Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: wydawnictwo sonia draga

czwartek, 26 lipca 2012

Uznany za fundamentalistę

  Tytuł: Uznany za fundamentalistę

  Autor: Mohsin Hamid

  Wydawnictwo: Sonia Draga

  Liczba stron: 192

  Cena: 29,90 zł





 

 

 

 

 

Literatura jest niczym Wszechświat – czasami wręcz przeraża swoim ogromem i bezmiarem, ponadto ciągle się rozszerza. Niezwykła jest mnogość książkowych bytów, które w tym Wszechświecie występują. Wiadomym jest również, że część gwiazd będzie promieniować oślepiających wręcz blaskiem, część natomiast, przynajmniej z naszej perspektywy, wydawać się będzie jedynie malutkim punkcikiem w całym oceanie czerni.

Powieść Uznany za fundamentalistę, autorstwa Mohsina Hamida, finalista nagrody Man Booker Prize 2007, w moim odczuciu jest lekturą ciekawą i z pewnością zajmującą, jednak żadną miarą nie można określić jej mianem arcydzieła, jej światło jest przyjemne, nie poraża jednak wielkością. Książka napisana jest w formie monologu, który snuje Pakistańczyk Changez. Jego słuchaczem jest obywatel Stanów Zjednoczonych, który gości w pakistańskim mieście Lahore. Podczas wizyty w kawiarni, przysiada się do niego Changez i rozpoczyna luźną konwersację, która przeradza się niejako opowieść o całym dotychczasowym życiu. Dowiadujemy się, że Changez jest, kolokwialnie rzecz ujmując, produktem amerykańskiego systemu szkolenia – absolwent szacownej, nieco wręcz nobliwej uczelni w Princeton, który tuż po jej ukończeniu z wyróżnieniem otrzymuje propozycję pracy w renomowanej firmie, zajmującej się wyceną przedsiębiorstw. Początek tej historii przekonuje nas, że mamy do czynienia z człowiekiem, w przypadku którego spełnił się klasyczny sen emigranta. Changez w wieku 18 lat opuścił łono swojej ojczyzny, by na drugiej półkuli zbierać edukacyjne szlify. Wywodzi się on ze zubożałej, pakistańskiej rodziny, której wielu członków ciągle karmi się dawną świetnością rodu. W nowym otoczeniu, co zrozumiałe, jest dosyć ciężko – ogrom obcych ludzi, nowe obyczaje, ale co chyba najgorsze, rówieśnicy w większości okazują się zwykłymi snobami, rozpieszczonymi pociechami zamożnych rodziców, które możliwość nauki na jednej z najlepszych uczelni w kraju traktują jako rzecz, która należy im się w sposób naturalny, nie jako przywilej. Changezowi nie brakuje jednak ambicji, by nie odstawać zbytnio od reszty towarzystwa, łapie pracę dorywczą, która ma za zadanie podreperować jego skromny budżet. Determinacja oraz upór w dążeniu do celu robią swoje – młody Pakistańczyk kończy szkołę z wyróżnieniem, na rozmowie kwalifikacyjnej do firmy Underwood Samson & Company udaje mu się przekonać do siebie osobę szefa, w rezultacie otrzymać angaż na okres próbny. Świat staje przed Changezem otworem. Na horyzoncie pojawia się również atrakcyjna, młoda kobieta, z którą udaje mu się zawrzeć przyjaźń. To właśnie ona, po przeprowadzce Changeza do nowego miejsca pracy, które mieści się w kosmopolitycznym Nowym Jorku, pomaga chłopakowi urządzić się w tym ogromnym i rozbudzającym wyobraźnię mieście.

Bazar Anarkali w Lahore

Z czasem jednak na monolicie szczęścia zaczynają pojawiać się rysy, chociaż na pozór nie wskazuje na zbliżającą się katastrofę – Changez otrzymuje umowę na pełny etat, spośród szóstki kandydatów okazuje się najlepszym analitykiem. Jednak jego relacje z kobietą, do której zapałał niegasnącym uczuciem okazują się bardzo skomplikowane – Erica w dalszym ciągu kocha swojego chłopaka Chrisa, który rok wcześniej zmarł na raka. Bardzo lubi Changeza, szanuje go i z chęcią przebywa w jego towarzystwie, nie jest jednak w stanie otworzyć w pełni dla niego swojego serca. Z dalszej relacji dowiadujemy się, w jak niezwykłym trójkącie miłosnym przyszło żyć narratorowi, jak nierówną walką prowadził z nieżyjącym przecież rywalem. W dodatku dochodzi do wydarzenia, które w pamięci Amerykanów uważane jest za jedno z najtragiczniejszych w dziejach tego całkiem młodego narodu – ofiarę ataków terrorystycznych padają bliźniacze wieże WTC. W tym momencie dochodzimy do sedna całej książki, bo uczciwie trzeba przyznać, że wątek miłosny oraz prywatne życie Changeza są w całości podporządkowane właśnie problemowi egzystencji obcych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej po 11 września.

Początkowo Amerykanie po tak zuchwałej zbrodni popadają w szok i konsternację, z których jednak szybko się otrząsają. Wszyscy, z pewnością pamiętają dumne i harde oblicza obywateli USA, którzy samą zaciętością odmalowaną na twarzy zdawali się mówić, że gniew Ameryki będzie wielki a ręka sprawiedliwości dosięgnie każdego terrorystę. Mohsin Hamid pokazuje nam również drugie oblicze tej postawy – ofiarą padają przedstawiciele mniejszości narodowych, w szczególności wyznawcy Allacha. Na własnej skórze odczuwa to bohater książki, Changez, które staje się ofiarą niewybrednych komentarzy, zaczepek oraz ciskanych pod jego adresem wyzwisk. Każdy lot samolotem zamienia się w Golgotę, kiedy Changezowi przychodzi przejść przez bramkę kontroli lotów. Jego rysy, ciemna skóra upodabniają go oczywiście do Araba (w społeczeństwie Amerykańskim zaczyna dominować stereotyp, że wszyscy wyznawcy islamu to w większości niebezpieczni fundamentaliści – Arabowie/Talibowie z turbanami na głowach i żądzą krwi niewiernych w oczach) – praktycznie żaden Amerykanin nie zdaje sobie sprawy, że Changez jest Pendżabczykiem, obywatelem Pakistanu, czyli kraju, który pozostaje w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, udostępniając im m. in. lotniska, z których amerykańskie bombowce prowadzą bombardowania afgańskich miast i wiosek. Mohsin Hamid znakomicie przedstawia ignorancję Amerykanów, którą z pewnością możemy rozciągnąć również na kraje Zachodu – jej efektem jest ksenofobiczny lęk, nieufność, podejrzliwość wobec każdego człowieka o smagłej cerze. Changez mimo doznawanych nieprzyjemności nie bierze pod uwagę opcji, by opuścić Nowy Jork, co zresztą jest dość zrozumiałe – wiązałoby się do z rezygnacją ze znakomitej pracy, przynoszącej sowite dochody, pozwalająca prowadzić życie na dość wysokiej stopie. Changez prowadzi zatem egzystencję dualistyczną – z jednej strony jest członkiem amerykańskiego społeczeństwa, a poprzez swoją rzetelną pracę na rzecz Underwood Samson & Company przyczynia się do wzrostu potęgi gospodarczej USA. Co dzień śledzi jednak światowe wydarzenia i jest świadkiem eskalacji napięcia pomiędzy Pakistanem a Indiami – konfliktem, który mógłby zostać uciszony bardzo szybko – wystarczyłoby, aby Stany Zjednoczone wyraźnie podkreśliły, że Pakistan to ich ważny sojusznik, a z pewnością Hindusi pokornie opuściliby szabelkę. Nic takiego nie ma jednak miejsca, przez co oba kraje znajdują się na krawędzi wojny, który może przerodzić się nawet konflikt atomowy. Oczy na całą sytuację otwiera mu dopiero poznany w trakcie podróży do Chile wydawca książek Juan Baptista, który opowiada Changezowi o janczarach – chrześcijańskich dzieciach, porywanych przez Turków w trakcie potyczek, następnie szkolonych na muzułmańskich żołnierzy, odznaczających się żarliwością oraz niezwykłą lojalnością, nie zdając sobie do końca sprawy, że przyczyniają się do destrukcji własnej cywilizacji.

Mohsinowi Hamidowi udało napisać się naprawdę ciekawą powieść. Pierwszoosobowa narracja nadaje autentyzmu całej lekturze, która z pewnością jest bardzo interesującym spojrzeniem na wydarzenia z 11 września oraz ich konsekwencje. Dzięki Hamidowi znajdujemy się niejako po drugiej stronie konfliktu. Pisarz znakomicie ujawnił represje, które spotkały przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących USA – poczucie izolacji, odrzucenia, nieufności, niekiedy wręcz wrogości – oto odczucia towarzyszące m.in. Changezowi. Hamid znakomicie uwypuklił także fakt, że pod płaszczykiem walki z terroryzmem Stany Zjednoczone roszczą sobie prawa do interwencji praktycznie w każdej części globu. Okazuje się, że za sprawą grupy fanatyków niepodległy i suwerenny kraj, na terenie którego funkcjonują, może paść ofiarą pokojowej akcji zbrojnej w wykonaniu żołnierzy Wielkiego Brata. Oczywiście straty wśród cywili są bolesną koniecznością, wliczoną w koszta takowych operacji. Moim skromnym zdaniem książka celnie punktuje zachowania Amerykanów, którzy bardzo często poprzez swoje zadufanie, poczucie wyższości, nieskrywaną pogardę dla innych, sami zrażają do siebie pozostałe nacje, niepotrzebnie przysparzając sobie dodatkowych wrogów. To z pewnością ciekawy głos w dyskusji na temat narodowego terroryzmu. To lekcja, którą należy odrobić – wydaje się, że Dżhihad, czyli Święta Wojna, to również dzieło Amerykanów.

niedziela, 10 czerwca 2012

Okładka książki Tanatonauci

  Tytuł: Tanatonauci

  Autor: Bernard Werber

  Wydawnictwo: Sonia Draga

  Liczba stron:  592

  Cena: 32,00 zł



 

 

 

 

 

 

 

Tanatonauci to powieść francuskiego pisarza science-fiction, Berbarda Werbera. Milionom czytelników na świecie, w tym również mnie, postać ta znana jako autor kultowej już trylogii Mrówki, w której zabiera nas w niezwykłą i całkiem pouczającą podróż po fascynującym i skomplikowanym świecie mrówek. Wiążąc dobre wspomnienia z pierwszym tomem trylogii, Imperium mrówek, skusiłem się na inną pozycję Werbera, Tanatonautów właśnie. W całym procederze niebagatelną kwestię odegrała promocyjna cena książki, wynosząca zaledwie 5 złotych polskich.

Tanatonauta, jak dowiadujemy się już z pierwszych stron powieści to badacz śmierci (z greckiego: thanatos, śmierć i nautes, żeglarz). Wyrażenie to zostało ukute przez jednego z pionierów tanatonautyki, Raoula Razorbaka.

Zaczynając jednak wszystko tak jak należy, tj. od początku, trzeba wyjaśnić, że w momencie rozpoczęcia akcji znajdujemy się w latach ’60 XXI wieku. Świat na pierwszy rzut oka nie różni się zbytnio od tego, w którym przyszło nam obecnie egzystować. Ludzie w dalszym ciągu umierają, politycy sprzedają swoje kłamstwa, by posiąść władzę, a media usilnie próbują wcisnąć to wszystko w kolorowym opakowaniu, gęsto ociekającym blichtrem oraz krwią. W takich to czasach przyszło żyć głównemu bohaterowi Michealowi Pinsonowi, który od najmłodszych lat koleguje się z nieco starszym Raoulem Razorbakiem. Raoul uchodzi za dziwaka, bowiem posiada dość nietypowe hobby, interesuje się on śmiercią. Jest to niejako spadek po ojcu, wybitnym filozofie, który również zajmował się tą materią. Francis Razorbak pisał rozprawę Śmierć, ta nieznajoma, której jednak nigdy nie zdołał ukończyć – przeszkodziło mu w tym samobójstwo poprzez powieszenie się na spłuczce od ubikacji. Syn Raoul głęboko wierzy, że ojciec odkrył coś naprawdę ważnego i wielkiego na temat jednej z największych tajemnic ludzkości, dlatego już od dzieciństwa zagłębia się we wszelakie możliwe mitologie, które traktują na temat krainy umarłych. Karierę naukową również wiąże z pasją ojca, zostaje biotechnologiem, który prowadzi badania nad zimową półśmiercią - hibernacją świstaków.

Bezpośrednim impulsem do narodzin tanatonautyki staje się zamach na prezydenta Republiki Francuskiej, Lucindera, który na własnej skórze doświadcza NDE (near-death experience), czyli przeżywa własną śmierć. Wiedziony ciekawością, co też naprawdę mu się przydarzyło, postanawia powołać specjalny zespół, który zająłby się badaniami nad NDE. Naturalnym kandydatem na kierownika całego przedsięwzięcia jest oczywiście Raoul Razorbak. Zespół uzupełniają piekielnie piękna, blond włosa pielęgniarka Amandine Ballus oraz lekarz anestezjolog, czyli specjalista w dziedzinie wszelakich znieczuleń oraz wybudzeń pacjentów, dawny i zaufany przyjaciel Raoula, Micheal Pinson.

Po krótkim zapoznaniu nas z głównymi bohaterami, przyszłymi pionierami tanatonautyki, Werber przechodzi do opisu trudnych jakże narodzin tej nowej gałęzi nauki. W sposób bardzo plastyczny i przekonujący odmalował on ofiarę, jaką należy złożyć na ołtarzu nauki, by wyszarpnąć śmierci chociaż część z jej tajemnic. Oczywiście należy tutaj pochwalić autora za przygotowanie merytoryczne. Werber zadał sobie na tyle trudu, by uraczyć nas dokładnymi proporcjami oraz składem substancji używanych do wprowadzania tanatonautów w stan śpiączki, czyli do wysyłania ich na kontynent śmierci.

Werber niewątpliwie posiada ogromną fantazję, dzięki której potrafi tworzyć naprawdę zajmujące i niebanalne historie. Lektura Tanatonautów dostarcza nam tak sensacyjnych informacji, jak na przykład dokładna lokalizacja miejsca, gdzie udajemy się po zgonie. Pomysł umiejscowienia świata umarłych jest naprawdę fantastyczny i być może również trafny. Rewelacjom przewijającym się w książce trudno jest odmówić sporej dozy realizmu, stąd mniemam, że intuicja oraz niezwykła wyobraźnia musiały zostać podparte bardzo solidnym przygotowaniem merytorycznym. Świadczą o tym zresztą dość obszerne fragmenty najróżniejszych mitologii, które regularnie ukazują się w powieści. Warto w tym momencie wspomnieć, że sama konstrukcja książki jest również godna uwagi. W głównej mierze składa się ona z pamiętnika Micheala Pinsona. Uzupełniają ją wspomniane teksty pochodzące ze światowych mitologii, wycinki prasowe, notatki policyjne oraz służbowe, reklamy Agencji Promocji Życia, a także wybrane hasła z podręcznika do historii. Całość tworzy ciekawą i barwną mozaikę. Taki kształt powieści jest skrzętnie wykorzystywany do budowania napięcia. Gdy sięga ono zenitu, niejako dla ochłody autor raczy nas fragmentem rozprawy Francisa Razorbaka.

Wydaje się, że Tanatonauci udowadniają, że ciekawym doświadczeniem może być połączenie mitologii oraz nauki. Wierzenia różnych ludów podpięte do specjalistycznej aparatury mogą w efekcie zrodzić interesującą powieść. Werber bez skrępowania łączy poszczególne mity w sposób barwny opisując krainę śmierci – mamy tutaj siedem terytoriów, przez które przechodzi ludzka dusza, tak jak siedem niebios, są aniołowie oraz archaniołowie z ich swoistą hierarchią, a także sąd, który odbywa się nad duszą, a niektóre sceny, jak np. opis drugiego terytorium przywodzi na myśl pióro Dantego.

Książka nie jest niestety idealna. Jej główną wadą jest przede wszystkim objętość. Osobiście nie mam nic do obszernych pozycji, ba, wręcz przeciwnie, jeśli powieść jest naprawdę wyborna, to mogę się po prostu dłużej rozkoszować lekturą. Jednak w przypadku Tanatonautów fabuła jest najzwyczajniej w świecie przegadana. Mniej więcej w połowie, tj. po 300 stronach książka staje się nużąca. Męczą pojawiające się na przemian opisy euforii i peanów na cześć nowo powstałej nauki oraz wybuchy nienawiści i nieufności. Autor zbyt często przechodzi od skrajności w skrajność.

Do tego pewne kwestie są po prostu strywializowane. W momencie dotarcia do siódmego terytorium, po rozmowie ze Świętym Piotrem-Hermesem-etc., okazuje się, że dusza wyrywa się z zaklętego cyklu kolejnych reinkarnacji i staje się czystym duchem jedynie wtedy, gdy na swoim koncie zgromadzi 600 (dokładnie 600, nie mniej, nie więcej) punktów karmy. Równie płytka wydaje mi się próba opisu jak na ludzkość wpłynie takowa informacja. Na ziemi zaczyna roić się od mięczaków i larw, ciągle strachliwych o swoją karmę, wobec czego jedna z byłych tanatonautek zakłada sektę, której celem jest szerzenie zła i występku na świecie, w celu przywrócenia mu naturalnej równowagi. Skóry, długie włosy, heavy metal, motory oraz metalowe pałki, słowem Sex, drugs and Rock'N'Roll.

Reasumując, Tanatonautów z pewnością można uznać za pozycję nietuzinkową. Werber zmierzył się ze zjawiskiem, który od zarania dziejów frapuje ludzkie myśli. Odnoszę wrażenie się, że z tego pojedynku francuski pisarz wyszedł jednak zwycięsko – mimo pewnych nieścisłości, udało mu się w sposób oryginalny i świeży spojrzeć na problem śmierci. Pozwolił swoim bohaterom na odsłonięcie wielu z jej sekretów, nie przeciągnął jednak struny, dzięki czemu pozostawił sobie furtkę do opisu kolejnych niecodziennych historii oraz nie naraził się na śmieszność. W głowie jednak kołacze mi się uparcie myśl, że błyskotliwy pomysł mógł zostać lepiej oraz staranniej zrealizowany. 

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita