi kilkadziesiąt tysięcy istnień ludzkich, przyczynił się do bezwarunkowej kapitulacji Japonii, ale równocześnie bezsprzecznie udowodnił, że jednym z najbardziej bestialskich zwierząt, jakie zrodziła ziemia jest bez wątpienia człowiek. Chciałoby się rzec ten sam człowiek, który obżera się, sra, bredzi, pieprzy co popadnie, który jeśli tylko spojrzeć na jego postępowanie z odpowiedniej perspektywy, jest osobnikiem na wskroś banalnym, a do tego śmiesznym, a z całym swoim aparatem, mającym udowadniać jego wielkość – żałosnym. Oczywiście nie jest łatwo patrzeć krytycznym okiem na własny rodzaj, dostrzegać absurdalność postępowania innych, ale rozumianych jako przedstawicieli tego samego gatunku, do którego należymy, słowem mało kto przepada za żartowaniem z własnej natury. Można jednak zauważyć pewną tendencję, że im dana jednostka bardziej wybitna, tym bardziej skora do bezlitosnego spoglądania na samego siebie – w ten trend doskonale wpisuje się Sōseki Natsume.

Sōseki Natsume (właściwie Kinnosuke Natsume) to żyjący w latach 1867 – 1916 (jego życie zbiega się niemal idealnie z trwaniem epoki Meiji) autor japoński, uważany za twórcę nowoczesnej powieści japońskiej. W swoim dorobku artystycznym posiada utwory obyczajowe oraz psychologiczne. Zajmował się także krytyką literacką, pisał eseje oraz poezję. Sōseki Natsume, obok Jun'ichirō Tanizakiego i Yasunari Kawabaty uważany jest za jednego z trzech największych japońskich literatów. Za jego najpopularniejsze dzieło uchodzi książkowy debiut zatytułowany Jestem kotem.

Same okoliczności powstania utworu są bardzo ciekawe. Pierwotnie, krótkie opowiadanie pt. Jestem kotem zostało napisane na prośbę Kyoshiego Takahamy, poety oraz redaktora czasopisma Hototogisu, z którym Natsume utrzymywał akademickie kontakty. Podesłany twór nie okazał się jednak satysfakcjonujący – Natsume musiał go gruntownie skorygować. Dopiero po wprowadzeniu całkiem licznych poprawek Takahama zdecydował się go opublikować – tekst okazał się przy tym strzałem w dziesiątkę. Przypadł on do gustu zarówno redaktorowi jak i czytelnikom – fala entuzjazmu zmusiła Natsume do zmiany planów. Młody autor zamierzał poprzestać na jednym opowiadaniu, tymczasem finalnie napisał ich aż 11, co razem złożyło się na powieściowy debiut.

Jestem kotem. Imienia jeszcze nie mam. Tymi słowami rozpoczyna się książka z miejsca sygnalizując, że lektura będzie dosyć niezwykła. Czytelnik od samego początku dowiaduje się, że pierwszoosobowym narratorem jest kot. Natsume stosuje rzadko spotykany w powieściach zabieg personifikacji, który najczęściej wykorzystywany jest bajkach. Za ojca tej krótkiej formy literackiej uznaje się Ezopa – jego utwory posiadały wyraźnie zaznaczony morał, cechowały się alegorycznością, często utrzymane były w żartobliwej konwencji. Popularnym zabiegiem było wyrażanie uniwersalnych postaw, stanowisk, czy poglądów m.in. za sprawą zwierząt. Utwór Jestem kotem dość dobrze wpisuje się w tę konwencję. Najłatwiejszym do wychwycenia punktem wspólnym jest oczywiście humor, którego w książce z pewnością nie brakuje. Sam kot może uchodzić za wyraziciela poglądów głoszonych przez Sōsekiego Natsume. Ten niewielki drapieżnik to świetny obserwator, który dzięki temu, że nie jest człowiekiem, może przyglądać się ludzkim działaniom z nieco szerszej perspektywy. Poprzez fakt, że narrator nie przynależy do człowieczego gatunku, jego ocena zachowań, norm, czy zwyczajów ludzkich wydaje się odrobinę bardziej obiektywna. Nietypowe spojrzenie pozwala na wychwycenie wielu spraw na tyle powszechnych, że na co dzień nam umykają. Dopiero prezentowany, bardzo oryginalny punkt widzenia sprawia, że czytelnik zaczyna uświadamiać sobie jak zagadkową, niekiedy zabawną, a z pewnością niejednoznaczną istotą jest człowiek.

Jednym z bohaterów utworu jest gospodarz Kushami, u którego mieszka bezimienny kot. Pan naszego czworonoga jest nauczycielem angielskiego, który wykłada ten język w jednej z pobliskich szkół. Wraz z żoną, trzema córkami oraz służącą mieszka w tradycyjnym, nieco zaniedbanym domostwie. Czas wolny spędza najchętniej samotnie w bibliotece, pozostając w głębokiej izolacji od otaczającego go świata, który stale zdaje się mu narzucać, przeszkadzać oraz irytować. Od czasu do czasu profesora odwiedzają przyjaciele, którzy okazują się równie oryginalnymi osobnikami. Były uczeń Kangetsu pragnie uzyskać doktorat z fizyki, który oprócz wyraźnej nobilitacji w świecie nauki może okazać się cenną kartą przetargową w matrymonialnych staraniach. Jeśli dołożyć do tego szlifowanie szklanych kul oraz ogromny, poetycki wręcz, nochal przyszłej teściowej, czytelnik może być niemal pewnym, że wszelkie epizody związane z Kangetsu oraz państwem Kaneda (głową rodziny, a więc mężem gargantuicznego nosa jest ufny w siłę pieniądza biznesmen) będą obfitować w cały szereg zabawnych wydarzeń. Nie gorzej prezentuje się Meitei, persona pewna siebie do granic możliwości, wyzbyta zmartwień, skrępowania, trosk, czy skrupułów, której główną działalność stanowi kpiarstwo oraz sprawianie psikusów znajomym. Absurdalne dialogi, niecodzienna wymiana poglądów, abstrakcyjne koncepcje, czy przewrotne porady, do których za usilną namową stosują się naiwni przyjaciele to cechy charakterystyczne kolegi Meiteia.

Oczywiście relacje ze wszystkich niezwykłych spotkań, do których dochodzi u gospodarza serwuje czytelnikowi tytułowy kot. Zwierzę okazuje się zaskakująco inteligentnym oraz bystrym obserwatorem, którego uwadze nic nie może umknąć. Ofiarą kociej spostrzegawczości pada głównie ludzka natura, o której okrucieństwie narrator nie raz, nie dwa boleśnie przekonał się na własnej skórze. Mimo, że relacja prowadzona jest w dość ironicznym oraz lekkim tonie, to jednak spod płaszczyka humoru przebija się niepokojąco intensywna prawda o człowieczym charakterze. Ludzki egoizm, ślepota, egocentryzm, niedostrzeganie cudzych potrzeb prezentowane są w całej rozciągłości. Okazuje się, że człowiek nie jest stworzeniem tak mądrym, za jakie się uważa – brak wyrozumiałości oraz wrażliwości nie pozwalają na pozyskanie szacunku zwykłego kota. Czworonóg zwraca także uwagę na naturalne wręcz skłonności do dwulicowości oraz fałszywych zachowań – ludzie przyjmują diametralnie różne postawy w zależności od okoliczności oraz towarzystwa, w jakim w danym momencie się znajdują, kierując się przy tym wyłącznie własnym interesem. W konwersacjach z ważniejszymi osobnikami pojawiają się tanie pochlebstwa, uniżoność, niechęć do prowadzenia sporów. Ale już w kontaktach z przedstawicielami niższych warstw społecznych wykorzystywana są pogarda, czy niechęć, a jakiejkolwiek wyrozumiałości nie może być mowy. Kot kładzie również nacisk na sprzeczności, które naznaczają większość ludzkich działań. Człowiek uważa się za istotę najwyższego rzędu, jaka kiedykolwiek kroczyła po kuli ziemskiej, obnosząc się z dumą swoim nieprzeciętnym intelektem, a na dobrą sprawę nie udało mu się nawet zgłębić istoty własnego bytu, poznać samego siebie. W dalszym ciągu stawiane są pytania o cel egzystencji, na które jednak trudno uzyskać satysfakcjonujące odpowiedzi. Ponadto ludzkie poglądy zmieniają się w zależności od miejsca i czasu – chciałoby się powiedzieć, że tylko człowiek potrafi tak manipulować tymi samymi wartościami, że ten sam przedmiot nagle ulega metamorfozie, przekształcając się z czarnego w biały i odwrotnie.

Najczęstszym obiektem obserwacji kota jest jego gospodarz, profesor Kushami. To zrozumiałe ze względu na fakt, że razem spędzają najwięcej czasu. Czworonóg jako jedyny ma prawo przebywać w gabinecie swojego pana, gdy ten jak każdego popołudnia, po nużącym dniu pracy, odcina się od całego świata. Tym samym kot staje się powiernikiem najskrytszych sekretów, świadkiem wielu tajemnic profesora. Ale przyznać trzeba, że kocia ocena, wystawiona gospodarzowi Kushamiemu nie jest zbyt wysoka. Profesor jawi się jako osoba mało rozgarnięta, wręcz przygłupawa. Uderzające są jego cechy, wśród których prym wiodą obojętność, upór, złośliwość, drażliwość, nerwowość oraz porażająca bierność. Co ciekawe, mimo tych wszystkich krytycznych przytyków kierowanych pod adresem profesora, kot lubi i szanuje swojego pana. Na miarę swoich możliwości stara się o niego troszczyć, dbać o jego dobre imię. Oczywiście gospodarz nie jest wyłącznie chodzącą kupą nieszczęścia, u której nie można dopatrzyć się żadnych pozytywów. U swojego pana kot najbardziej ceni sobie właśnie brak inicjatywy, którą czworonóg, na bazie własnych doświadczeń kojarzy głównie z oszukiwaniem i zwodzeniem bliźnich, zabieganiem komuś drogi i utrudnianiem mu życia, szantażowaniem fałszywą wiedzą oraz zwodzeniem. Ponieważ gospodarzowi brak także poczucia własnej dumy, nie jest on ani zuchwały, ani niegodziwy.

Przyglądając się sylwetce Kushamiego oraz kota nietrudno dostrzec, że obie postacie są w pewnym stopniu wzorowane na samym Sōseki Natsume. Profesor, to podobnie jak autor utworu nauczyciel języka angielskiego, który może poszczycić się dumnymi wąsiskami, a włosy na boku głowy rozdziela efektownym przedziałkiem. Codzienną egzystencję utrudniają problemy z niestrawnością, z którymi Natsume borykał się do końca swojego życia, które nigdy nie opływało w luksusy. Analogie pomiędzy Sōsekim Natsume a kotem są już bardziej subtelne, wkraczając na tereny metaforyczne. Japoński pisarz był najmłodszym synem naczelnika jednej z dzielnic miasta Edo. Wraz z nadejściem epoki Meiji nastąpiło obalenie feudalnego systemu shogunatu rodu Tokugawa. Wiadomo powszechnie, że wszelkie wielkie przemiany najdotkliwiej odczuwają ludzie mali i nie inaczej było w wypadku rodziny Natsume. Stanowisko naczelnika dzielnicy zostało zlikwidowane, co wiązało się z popadnięciem w spore kłopoty finansowe. Aby odciążyć nieco domowy budżet, najmłodsza latorośl, Kinnosuke (dzisiaj lepiej znany jako Sōseki) został oddany na wychowanie rodzinie Shiobara. Jednak kłótnie małżeńskie oraz niestałość związku przybranych rodziców sprawiły, że Kinnosuke wrócił do rodzinnego domu w wieku 8 lat, ale jeszcze przez kilka dalszych lat formalnie pozostawał członkiem rodziny Shiobara. Zatem niemal od początku swojego żywota Kinnosuke Natsume uważany był za niepotrzebny ciężar. Poczucie samotności, wyobcowania pobrzmiewa wyraźnie w narracji kota, który przecież do końca książki pozostaje kotem bezimiennym. Czworonóg mieszka w domu swojego gospodarza, ale odkąd tylko się w nim pojawił traktowany jest bardziej jako intruz, z którego obecnością, ze względu na upór, należy się pogodzić. Nikt nie przejawia zbytniej troski ani zainteresowania kocim domownikiem, który zdaje się egzystować nieco na uboczu, na marginesie.

Mimo tej chłodnej obojętności, z jaką traktowany jest kot, to właśnie on pozostaje najsympatyczniejszą postacią w całej książce. Fantastyczny jest przede wszystkim język, którym czworonóg snuje swoją narrację – nacechowany jest on ironią, pozorną naiwnością, która nie pozwala przestać zadziwiać się meandrami ludzkiej psychiki. Zaskakuje znakomita znajomość kultury zarówno japońskiej jak i europejskiej, do której kot bardzo często się odwołuje, szczególnie gdy posługuje się zabawnymi porównaniami, charakteryzując całą galerię postaci, która przewija się przez domostwo profesora. Uśmiech na twarzy wywołują zarówno osobliwe określenia typu profesor Latryna, Wielkie Bóstwo Ogona, czy profesor Ostryga jak i niecodzienne wydarzenia, do których z pewnością zalicza się koci taniec, czy tłumaczenie zawiłych rodzinnych koligacji (córka kuzyna ze strony matki męża młodszej siostry osobistego sekretarza wody po trzynastym shōgunie) oraz niemal wszystkie dialogi pomiędzy gospodarzem a jego kolejnymi gośćmi.

Utwór jako całość prezentuje się po prostu wybornie. Natsume wyłożył w nim ogrom interesujących poglądów dotyczących spraw kultury, tradycji oraz ogólnie ludzkości. Człowiecza natura została poddana miażdżącej krytyce, chociaż sama jej forma ma wydźwięk mocno ironiczny. Dobrze widoczne jest również stanowisko Natsume w kwestiach tożsamości własnego kraju – nie należał on do zwolenników kultu narodu japońskiego, który był szczególnie intensywny w trakcie wojny z Rosją, trwającej w latach 1904 – 1905. Ale szowinistyczne, czy nacjonalistyczne zachowania były dla Natsume równie obce co zachłyśnięcie się Zachodem. Japoński literat niechętnym okiem patrzył na ślepą i bezmyślną manię naśladowania wszystkiego co europejskie, czy amerykańskie. Godna pożałowania wydaje się choćby wychwalana przez Europejczyków aktywność, która w gruncie rzeczy jest często działaniem samym w sobie, nie przynoszącym realnych efektów. Nieustanna chęć zmian, niecierpliwość, wola dominacji, chęć postawienia na swoim, chorobliwa żądza posiadania racji po swojej stronie to w mniemaniu narratora procesy nieskończone, samonapędzające się, gnające ludzkość prosto w objęcia autodestrukcji.

Prezentowana lektura to znakomite antidotum, mogące zadziałać niczym kubeł zimnej wody wylanej na głowę rozpaloną do czerwoności wizjami własnej wielkości. Sōseki Natsume razem ze swoim rewelacyjnym narratorem brutalnie rozwiewają w pył miraż człowieka-kreatora, którego woli powinno poddawać się każde stworzenie. Po ostatnich stronach tej rewelacyjnej książki ludzkość zaczyna jawić się bardziej jako nagi król, obnażony z wszelkich szat, w które dotychczas próbował skryć swą małość, podłość i nijakość.

P.S. Wydanie, które posiadam (Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 2012) jest przepiękne. W oczy rzuca się już twarda oprawka z interesującą okładką, która stanowi dopiero przedsmak tego, co skrywa w sobie książka. Każdy kolejny rozdział ozdobiony jest kolorową ryciną, dodatkowo w tekście można odnaleźć kilka przedruków japońskich obrazów. Wszystkie rysunki wybornie harmonizują z tekstem.

piątek, 21 lutego 2014

Okładka książki Szelest złotolitego brokatu

  Tytuł: Szelest złotolitego brokatu

  Autor: Hisako Matsubara

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 206

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: miękka





 

 

 

 

 

 

Emigracja, czyli opuszczenie granic własnej ojczyzny to z pewnością krok, który nie łatwo wykonać. W końcu człowiek nie na darmo porównywany jest do drzewa, które w miarę jak zapuszcza coraz dłuższe korzenie jest tym trudniejsze do przesadzenia. Przeprowadzka to jedna z bardziej stresujących sytuacji w życiu ludzkim, a cóż dopiero mówić o przypadku, gdy człowiek diametralnie zmienia swoje otoczenie, przenosząc się do zupełnie obcego kraju z jego nieznaną kulturą oraz równie tajemniczymi mieszkańcami. Nie jest łatwo rozpocząć zupełnie nowe życie budując je niemal od podstaw, bez fundamentów, jakie z pewnością stanowią więzy rodzinne, znajomość panujących realiów czy język, którym płynnie władamy. Trudy i problemy towarzyszące emigracyjnej egzystencji z pewnością zna z autopsji autorka Hisako Matsubara.

Hisako Matsubara to pochodząca z Japonii pisarka, która na co dzień mieszka w Niemczech. Urodzona w 1935 roku w Kioto w rodzinie kapłana shintoistycznego studiowała literaturą oraz religioznawstwo porównawcze w Japonii, teatrologię w USA, czy filozofię w krajach europejskich. Na początku lat sześćdziesiątych Matsubara osiadła w Niemczech, pracując jako dziennikarka oraz tłumaczka. W roku 1978 zadebiutowała jako pisarka napisaną po niemiecku powieścią Szelest złotolitego brokatu.

Utwór skupia się na dwóch interesujących kwestiach. Patrząc na nią z szerszej perspektywy, powieść to wnikliwy zapis zmian, jakie zaczęły gwałtownie zachodzić w Japonii w okresie epoki Meiji (1868 – 1912 r.), kiedy to Kraj Kwitnącej Wiśni skończył na dobre z polityką izolacjonizmu. Nastąpił burzliwy okres przemysłowego rozwoju, któremu towarzyszyła także kulturowa rewolucja. Tradycyjne układy społeczne oraz uświęcone od lat kulturowe normy starły się z zupełnie nowymi oraz jakże odmiennymi obyczajami, które przywędrowały z Zachodu, tj. z Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Z kolei na bliższym planie czytelnik poznaje zawiłe losy japońskiej rodziny. Jednym z bohaterów jest przedstawiciel samurajskiego rodu Hayato. Owocem związku z żoną jest wyłącznie córka, Tomiko. Nie mogąc doczekać się potomka, ojciec Hayato postanawia zaadoptować młodego chłopca Nagayukiego, pochodzącego z dworskiej rodziny arystokratycznej, której chwała już dawno przeminęła. Nagayuki zostaje przybranym synem ojca Hayato, a niedługo po uzyskaniu pełnoletności, również mężem Tomiko. Młody człowiek, odkąd tylko trafił pod opiekuńcze skrzydła seniora znakomitego rodu wychowywany jest w tradycyjnym duchu samurajskim, który nie do końca zgodny jest z jego naturą. Jednak głębokie poczucie odpowiedzialności związane z rolą przybranego syna nakazuje Nagayukiemu ślepe posłuszeństwo wobec ojca Hayato – wszystko czego pragnie młody człowiek, to stać się godnym miana dziedzica. Ogromna determinacja, upór oraz samozaparcie umożliwiają ukończenie studiów prawniczych z wyróżnieniem, co z kolei wiąże się z możliwością podjęcia pracy w najlepszych japońskich koncernach, które często wysyłają swoich pracowników do USA. Stany Zjednoczone to symbol potęgi oraz sukcesu, a przy tym wzór, który Japonia pragnie naśladować. Wyjazd za daleki ocean z ramienia potężnej firmy to szczyt marzeń Nagayukiego, ale aby jego plan doczekał się realizacji, musi najpierw zyskać aprobatę ojca Hayato. Senior rodu akceptuje podróż syna do Stanów, chociaż obwarowuje ją surowymi warunkami – Nagayuki wzorem prawdziwego samuraja może liczyć wyłącznie na siebie samego. Musi zatem odrzucić wszystkie oferty pracy i udać się zza ocean na własną rękę, a nie jako szanowany pracownik jednej z japońskich kampanii. Ponadto na obczyźnie nie może mu towarzyszyć ukochana żona – w końcu u boku wojownika nie ma miejsca dla kobiecej słabości. Wyjazd Nagayukiego podyktowany jest również względami praktycznymi – majątek rodu Hayato topnieje z dnia na dzień. Ojciec Hayato, który w codziennym życiu kieruje się surowym samurajskim kodeksem stanowi idealną ofiarę dla sprytnych, przebiegłych, chytrych oraz bezlitosnych finansistów, maklerów czy spekulantów. Zatem celem Nagayukiego jest szybkie zdobycie fortuny oraz tryumfalny powrót do kraju, będąc odzianym w szeleszczące szaty ze złotolitego brokatu.

Utwór bardzo celnie prezentuje całkiem uniwersalne wyobrażenia na temat życia na obczyźnie oraz zagranicznych wyjazdów w celach zarobkowych. Autorka znakomicie przedstawia naiwne przekonanie, że emigracja jest niemal równoznaczna z kuferkami pieniędzmi, jak gdyby w USA, czy gdziekolwiek indziej banknoty rosły na drzewach, a cały wysiłek sprowadzał się do tego, by je zebrać. Stąd baczne przyglądanie się każdemu, kto tylko wrócił z obcych ziem – wyszukiwane są wszystkie, nawet najbardziej absurdalne oznaki bogactwa, dowody dorobienia się i zbicia pokaźnego majątku. Mocne zęby u siedemdziesięciolatka – zapewne sztuczne, a więc bardzo kosztowne. Podróż z pięcioma marnie prezentującymi się, nadgryzionymi zębem czasu kuframi – niepozorne opakowania z pewnością skrywają bogatą zawartość, pieniądze bądź wartościowe przedmioty. Zaskakująca jest zatem ogromna nieczułość, obojętność, albo raczej bezrefleksyjność – niemal w ogóle nie podejmowana jest kwestia poczucia wyobcowania, głębokiej izolacji, jakie muszą towarzyszyć osobie opuszczającej własną ojczyznę, przynajmniej w przeciągu kilku pierwszych miesięcy w zupełnie nowym środowisku. Tak jakby sfera przeżyć duchowych została zepchnięta na drugi plan, ustępując miejsca kwestiom materialnym.

Hisako Matsubara na podstawie losów innych emigrantów dobrze ukazała również swoistą pułapkę, jaką stanowią wysokie oczekiwania naszych bliskich. Schemat prezentuje się bardzo podobnie – ludzie wyjeżdżają za chlebem z myślą o szybkim zbiciu majątku i równie błyskawicznym powrocie do kraju. Tymczasem po dotarciu na miejsce okazuje się, że realizacja pozornie prostego planu wcale nie jest przedsięwzięciem najłatwiejszym. Mijają kolejne lata, a kwota jaką udało się uzbierać wciąż nie jest zadowalająca, ba, jest wielokrotnie niższa od predykcji zainteresowanych oraz – przede wszystkim – od oczekiwań krewnych. Poczucie wstydu oraz zawiedzionych nadziei nie pozwala zatem wrócić do rodzinnych stron, co byłoby równoznaczne z przyznaniem się do klęski.

W utworze zwraca uwagę oryginalny sposób prowadzenia narracji. Czytelnik, podobnie zresztą jak i rodzina Hayato posiada bardzo skąpe informacje na temat tego, co dzieje się z Nagayukim w Ameryce. Listy słane przez niego są dość enigmatyczne oraz zdawkowe, ubogie w szczegóły dotyczące jego codziennego życia, czy pracy. Ta pustka powoduje, że najbliżsi zaczynają zapełniać ją na własną rękę, tworami swojej wyobraźni. Ojciec Hayato ogląda syna opromienionego blaskiem chwały, natomiast biologiczna matka umiera wręcz z niepokoju. Powieść, mimo, że koncentruje się na losach Nagayukiego, w rzeczywistości jest kroniką, w której dokładnie została opisana historia rodziny, którą opuszcza emigrant – syn, ojciec, mąż. Poznajemy zatem dramat, który staje się głównie udziałem kobiet – żon, matek czy córek.

Wydaje się, że na przykładzie ojca Hayato i posłusznego mu Nagayukiego, którzy zostali zestawieni m.in. z maklerem giełdowym, panem Sono oraz synem robotnika portowego, który wrócił z USA odziany w złotolity brokat, Hisako Matsubara pragnie ukazać klęskę samurajskiej wizji rzeczywistości w konfrontacji ze światem kapitalistycznym. Na podstawie lektury nie trudno o smutną konstatację, że ludzie uczciwi, honorowi, o wysokim poczuciu moralnym, którzy przy podejmowaniu wyborów kierują się głosem sumienia oraz sprawiedliwością, najczęściej okazują się stroną przegraną, pokrzywdzoną, oszukaną. Tryumfy, spektakularne i szybkie, odnoszą natomiast wszelakiej maści szalbierze, czy oszuści, którzy potrafią bezwzględnie wykorzystać okazywane im zaufanie. Podłość, nieczułość, brutalność, przemoc stanowią najkrótszą drogę do sukcesu, którego wyznacznikiem w oczach mieszkańców oczekujących na powrót swoich rodaków jest wyłącznie gotówka, nieważne w jakich okolicznościach zarobiona.

Reasumując, Szelest złotolitego brokatu to lektura ogromnie intrygująca. Przejmująca historia rodziny Hayato jest dobrym pretekstem do ukazania zmian, jakie zaszły w Japonii na przełomie XIX oraz XX wieku. Autorka ciekawie zaprezentowała konsekwencje tych przemian. Powieść można także rozpatrywać na płaszczyźnie psychologicznej – bardzo trafnie opisane zostały relacje młodych małżonków z zaborczym ojcem Hayato, który dzięki swojej niezłomnej postawie, niezachwianej pewności siebie, masce dobrotliwości i troski, potrafi niemal bez oporu narzucić swoją wolę. Matsubara zwraca uwagę, do czego może prowadzić taka uległość i kompletny brak asertywności. Powieść skrzy się także wesoło od bogatej symboliki – wymowna jest pasja ojca Hayato do hodowania drzewek bonsai, okaleczonych karzełków, których kształt nadawany jest przez ludzką rękę. Złotolity brokat to oczywiście uosobienie spełnienia marzeń każdego emigranta o odnalezieniu szczęścia na obcej ziemi. Z kolei maska używana w przedstawieniach teatru nō, dalekiego od przyziemnej powszedniości, przeistaczającego cierpienia ludzkie w poezję to ucieleśnienie hartu ducha starego samuraja, który nawet w obliczu ciągłych klęsk spadających na jego dom, potrafił zachować zarówno niewzruszoną i dumną postawę jak i zaskakująco bezwiedny konformizm moralny. Książka dosyć krótka, ale bardzo treściwa oraz ciekawa. Godna polecenia.

sobota, 01 lutego 2014

Okładka książki Tysiąc żurawi. Śpiące piękności

  Tytuł: Tysiąc żurawi.

            Śpiące piękności

  Autor: Yasunari Kawabata

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 265

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Turpizm to w bezwstydnym uproszczeniu umiłowanie brzydoty. Posługując się natomiast bardziej wyczerpującą definicją należy rzec, że to termin ukuty przez Juliana Przybosia w celu określenia nurtu poetyckiego, rozwijającego się w Polsce po 1956 roku. Turpizm zwany również antyestetyzmem charakteryzował się wprowadzeniem do utworu elementów brzydoty, których zadaniem było wzbudzenie u odbiorcy estetycznego szoku. Ernest Bryll, Stanisław Grochowiak, Tadeusz Różewicz czy Miron Białoszewski w swoich dziełach nie stronili zatem od choroby, kalectwa, zepsucia, rozkładu, degradacji, dysharmonii, słowem wszystkiego co kojarzone jest jako swoista antyteza piękna, godzi w wartości estetyczne. Funkcją owego zabiegu była afirmacja rzeczywistości, dość przewrotna na pierwszy rzut oka, jej pełna akceptacja, ze wszystkimi odcieniami, z całą paletą barw, z całą różnorodnością, w skład której nie wchodzi przecież wyłącznie harmonia, ład, symetria form, a więc szeroko rozumiana doskonałość. Analizując cały problem z nieco innej perspektywy można stwierdzić, że ponieważ zarówno piękno jak i brzydota to wartości w pełni subiektywne, ich separacja oraz samodzielna egzystencja jest niemożliwa. Obie kategorie estetyczne istnieją, połączone ze sobą głęboką więzią niczym awers i rewers. Gdyby świat składał się z istot wyłącznie doskonałych, nikt nie byłby w stanie dostrzec ich uroku, ponieważ brakowałoby niezbędna wzorca, czy raczej punktu odniesienia. Podobnie sytuacja przedstawiałaby się w przypadku świata, zamieszkałego wyłącznie przez stworzenia szpetne. Oczywiście w miarę coraz dłuższego obcowania z tymi abstrakcyjnymi pojęciami, jakimi są piękno oraz brzydota, coraz lepiej uświadamiamy sobie ich arbitralność, umowność, przekonując się, że bardzo trudno jest nimi operować. W końcu wraz z epokami zmieniają się kanony piękna (co automatycznie pociąga za sobą konieczność korekty kanonów brzydoty), inaczej prezentują się one również u różnych narodów, społeczności, czy wreszcie pojedynczych osobników. Wielopoziomowość zagadnienia estetyzmu jest zatem zarówno wymagająca jak i prowokująca, kusi by się z tym tematem zmierzyć. Subtelnemu wdziękowi tej kwestii nie oparł się japoński mistrz pióra, laureat Nagrody Nobla z 1968 roku Yasunari Kawabata*.

Urodzony w 1899 roku Yasunari Kawabata zaliczany jest do najwybitniejszych przedstawicieli prozy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Co ciekawe, świat mógł poznać Kawabatę z zupełnie innej strony, bowiem artysta w młodości poważnie interesował się malarstwem. Na szczęście, przynajmniej z czytelniczego punktu widzenia, japoński twórca stosunkowo szybko przerzucił swoją pasję na literaturę. Kawabata pierwsze dzieła tworzył już w szkole średniej. W okresie studiów przyszła pora na współpracę z kilkoma liczącymi się czasopismami literackimi, a w roku 1925, tuż po opuszczeniu murów Cesarskiego Uniwersytetu w Tokio, Kawabata odniósł pierwszy sukces literacki dzięki opowiadaniu opartym na motywach autobiograficznych, zatytułowanym Tancerka z Izu. Za sprawą niezrównanego Państwowego Instytutu Czytelniczego, polski czytelnik może zapoznać się ze znacznie późniejszymi dziełami Kawabaty – powieść Tysiąc żurawi (1949 r.) oraz rozbudowane opowiadanie Śpiące piękności (1961 r.) wchodzą w skład wydanego w 1987 roku zbioru japońskiego twórcy.

Powieść Tysiąc żurawi to niezwykła historia mężczyzny, którego żywot kształtowany jest przez 4 kobiety, wszystkie w pewien sposób powiązane z jego zmarłym ojcem. Osią centralną, wokół której obraca się fabuła utworu jest ceremonia picia herbaty. Sztuka podawania oraz spożywania tego napoju kultywowana jest w Japonii od czasów epoki Muromachi (XIV – XVI w.). Tradycyjnie rytuał odbywa się w osobnym pomieszczeniu – pawilonie herbacianym, położonym za domem, pośród ogrodowej zieleni. Swoista izolacja altanki symbolizuje odcięcie się na czas ceremonii od codziennych spraw otaczającego świata. Pawilon na krótki moment staje się centrum rzeczywistości, w której znaczenie odgrywają przeszłość, tradycja oraz kultura przodków. Egzystencja głównego bohatera, Kikujiego, na co dzień osobnika raczej nieśmiałego, w dodatku niezdecydowanego, który przez życie brnie samotnie oraz bez wyraźnego pomysłu, ulega diametralnej zmianie, kiedy poddaje się prośbom Kurimoto Chikako, by wziąć udział w ceremonii herbacianej na cześć jego zmarłego ojca. Rzeczywistość wywraca się do góry nogami, kiedy Kikujiego zaczynają wołać głosy odległej przeszłości. Kawabata serwuje czytelnikowi szalenie skomplikowaną relację, która zdaje się rozlewać i plątać w swoje sidła kolejne ofiary – czasy, które odeszły dają o sobie znać i w ten sposób Kikuji staje się wizerunkiem własnego ojca, krystalizacją miłosnych wspomnień dla długoletniej kochanki, wdowy Ōty. W sidła oszalałej miłości trafi jeszcze córka pani Ōty, młoda Fumiko oraz piękna dziewczyna z chustą z wizerunkiem tysiąca żurawi, Yukiko Inamura.

Powieść Kawabaty to misternie plecione arcydzieło, które znakomicie uwypukla dualistyczną naturę kobiety. Za sprawą japońskiego mistrza czytelnik postrzega ją jako istotę delikatną i bezbronną, a przy tym zaborczą i stanowczą, uparcie dążącą do określonego celu, uległą i kuszącą, zdolną do manipulacji, odurzającą swoim ciepłem i zapachem, której czar i piękno chłonie się wszystkimi zmysłami. Każda z bohaterek to swego rodzaju boginie, którym Yasunari Kabata wystawia cudowny pomnik. Najniezwyklejszą osobą z tego damskiego kwartetu jest z pewnością Kurimoto Chikako, która za sprawą znamienia, pokrywającego jej pierś przywdziewa szaty, które w europejskiej tradycji nakazywałyby kojarzyć ją z czarownicą. Piętnu fizycznemu, a więc brzydocie towarzyszy odstręczający charakter, w którym dominuje wścibstwo, ciekawość oraz złośliwość. Chikako z podziwu godnym uporem stara się prząść nici losu Kukijego, troszcząc się o jego szczęście, pojmowane na swój własny sposób, czego jednak nie potrafi docenić sam zainteresowany.

Ciekawa rola przypada również Yukiko, która jako dziewczyna z chustą z tysiącem żurawi staje się symbolem niedostępnego piękna. Jej doskonałość, przejawiająca się zarówno w harmonii szlachetnych rysów jak i czystości duchowej nie pozwalają zbliżyć się do niej Kikujiemu. Młody mężczyzna wedle własnego mniemania jest zbyt splugawiony grzechem, by zasłużyć na obcowanie na każdej płaszczyźnie z istotą tak wspaniałą, tak wytworną, a przez to efemeryczną, wrażliwą na każdy mrok, skalanie, nieczystość. Własna moralna skaza nakazuje wyczerpującą, masochistyczną wręcz ekspiację, która okazuje się rujnująca dla normalnych relacji międzyludzkich.

Kawabata po raz kolejny w stosunkowo krótkim utworze porusza całą mnogość zagadnień. Grzech jako stręczyciel sumienia, który najmocniej przeżywany jest w samotności serca, gdy sam wykraczający poza przykazania wyznacza sobie karę. Piętno postrzegane przez pryzmat brzydoty, jako fizyczna niedoskonałość, dysproporcja, defekt, a tuż obok tego kolejny stygmat, który może stanowić także piękno. Uroda, idealne proporcje ciała, czystość, nieskazitelność mogą być traktowane jako kontrast, opozycja wobec drugiej osoby, która na tle absolutu zostaje bezwzględnie obnażona, wystawiając na widok publiczny własną ułomność oraz kruchość. Dojmujące piękno autor zdaje się także łączyć z samotnością, która wynika ze strachu skalania go. Ponadto godny uwagi jest ambiwalentny stosunek do śmierci, która jako agonia zdaje się być przerażająca, zatrważająca, bowiem nieunikniona, przed którą nie ma ucieczki. Ale równocześnie świadomość jej nieuchronności jest w pewnym sensie uspokajająca – ona jedna nie zawiedzie, przyjdzie i zabierze nas z tego świata, ofiarując wieczne ukojenie, należny spoczynek po znojach ludzkiej egzystencji. Pisarz serwuje również oryginalne spojrzenie na bezpłciowość. Obojnactwo, świadomie wybrany rodzaj nijaki charakteryzowany jest jako nośnik zdrowego rozsądku. Poprzez okiełznanie męskości bądź kobiecości, czyli poskromienie fizycznych żądz, możliwe jest lepsze poznanie psychiki zarówno kobiety jak i mężczyzny.

Równie intrygujące co Tysiąc żurawi prezentuje się drugie dzieło zawarte w zbiorze, opowiadanie Śpiące piękności. Główny bohater, 67-letni Eguchi za namową przyjaciela postanawia odwiedzić tajemniczy hotel, w którym gość spędza noc w towarzystwie pięknej i młodej dziewczyny. Wbrew pierwszym skojarzeniom wcale nie chodzi o dom uciech, a przynajmniej nie o burdel w klasycznym tego słowa znaczeniu. Klientelę nietypowego pensjonatu stanowią wyłącznie starsi panowie, których możliwości seksualne są już tylko echem odległej przeszłości. Miejsce do którego przybywają oferuje im nocleg u boku uroczej, ale głęboko uśpionej kobiety. Sztucznie wywołany sen, w który wprowadza się lokatorki jeszcze przed przybyciem delikwenta sprawia, że kobiety nigdy nie obcują na jawie ze swoim „kochankiem”.

Eguchi, mimo sędziwego wieku różni się zdecydowanie od pozostałych zaufanych, którym dane było zakosztować tajemnicy tego niezwykłego miejsca. Bohater ciągle zdolny jest do zaspokojenia odczuwanego popędu płciowego. Z tego względu Eguchi sytuuje się gdzieś po środku dwóch światów, które ścierają się na jego oczach. Z jednej strony potrafi on zrozumieć jak upokarzające jest doświadczenie, któremu oddają się jego rówieśnicy. Bliskość młodego, nagiego, pięknego ciała wywołuje silne napięcie seksualne, które jednak z powodu dysfunkcji, zaburzeń nie może zostać rozładowane w praktycznie żaden sposób – naczelną zasadą hotelu jest nie wyrządzanie krzywdy uśpionej piękności. Z drugiej strony, sprawny pod każdym względem Eguchi podbudowuje się, dowartościowuje, łechce swoją męskość oraz skłonność do dominacji. Fakt, że może on zgwałcić niczego nie świadomą dziewczynę działa na staruszka niezwykle stymulująco, dając mu przewagę psychologiczną zarówno nad pozostałymi klientami jak i uśpionymi kobietami. Ten brak przynależności do jakiejkolwiek ze stron staje się również bodźcem do snucia bogatych refleksji, poświęconych głównie starości oraz przemijaniu.

Śpiące piękności podobnie jak utwór Tysiąc żurawi to znakomita melodia, w której wybijają się dwa przeciwstawne motywy. Piękno, reprezentowane przez pogrążone w farmakologicznym śnie kobiety zestawione zostaje z brzydotą, której uosobieniem jest starość. Obie wartości zdają się ze sobą rywalizować, konfrontować, ale nie brakuje momentów, w którym harmonijnie ze sobą współgrają. Milcząca towarzyszka okazuje się cierpliwym słuchaczem starczego gderania, powiernikiem, któremu można ofiarować swoją przeszłość wraz z jej ambicjami, marzeniami, ale także klęskami i niepowodzeniami. Młode ciała stanowią również rodzaj ofiary, która przynajmniej dla części starczego grona jest pocieszeniem, ukojeniem. Zatem dobrowolne oddanie się w stanie kompletnej nieprzytomności, która równoznaczna jest z absolutną bezbronnością na łaskę drugiego człowieka można postrzegać jako działanie godne samego bodhisattwy, czyli istoty świadomie rezygnującej z osiągnięcia stanu nirwany na rzecz pomocy innym (podobny motyw pojawia się w Dwóch opowieściach o miłości okrutnej autorstwa Tanizakiego – jeden z narratorów opowiada, że prostytutki są niekiedy traktowane jako bodhisattwy). W końcu postępowanie dziewcząt może jawić się jako zupełne poświęcenie samego siebie dla krótkotrwałego szczęścia innych, czyli heroiczny akt dobroci.

Krótkie opowiadanie stanowiące rodzaj erotycznej baśni to także wspaniały poemat, sławiący kobiecie piękno, które zostało jednak zredukowane wyłącznie do fizycznych atrybutów. Ukazanie dziewcząt tylko przez pryzmat ich cielesności, seksualności wiąże się z dehumanizacją oraz uprzedmiotowieniem rodzaju żeńskiego. Kobiety, jako, że nie reagują ani na słowa głównego bohatera, ani na jego gesty sprawiają wrażenie lalek, pozbawionych uczuć. Ale czy rzeczywiście śpiąca dziewczyna to wyłącznie bezduszna zabawka, z którą nie można porozumieć się żadną miarą?

W Śpiących pięknościach ogromnie spodobało mi się ujęcie sposobu, w jaki funkcjonuje ludzka pamięć. Kawabata umiejętnie odmalował jej skomplikowane działanie, nieodgadnione ścieżki, którymi prowadzi nas do przeszłości, natrafiając po drodze na oazy wspomnień. Ciekawe są także rozważania na temat zła – Kawabata nie pyta o jego istotę, czy źródło, bardziej interesuje go sama definicja, czy sposób jego pojmowania. Zgodnie z retoryką znaną choćby z Głosu góry, egzystencja postrzegana jest jako rzecz, która w końcu człowieka zmęczy, wycieńczy, zgnębi, przyprawi o utrapienie. Czy w świetle tak postawionego problemu wydanie na świat potomstwa, a następnie wychowanie go (a więc w sporej mierze podporządkowanie sobie, niekiedy uzależnianie od siebie, trzymanie na uwięzi) według restrykcyjnych zasad, które mogą okazać się rażąco nieskuteczne w drodze do szczęścia (pojmowanego przez każdego na indywidualną modłę) jest czymś gorszym, bardziej odrażającym niż na przykład niemoralne stosunki z nieletnimi?

Yasunari Kawabata po raz drugi dał się poznać jako autor nietuzinkowy, wręcz groźny, szczególnie z perspektywy myślenia uporządkowanego, zgodnie z którym wszystko ma ściśle określone miejsce oraz funkcje, a świat można sprowadzić do kilku prostych równań. Japończyk udowadnia, że rzeczywistość to niezwykła mieszanina, na którą składa się m.in. przeszłość, bagaż doświadczeń nie tylko nasz, ale również naszych bliskich, a wiele rzeczy dzieje się na skutek naszej bierności, zaniechania wysiłku związanego z podejmowaniem decyzji, wyborów, czy ogólniej rzecz ujmując – myśleniem. Kawabata pokazuje również, że nasze tu i teraz to często suma wielu pozornie błahych wydarzeń, które działając wspólnie, poprzez silną synergię kreują teraźniejszość, z którą wielu boi się skonfrontować.

——————

* W moim prywatnym odczuciu Kawabata, podobnie jak Jun'ichirō Tanizaki oraz Kenzaburo Ōe z niezwykłym kunsztem meandrowali pośród starości, cielesnej niedoskonałości, niepełnosprawności – mniemam, że ich biegłość na tyle przeraziłby Przybosia, że ten również zaliczyłby ich do grona turpistów.

czwartek, 23 stycznia 2014

Okładka książki Głos góry

  Tytuł: Głos góry

  Autor: Yasunari Kawabata

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 235

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Starość to okres naszego życia, przed którym wielu ludzi odczuwa paniczny strach. Trudno powiedzieć, co bardziej przeraża – stan do jakiego może doprowadzić człowieka, czy jej nieuchronność. Zmysły ulegają przytępieniu, mózg zaczyna pracować na nieco wolniejszych obrotach, organizm nie jest już taki odporny, stając się podatniejszy na uszkodzenia oraz kontuzje, skóra traci swoją jędrność i sprężystość, a każdy wysiłek należy okupić znacznie dłuższym czasem regeneracji. Starość może prowadzić również do krępujących sytuacji, które wiążą się z coraz mniejszą samodzielnością oraz zależnością od innych ludzi, których pomoc okazuje się nieodzowna do prawidłowego funkcjonowania. Nie ma się zatem czemu dziwić, że jesień naszego życia rzadko kiedy jest tematem rozmów. Szczególnie za sprawą współczesnej kultury, hołubiącej młodość oraz ciało, będące symbolem seksualności, starość spychana jest margines społecznego zainteresowania, podczas gdy jest ona rzeczą tak intrygującą. Dla przykładu, czy starość to etap naszej egzystencji, do którego dochodzi się w sposób o charakterze ciągłym, czy raczej dyskretnym? Czy jest to bardziej stan umysłu, czy nie będąca do przeskoczenia kwestia fizjologii? Czy w życiu człowieka pojawia się wyraźna granica, po przekroczeniu której możemy sklasyfikować go jako staruszka? Czy dezintegracji cielesnej zawsze musi towarzyszyć postępująca dekompozycja psychiczna? Popkultura rzadko porusza się w tych zagadnieniach, ale na szczęście dobra literatura nie ulega filisterskiej modzie. Starość często gości na kartach powieści, czego najlepszym przykładem może być Głos góry, autorstwa Yasunariego Kawabaty.

Urodzony w 1899 roku w Osace, zmarły w 1972 roku w Zushi, Yasunari Kawabata to japoński artysta, który uważany jest, obok Jun'ichirō Tanizakiego oraz Sōseki Natsume za jednego z trzech najwybitniejszych współczesnych pisarzy pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni. Ten zdolny literat zanim zakosztował sławy, otrzymał od życia wiele ciosów. Jako kilkuletni chłopiec utracił rodziców, kilka lat później zmarła opiekująca się nim babcia, a wkrótce po niej Kawabata pożegnał także swoją siostrę. Trudne, przepełnione stratami bliskich dzieciństwo odcisnęło wyraźne piętno na twórczości pisarza. Od wczesnej młodości Kawabata wiele czasu poświęcał na lekturę książek, zapoznając się m.in. z europejskimi przedstawicielami modernizmu. Jak widać to kolejny wybitny japoński autor, obok Tanizakiego, Tomojiego Abe, czy Kenzaburo Ōe, który zetknął się z literaturą europejską, nie ulegając jednak jej wyraźnemu wpływowi. Kawabata w swojej prozie nie stronił od rodzimej tradycji oraz kultury, akcję książek osadzając w Japonii, a mimo to jego dzieła okazały się wspaniałymi nośnikami wartości uniwersalnych, które zostały docenione także na świecie. W 1968 roku w uznaniu za mistrzowską narrację, która z ogromną wrażliwością przedstawia esencję japońskiego ducha, Kawabata otrzymał prestiżową Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Mimo to, zmierzch życia artysty to niezbyt szczęśliwy dla niego okres – w 1970 roku dają o sobie znać demony przeszłości, kiedy to życie odbiera sobie oddany przyjaciel, Yukio Mishima. Dwa lata później, w roku 1972, schorowany i zmęczony Kawabata także popełnia samobójstwo.

Za jedno z najwybitniejszych dzieł Yasunariego Kawabaty uważana jest powieść Głos góry, pisana w latach 1949 – 1954. Głównym bohaterem jest Shingo Ogata, sześćdziesięciokilkuletni mieszkaniec Kamakury, leżącej 50 km od Tokio, dawnej stolicy Japonii za czasów siogunatu Kamakura. W pewną księżycową noc, z rodzaju tych, kiedy obojętne i odległe gwiazdy migoczą na nieboskłonie, cisza otula szczelnym całunem całą przyrodę, tak, że nie wydobywa ona nawet najmniejszego tchnienia wiatru, nie słychać choćby szelestu trawy, a zimne, żółte światło ziemskiego satelity obmywa niewyraźne kontury drzew, w taką właśnie noc, pośród harmonicznego milczenia Shingo usłyszał rozlegające się, przejmujące wołanie – głos góry. Dla bohatera interpretacja tego niezwykłego zjawiska jest klarowna – już wkrótce przyjdzie mu odejść z tego świata. Od tego momentu Shingo zaczyna zauważać cały szereg znaków, które mają stanowić o jego niedalekim zgonie. Pamięć, a więc najcenniejsza skarbnica każdego człowieka, pogarsza się z dnia na dzień, stając się coraz bardziej zawodną, dziurawą niczym sito, czyli naczyniem, na którym nie można już w pełni polegać. Degradacji umysłu towarzyszy irytacja, będąca wynikiem bezradności. Shingo ze zgrozą uzmysławia sobie również, że jego rówieśnicy, przyjaciele, znajomi z czasów szkolnych, koledzy z pracy zaczynają odchodzić. Kolejne pogrzeby, w których uczestniczy utwierdzają go w przekonaniu, że i na niego wkrótce przyjdzie pora. Ponadto Shingo zaczynają męczyć dziwne sny. W niektórych spotyka się on z ludźmi, którzy już umarli. W tym przypadku wyjaśnienie samo nasuwa się na myśl – Ci którzy odeszli wołają Shingo, oczekując jego rychłego przybycia. Co interesujące, bohater w miarę jak wedle własnego mniemania coraz szybciej zbliża się do śmierci, staje się wrażliwszy na otaczającą go przyrodę. Być może to świadomość, że wkrótce się z nią zespoli sprawia, że człowiek zaczyna zwracać na nią większą uwagę, lepiej odczytywać sygnały, które ta do niego śle? Wspomnienia kasztana spadającego z drzewa w dniu ślubu, kwitnąca zimą wiśnia, czy Księżyc skąpany w płomieniach chmur odsłaniają nie tylko swoje piękno, ale i znaczenie – zmysł obserwacji starzejącego się bohatera, jest bardziej wyostrzony, pozwalając lepiej docenić bogatą symbolikę natury, obok której wielu ludzi przechodzi obojętnie.

Shingo, jak każdy człowiek przeczuwający własny zgon, pragnie przed śmiercią zamknąć wszelkie ziemskie sprawy. Na pierwszy plan wysuwa się rodzina, w której ostatnio nie dzieje się najlepiej. Córka Shingo, Fusako, matka dwóch dziewczynek Satoko i Kuniko, odeszła niedawno od zaniedbującego ją męża, Aihary, który pozyskane z trudem pieniądze wolał przeznaczać na używki. Mało atrakcyjna Fusako wraca na łono domu państwa Ogatów, ale i tutaj nie potrafi odnaleźć spokoju. Mierzi ją fakt, że własny ojciec zdecydowanie bardziej niż nią interesuje się piękną synową, Kikuko, okazując jej znacznie więcej zrozumienia i zainteresowania. Jednak małżeństwo Kikuko i syna Shuichiego to także swoisty cierń, który rani duszę Shingo. Powróciwszy szczęśliwe z wojny, Shuichi jest diametralnie innym człowiekiem – nie szanuje własnej żony, za to coraz więcej czasu poświęca kochance. Ponadto zostaje skażony piętnem obcości – nawet rodzicie nie potrafią rozpoznać w nim człowieka, który opuszczał dom rodzinny, wyruszając na walkę w obronie ojczyzny.

Shingo stawia sobie za cel rozwiązanie problemów, trapiących jego bliskich. Śledząc jego poczynania przekonujemy się jak niezdarną oraz interesowną istotą jest człowiek, szczególnie jeśli chodzi o pomoc innym. Shingo często wspomina zmarłą starszą siostrę swojej żony Yasuko, w której był zadurzony w młodości. Zaskakują go przy tym różnice w wyglądzie pomiędzy rodzeństwem. Uroda Yasuko jest tak poślednia, że aż trudno o jakiekolwiek porównanie z pięknem starszej siostry. Z tego powodu Shingo za brzydotę córki, w skrytości ducha obwinia swoją małżonkę. Wygląd Fusako zestawia przy tym z efemerycznym urokiem Kikuko. Nawet kilkuletnie wnuczki stają się dla Shingo obiektem obserwacji – pragnie on gorąco dostrzec chociaż w jednej z nich nieskazitelne rysy starszej siostry swojej żony. Jak widać kolejny raz w literaturze japońskiej pojawia się motyw znany dobrze polskiemu czytelnikowi z Lalki Prusa, a więc niespełniona miłość oraz jej projekcja na wyidealizowany, fantasmagoryczny, nie mający odpowiednika w rzeczywistości obiekt.

Shingo plącze się więc we własnych działaniach, a trzecioosobowy narrator przy okazji relacji jego losów, raczy czytelnika zarówno znakomitymi opisami obyczajowości oraz kultury japońskiej jak i problemami, które dotyczą ludzi pod każdą szerokością geograficzną. Oprócz dominującego tematu śmierci, pojawia się m.in. kwestia spustoszenia, których w umyśle człowieka dokonują wojenne doświadczenia. Shuichi, który brał udział w walkach wiedzie na pozór normalną egzystencję. Pozostaje w związku małżeńskim, codziennie wraz z ojcem zarabia pieniądze, zajmując się pracą biurową. Kiedy jednak czytelnik z bliska poznaje jego relacje z najbliższymi, okazuje się, że Shuichi to gruboskórny, okrutny egoista, niezdolny do empatii. Nawet jego własnych rodziców zaskakuje bezduszność oraz niedelikatność syna. Drastyczne przeżycia, o których tylko niekiedy wspomina Shuichi odcisnęły wyraźne piętno na jego psychice, rujnując niemal doszczętnie jego duchowość. Na podstawie sylwetki psychologicznej Shuichiego, Kawabata znakomicie uzmysławia jak bardzo obcy jest w wielu przypadkach drugi człowiek, nawet dobrze nam znany. Niemal zawsze stanowi on zagadkę, tajemnicę dla otoczenia, której rozwikłanie nie jest do końca możliwe. Stąd wniosek, że nieprawdopodobne jest również osiągnięcie pełnego zrozumienia pomiędzy dwoma osobami, zrozumienia, które jest na pozór niezbędnym ogniwem miłości. Chociaż, może to właśnie miłość, objawiająca się pełnym zaufaniem oraz szacunek wobec bliźniego, jest jedynym spoiwem, który potrafi scementować związek dwójki ludzi, nawet pomimo faktu, że nigdy nie zdołają się oni w pełni wzajemnie poznać?

Inną, piekielnie interesującą kwestią, którą porusza Kawabata jest aborcja. W jednej z gazet Shingo czyta, że Według doniesień Wydziału Zdrowia Publicznego prefektury Aomori wśród kobiet przerywających ciążę (zgodnie z ustawą o eugenice) na obszarze prefektury znajdowało się 5 dziewcząt piętnastoletnich, 3 czternastoletnie i 1 trzynastoletnia; natomiast w wieku licealnym – 400 dziewcząt od szesnastu do osiemnastu lat. W grupie wszystkich przerywających ciążę licealistki stanowiły 20 procent. Samemu Shingo bardzo zależy na tym, by pewne dziecko nie znalazło się na świecie. Ba, przypisuje sobie prawo, by żądać dokonania aborcji od kobiety, którą zna bardzo słabo, wręcz powierzchownie. Wychodzi on z założenia, że są pewne okoliczności, w których kobieta absolutnie powinna zrezygnować z poczęcia dziecka. W naszym kraju panuje wręcz odwrotne przekonanie – w mniemaniu wielu nie istnieją żadne sytuacje, które usprawiedliwiałyby przerwanie ciąży, nawet zagrożenie życia matki. Podejścia przeciwstawne, ale posiadające wspólny mianownik – gorącymi orędownikami obu rozwiązań są mężczyźni. Zatem także Kawabata zwraca uwagę, że to właśnie mężczyźni, którzy nie noszą dziecka w swoim łonie, którzy nie rodzą, którzy nie karmią go własną piersią mają często najwięcej do powiedzenia w sprawie aborcji, chociaż nigdy nie będzie im dane odczuć całej palety emocji, jakie towarzyszą kobiecie przy nadziei. Nie przeszkadza to im w wydawaniu opinii, które wg własnego mniemania powinny być wiążące, nie pozostawiające kobiecie prawa wyboru. Osobiście wydaje mi się, że problem aborcji to sprawa, która ciągnie się za człowiekiem niemal od początku jego istnienia, bowiem wynika bezpośrednio z relacji płeć brzydka-płeć piękna. Kobiety od zawsze, w mniejszym lub większym stopniu redukowane są do funkcji zaspokajania seksualnych potrzeb oraz wydawania na świat potomstwa. Walka o niezależność, o emancypację może odbywać się poprzez negację tych pojęć. Zgodnie z tym tokiem rozumowania, kobieta, która samodzielnie definiuje swoją seksualność, która sama decyduje o swoich partnerach, która wreszcie sama rozstrzyga, czy urodzić dziecko, czy też nie, to istota wolna. Poprzez takie postawienie sprawy, ofiarami reakcyjno-feministycznego konfliktu zawsze będą dzieci nienarodzone, które obie strony uprzedmiotawiają, traktując je wyłącznie jako manifestację własnych przekonań.

Oczywiście proza Kawabaty pozbawiona jest tego typu dygresji, jak powyższa. Styl japońskiego mistrza zmusza do samodzielnych refleksji poprzez delikatne zarysowanie danego tematu. Pod tym względem umiejętności pisarskie Kawabaty przypominają talent wspomnianego w powieści Watanabe Kazana, żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku uczonego i rysownika, który za pomocą kilku delikatnych kresek potrafił stworzyć przejmujący, zapadający w pamięć obraz. Podobnie jest z literackim stylem Kawabaty, który za pomocą cieniutkiej siateczki słów splata misterną historię, pozornie prostą, ale mieniącą się całą paletą ukrytych znaczeń oraz symboliki. Szczególnie tej ostatniej nie brakuje w powieści. Znaczące są zarówno nazwy poszczególnych rozdziałów, sam tytuł powieści jak również sny głównego bohatera. Senne projekcie Shingo, które pojawiają się bardzo często stanowią ważny element utworu, pozwalając lepiej zrozumieć motywy postępowania bohatera. Część z nich odsłania przed samym Shingo ciemne zakamarki własnej duszy – zdeformowane i brzydkie – zepchnięte na samo dno podświadomości. Stanowią one rodzaj rzutnika, który wyświetla człowiekowi własne pragnienia, do których sam przed sobą nie potrafi, bądź wstydzi się przyznać.

Podstawowym tematem, o który zahacza Kawabata jest śmierć. Pisarz ukazuje ludzkie postawy wobec jej nieuchronności. Znakomicie przedstawia naturalny lęk, który towarzyszy nam w jej obliczu. Człowiek staje się coraz bardziej zniedołężniały, a przez to coraz bardziej zdany na łaskę losu oraz bliskich. Fenomenalnie została ukazana scena, w której główny bohater zapomina jak zawiązać krawat. Błaha czynność, wykonywana niemal bezwiednie przez 40 lat okazuje się istotną kotwicą, która utrzymuje w ryzach codzienną egzystencję. Nagłe, zupełnie niespodziewane zniknięcie tej umiejętności (która nie jest nieodzowna, bez której można się obejść bez żadnych poważnych konsekwencji) w oczach Shingo urasta ono do monstrualnych rozmiarów, napawając go atawistycznym przerażeniem. Kawabata świetnie uwypukla strach przed rozpadem własnej osobowości, przed stopniowym, sukcesywnym zanikaniem. Swoistym panaceum na tę zgrozę jest możliwość decydowania o momencie własnej śmierci, z której to sposobności skorzystał sam autor.

Reasumując, Głos góry autorstwa Yasunariego Kawabaty to dzieło wybitne. Prezentowany przez autora wycinek historii ludzkiego życia, który przez chwilę czytelnik ma okazję podejrzeć to znakomite studium egzystencji każdego z nas. Utwór, podobnie jak dzieła choćby Tanizakiego, charakteryzuje się otwartym zakończeniem. Odbyliśmy wspólną wędrówkę razem z bohaterami, fascynującą oraz skłaniającą do refleksji, ale przyszła pora, żeby się rozstać – każdy z nas podąży we własną stronę, a życie spokojnie będzie toczyć się dalej. Brak wyraźne pointy jest wynikiem kompozycji utworu, który w sposób ciągły pobudza nasz umysł do pracy, a nie tylko na końcowych stronach. Z tego względu powieść Kawabaty warto czytać nieśpiesznie, w skupieniu, w pełni oddając się lekturze, z której osobiście czerpałem ogromną przyjemność. Książka japońskiego prozaika jest o tyle szczególna, że bardzo ważne tematy ukazuje z oryginalnej perspektywy – choćby życie, bardziej niż jako dar postrzegane jest jako męcząca udręka, od której przynajmniej na chwilę chciałoby się odpocząć – jak ziarno lotosu zakopać się w ziemi na kilka tysięcy lat, by po rozwiązaniu wszelkich trapiących nas problemów ponownie rozkwitnąć. Perspektywa zarówno niepokojąca jak i kusząca.

niedziela, 05 stycznia 2014

Okładka książki Zniknięcie słonia

  Tytuł: Zniknięcie słonia

  Autor: Haruki Murakami

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 375

  Cena: 44,99 zł

  Oprawa: twarda





 



 

Opowiadanie to krótki utwór prozatorski, który w mojej prywatnej opinii jest swoistym papierkiem lakmusowym, służącym do określenia talentu narratorskiego danego pisarza. Ta literacka forma, mimo niewielkich rozmiarów, skromnie rozwiniętej, bądź ledwie cząstkowo zarysowanej akcji, czy niezbyt licznego grona bohaterów, wymaga od twórcy sporych umiejętności (nie użyję wyrażenia wprawy, bowiem zawiera ono pejoratywne konotacje poprzez nadanie dziełom statusu wyrobów zręcznego rzemieślnika, którymi przecież nie są płody prawdziwych mistrzów pióra). Oto bowiem w karbach kilku tysięcy słów ująć trzeba istotę rzeczy, która okazałaby się na tyle interesująca dla czytelnika, by ten, w przypadku, gdy ma on do czynienia z całym tomem opowiadań jednego autora, nie porzucił lektury już po pierwszym dziele. Jak zaprezentować fabułę, by z jednej strony czytelnik nie poczuł się zbyt zagubiony, z drugiej zaś, by całość nie przerodziła się mimowolnie w powieść? Odpowiedź na to pytanie zna z pewnością Haruki Murakami.

Haruki Murakami to japoński literat, urodzony w 1949 roku w Kioto. Na okładkach polskich wydań jego książek możemy przeczytać, że jest to najwybitniejszy oraz najbardziej znany na świecie pisarz japoński – w moim odczuciu owe twierdzenie jest zbyt śmiałe i zdecydowanie na wyrost. Nie mniej jednak artyście z Kraju Kwitnącej Wiśni nie można odmówić specyficznego pióra, z którym obcowanie może sprawiać niemałą przyjemność. Z tego powodu niezrażony nie do końca udaną powieścią Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, zdecydowałem się sięgnąć po kolejną pozycję tego autora. Tym razem mój wybór padł na zbiór opowiadań zatytułowany Zniknięcie słonia. Już na wstępie muszę przyznać, że całość okazała się wielce smakowitym kąskiem, który przełknąłem bardzo szybko. Lektura była na tyle przyjemna, że z żalem przewracałem kolejne strony, będąc świadom nieuchronnie zbliżającego się końca.

Zniknięcie słonia to zbiór 17 opowiadań autorstwa Harukiego Murakamiego, napisanych między 1983 a 1990 rokiem. Wszystkie teksty charakteryzują się sporym eklektyzmem, chociaż w wielu przypadkach zastosowano bardzo podobny schemat, w myśl którego skonstruowano literacką budowlę. Przepis na tą krótką formę prozatorską, przynajmniej z grubsza, opiera się na rzeźbieniu delikatnych, wręcz subtelnych rys na wrażliwej tkance normalności. Monotonna codzienność, rutyna kolejnych dni zostaje wzbogacona ledwie dostrzegalnym ornamentem, znamieniem niezwykłości, zauważalnym jedynie przez głównych bohaterów. Pracownicy działu reklamy w firmie produkującej urządzenia kuchenne, osobnicy zajmujący się reklamacjami towarów nabytych w lokalnym domu towarowym, studenci, persony z kancelarii adwokackiej, jednym słowem ludzie, których na co dzień mijamy na ulicy bez słowa, nawet nie obejrzawszy się za nimi, za sprawą niespożytej wyobraźni autora przeżywają niewiarygodne doświadczenia. Czynią to jednak w samotności oraz w sekrecie, bardzo niechętnie dzieląc się rewelacjami, jakie przypadają im w udziale. Bohaterowie to najczęściej członkowie na wskroś racjonalnego społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na zjawiska niezwykłe, odbiegające od normy, od książkowych wizji świata, od szarej i nudnej rzeczywistości.

Niechęć, czy niekiedy wręcz niemoc dzielenia się sekretami są pretekstem do ukazania ogromnej alienacji, jakiej doświadczają współcześni ludzie. Okazuje się, że mieszkańcy wielomilionowej metropolii, jaką z pewnością jest Tokio, gdzie rozgrywa się akcja większości opowiadań, mimo ciągłego obcowania z innymi członkami społeczeństwa, pozostają jednostkami głęboko odizolowanymi. Nawiązywane kontakty są powierzchowne oraz płytkie, a w przypadku głębszych relacji sprowadzają się jedynie do fizycznej przyjemności obcowania z drugim człowiekiem. Brakuje czasu oraz chęci do zadzierzgnięcia nici porozumienia na poziomie emocjonalnym czy psychicznym. Z tego względu spowiednikami trosk często okazują się przypadkowo napotkane osoby, których anonimowość oraz pewność co do braku możliwości ponownego spotkania wyzwalają przypływy szczerości. Pustce towarzyskiej towarzyszy także pustka duchowa. Bohaterowie trwają, przeżywając kolejne dni, ale czynią to biernie i apatycznie. Pogrążają się w marazmie, ale jałowość swojego bytu uzmysławiają sobie dopiero w zetknięciu z dziwnymi wydarzeniami, które im się przytrafiają.

Opowiadania Murakamiego czyta się z równą ciekawością, co przyjemnym zdumieniem. Japoński artysta tworzy świat na wskroś dualistyczny, w którym jawa zdaje się krzyżować ze snem. Na warsztat zostają wzięte tematy raczej przyziemne, takie jak głód, czy sen, które za sprawą kilku kropli realizmu magicznego zaczynają jawić się w zupełnie innych barwach, nabierając nowych znaczeń oraz kolejnych wymiarów. Bohaterowie na początku każdego z utworów prowadzą raczej przyziemną egzystencję, otulając się szczelnym pancerzem rutyny, która przybiera formę codziennych rytuałów – nie brakuje zatem amatorów muzyki, aktywności fizycznej, pływania, którzy niemal wszystkie czynności wykonują mechanicznie, z nabytym i głęboko wrytym w świadomość automatyzmem. Wydaje się, że dobór takich osobników jest celowy, bowiem w ich przypadku zerwanie z dotychczasową rzeczywistością, pęknięcia w monolicie codzienności są jeszcze lepiej widoczne, wywołując bardziej spektakularne efekty. Chaos przeżyć doskonale kontrastuje ze spokojnym nurtem, z którym dotychczas płynęło życie.

Co interesujące pośród bohaterów nie brakuje także pisarzy. Co ważne, cieszą się oni sporym zaufaniem, nawet ze strony tych ludzi, których znają przelotnie lub bardzo krótko. Wiele osób z chęcią zwierza się im z historii, które w ich mniemaniu są niecodzienne, a przy tym nierzadko intymne, bardzo szczere, a niekiedy wręcz kompromitujące – wszystkie łączy wspólny mianownik, są oryginalne oraz interesujące. Pisarz pełni często rolę terapeuty, który poprzez uprzejme, ale przede wszystkim uważne wysłuchanie ściąga pewnego rodzaju ciężar psychiczny z umysłu petenta. Jednocześnie funkcjonuje jako naczynie, do którego zlewane są wszelakiej maści opowieści. Historie fermentują – dojrzewają i przesączone przez literacki filtr ponownie trafiają do krwioobiegu rzeczywistości za sprawą opowiadań, których kanwę stanowią.

O sile poszczególnych utworów decydują pozory autentyczności, które są wynikiem pierwszoosobowej narracji. Zresztą intrygujące historie opowiadają zwykli, szarzy ludzie, dlaczego więc nie ufać im słowom? Bohaterowie to w wielu przypadkach wiecznie zaczytani samotnicy, melomanii, odpływający w krainę własnych fantazji przy dźwiękach muzyki klasycznej, lubiący swoje ciało i potrafiący o nie zadbać, o wyglądzie nieszczególnym, nie wyróżniającym się niczym, co mogłoby zasługiwać na głębszą uwagę. To ludzie nie tworzący zbyt mocnych więzów przyjaźni, lubiący pozostawać w cieniu, na marginesie najważniejszych zdarzeń, nie chwalący się zanadto swoją inteligencją, nie dzielący się zbytnio swoimi zainteresowaniami. Można pokusić się o stwierdzenie, że Murakami odbywa swego rodzaju polowanie na kameleony – tropi osobników zwykłych do szpiku kości, którzy w zaciszu starają się przeżyć własne życie, często bezbarwne i płaskie oraz pozbawione głębszej idei, w imię której można by ów byt prowadzić, po czym brutalnie wytrąca ich stabilność z równowagi za sprawą niuansu, który osiąga niebotyczne rozmiary. Czyżby autor starał się uchodzić za demiurga, który pragnie uświadomić owocom swojej pracy, jak daleko zabrnęli w meandry nijakości i strachu przed życiem pełną piersią? Stwórca świata przedstawionego wysyła przecież dręczące sygnały, które bezwstydnie obnażają pustkę dotychczasowej egzystencji, która w dodatku upływa pod znakiem pęt i łańcuchów, jakie bezrefleksyjnie dają sobie zarzucić bohaterowie. Role odgrywane w rodzinie, funkcje społeczne, etc. okazują się węzłami, które skutecznie krępują osobowość. Dopiero anomalie zachodzące w tym uporządkowanym życiu zaczynają pełnić rolę dziurki, przez którą zaczyna uchodzić uwolniona dusza bohatera.

Pierwsze opowiadanie pt. Ptak nakręcacz i wtorkowe kobiety prezentuje stopniowe acz niedostrzegalne rozwarstwianie się naszych planów życiowych i rzeczywistości. W interesujący sposób ukazuje także jak sprawy niedopowiedziane, nierozstrzygnięte kwestie z przeszłości niezauważalnie rzutują na nasze tu i teraz. Ponowny napad na piekarnię uzmysławia, że zamykając się w codzienności w pewnym momencie przestajemy mieć jakikolwiek wybór w podejmowaniu kluczowych decyzji, a człowiek żyjący tuż obok nas może okazać się zupełnie obcą osobą. Komunikat kangura to desperacki krzyk samotnej duszy, która poprzez wyłożenie teorii niekompletności pragnie pozyskać słuchacza, skłonnego do wysłuchania intymnych zwierzeń. Sen to wspomniana proza życia, które nieśpiesznie biegnie swoim torem, pochłaniając niedostrzegalnie kolejne dni, zabijając przy tym naszą osobowość, wtłaczaną w kolejne role. Opowiadanie to próba odpowiedzi jak zmieniłaby się ta szara codzienność, gdyby wytrącić ją ze stanu równowagi, np. poprzez wyeliminowanie z życia snu. Upadek cesarstwa rzymskiego, powstanie Indian w 1881 roku, napaść Hitlera na Polską oraz świat miotany wichrem to z jednej strony obojętność świata na wichry historii – potężne acz krótkotrwałe, a z drugiej specyficzny język, przypominający wręcz kod, którym posługuje się narrator, będący prawdopodobnie efektem niemożności nawiązania prawdziwych kontaktów z innymi ludźmi. Lederhosen udowadniają, że absolutnie wszystko może stać się materiałem literackim, choćby nieszczęśliwe skórzane szorty, za sprawą których dochodzi do małżeńskiego rozłamu – przy tym, aby na codzienne sprawy spojrzeć z odmiennej perspektywy, nieraz trzeba odbyć naprawdę długą podróż. Spalenie stodoły to trochę groteskowa spowiedź piromana, albo …? Zielony zwierz to wg mnie najbardziej makabryczna pozycja, prezentująca ludzki lęk przed nieznanym, pociągający za sobą zadziwiającą łatwość i okrucieństwo w krzywdzeniu i ranieniu tego co obce. Sprawa rodzinna to utwór o tyle ciekawy, że jego bohaterem wydaje się być stereotypowy Polak, czyli wieczny krytyk, dostrzegający same wady, wydający osądy niemal z miejsca, odrzucający osoby i przedmioty, do których czuje uprzedzenie. Nędzę swojej beztrosko prowadzonej egzystencji, przeplatanej sporą ilością alkoholu i przypadkowym seksem, zaczyna powoli dostrzegać dopiero w konfrontacji z narzeczonym swojej siostry, który różni się od niego niemal pod każdym względem. Okno to sprawy z przeszłości, które nas dręczą, wybory, które być może wcale nie były takie słuszne, jak się to wydawało przy ich podejmowaniu. To także wzięta pod lupę relacja uczeń-mistrz – interesujące, że nawet jeśli ludzie zostaną w nią wplątani nieco z przypadku i chociaż odrobinę sobie zaufają, to bardzo szybko przystosowują się do nowych ról (chociaż powód napisania tego opowiadania jest zupełnie inny). TV People to ponownie groza niekończącej się rutyny, którą zaczynają zakłócać dziwni osobnicy roznoszący telewizory, na których uwagę zwraca jedynie główny bohater. Slow boat to China prezentuje jak zwodnicza i zawodna jest nasza pamięć, która pracuje w sobie tylko znany sposób. Pod pewnym względem to również krótka i treściwa lekcja na temat tolerancji i szacunku wobec innych. Tańczący karzeł to chyba najbardziej fantasmagoryczne opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w fabryce słoni, a jednemu z jej bohaterów grozi utrata własnej osobowości. Ostatni trawnik popołudnia to znakomite połączenie sielanki letniego dnia z cieniem tragedii, której prawdopodobnie doświadczyła klientka głównego bohatera. Oczywiście nic nie jest pewne, niemal wszystko pozostaje w sferze domysłów i nierealności. Zniknięcie słonia to pragnienie jednorodności naszego życia, w której nie ma miejsca na rzeczy niezwykłe. Milczenie to wspomnienia wydobyte po latach z całunu pamięci. Motyw odrzucenia jednostki, wykluczenia jej poza margines klasowej społeczności jak żywo kojarzy się z najnowszą powieści Murakamiego Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. W opowiadaniu bohater również zostaje otoczony ścianą milczenia, będącego karą za zbrodnię, której nie popełnił. Całość pozbawiona jest jednak pseudofilozoficznej otoczki i wg mnie jest o wiele lepsza niż powieść, która prawdopodobnie powstała na bazie tego opowiadania.

Reasumując, tym razem Haruki Murakami pozytywnie mnie zaskoczył. Autor świetnie sprawdza się w roli magika, który do szarej rzeczywistości dodaje szczyptę niezwykłości. Opowiadania charakteryzują się swoistym urokiem oraz mgiełką tajemnicy – za każdym razem kilka słów pozostaje niedopowiedzianych, pozwalając czytelnikowi na szerszą oraz własną interpretację. Teksty sprawiają wrażenie na wpół surowej bryły, którą wprawne ręce poczynają formować w niezwykłą figurę. Tyle, że praca zostaje przerwana, niedokończona, a przez to ostateczny kształt pozostaje nieznany, ale dzięki temu sami możemy nadać mu finalne rysy.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:

Wyzwanie czytelnicze Czytam Murakamiego

 
1 , 2 , 3
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita