Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: Wydawnictwo MUZA S A

niedziela, 14 kwietnia 2013

Okładka książki Blady ogień

  Tytuł: Blady ogień

  Autor: Vladimir Nabokov

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 357

  Cena: 34,99 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Władimir Nabokow, autor znanej powszechnie Lolity, czy nie mniej cenionego Zaproszenia na egzekucję, to pisarz, należący do grona szczęśliwców, których twórczość została doceniona jeszcze za życia. Jego geniusz literacki mieścił się w granicach artystycznego zmysłu współczesnej mu populacji, stąd uznanie i pochwały, płynące pod adresem jego płodów. Oczywiście ten fakt nie dziwi, zważywszy na dzieła, jakie wydał na świat Nabokow. Pośród nich znalazło się m.in. tłumaczenie na język angielski Eugeniusza Oniegina Puszkina, do którego Nabokow dołączył pokaźnych rozmiarów, czterotomową książeczkę z notami oraz komentarzami do poszczególnych wersów. Niejakim nawiązaniem do monumentalnej pracy nad Eugeniuszem Onieginem jest powieść Blady ogień.

Blady ogień to dzieło niezwykłe oraz wyjątkowe. To cudowna kompozycja fikcji, przeplatana motywami nawiązującymi do życia oraz twórczości Nabokowa. Powieść tworzą poemat amerykańskiego poety Johna Shade’a, składający się z 999 wersów, napisany rymowanymi dystychami, podzielony na cztery pieśni oraz obszerny komentarz do tegoż poematu, będący w ogromnej mierze przypisami do wybranych wersów, autorstwa doktora Charles’a Kinbote’a.

Czytając jednak przedmowę Kinbote’a, bystry czytelnik szybko dostrzeże pewien dysonans. W tekście, który przynajmniej początkowo przyjmuje ścisły i naukowy charakter, tj. dokładnie taki, jakiego oczekuje się od literaturoznawcy, zaczynają pojawiać się zgrzyty oraz trzeszczenia. Szokują wtrącenia typu Naprzeciw mojej siedziby znajduje się okropnie hałaśliwe wesołe miasteczko, czy (...) i niech szlag trafi tę muzykę, zupełnie nie związane z przedmiotem literackich badań. Znajdując takie zdania w środku naukowego materiału, mamy prawo być odrobinę skonfundowani. A dalej wcale nie jest lepiej! W miarę posuwania się naprzód, Przedmowa zaczyna przyjmować charakter pamiętnika Kinbote’a, w którym zwierza się on nawet ze swoich nieudanych, homoseksualnych zalotów. Chaotyczna składnia sprawia, że nietrudno wyrobić sobie opinię, że Kinbote, to rasowy wariat, a ostatnia sentencja Przedmowy, w której stwierdza on, że bez moich przypisów poemat Johna Shade’a nie odzwierciedla żadnej ludzkiej rzeczywistości, ponieważ (...) rzeczywistość ta nie ma innego fundamentu prócz rzeczywistości autora, jego otoczenia, przywiązań i tym podobnych, ukazać zaś mogą ją tylko moje przypisy. Mój drogi poeta pewnie by się nie podpisał pod powyższym stwierdzeniem, ale ostatnie słowo tak czy owak należy do komentatora jest poważnym ostrzeżeniem na temat autonomii dzieła Johna Shade’a, a już na pewno sygnalizuje, że wykładnia, jaką zaproponuje nam Kinbote daleko odbiega od pierwotnych zamierzeń poety.

Sam poemat Johna Shade’a jest po prostu przepiękny. Ma on charakter autobiograficzny, poeta spowiada się czytelnikowi praktycznie z całego swojego żywota. Dowiadujemy się z niego m.in, o udanej, samobójczej próbie córki oraz, że przedmiotem zainteresowań Shade’a była śmierć oraz zagadnienie życia po życiu. Przeżywszy poważną zapaść, Shade był przeświadczony, że przez chwilę znajdował się po drugiej stronie. Po intensywnych poszukiwaniach, będących błądzeniem we własnej duszy, Shade doszedł do wniosku, że ten drugi świat musi istnieć, a świadczy o tym delikatna sieć sensu, którą tworzy artysta, bowiem:

Jeśli mój mały wszechświat ma rytm do tej pory

Równy, to i puls boskich galaktyk nie zamęt

Ma u swych podstaw, ale jambiczny pentametr.

Poeta był tak pewny swojego odkrycia o życiu po śmierci jak tego, że obudzi się kolejnego dnia o szóstej rano. Okrutny los zakpił jednak niemiłosiernie ze słów artysty, bowiem John Shade zginął przypadkowo z rąk mordercy wieczorem (wg Kinbote’a, on sam był celem zabójcy), nie dożywszy kolejnego poranka. Czyż humor Nabokowa nie jest makabryczny?

Po kilkudziesięciu stronach Bladego ognia przychodzi kolej na Komentarz Charlesa Kinbote’a, którego objętość kilkukrotnie przewyższa objętość poematu. Pierwsze zdania zacierają niemiłe wrażenie, które pozostało w czytelniku po lekturze Przedmowy. Wariat w duszy Kinbote’a został na pozór poskromiony, i zdaje się, że znów mamy do czynienia z poważnym literaturoznawcą. Ale po kilku stronach zaczynają się nieśmiałe próby, będące czymś na wzór sondy, szukające odpowiedzi na pytanie, na ile autor komentarza może sobie pozwolić wodzić czytelnika za nos. Dalej Kinbote poczyna sobie coraz śmielej. Pojawiają się dygresje niemające niemal zupełnie nic wspólnego z Bladym ogniem Shade’a. Wkrótce analiza literacka, przedzierzga się w opowieść o królu-banicie, ostatnim władcy królestwa Zemblii. Losy zbiegłego króla stają się wątkiem dominującym, a Kinbote stara się przekonać czytelnika, że poemat Shade’a powstał właśnie na kanwie przygód zbiegłego króla Zemblii, którymi to historiami Kinbote faszerował Shade’a w czasie licznych spotkań.

Jak widać, utwór, który zaserwował nam Nabokow jest po prostu unikatowy i jedyny w swoim rodzaju. Chociaż sam pisarz się przed tym wzbraniał, w książce zdają się pobrzmiewać echa jaskini Platona – czytelnik na podstawie cienia dzieła Shade’a musi zorientować się, jakie jest jego oryginalne przesłanie. Nabokow znany był z zamiłowania do szachów oraz szarad, nie dziwi więc, że nazwisko Shade w języku angielskim, w którym powstał utwór, znaczy cień. Zatem John Shade, zgodnie ze swoim nazwiskiem we własnym poemacie zaczyna przyjmować rolę cienia. Ponieważ martwy, nie może w żaden sposób bronić swojego dzieła przed działaniami zuchwałego komentatora – pozostaje ukryty, ale niejako wciąż żywy, pomiędzy strofami swojego monumentalnego wiersza. Obecność jego jest jednak o tyle problematyczna, iż nie jesteśmy w stanie ustalić, w jakim stopniu Kinbote ingerował w oryginalny tekst i jak daleko posunął się w tej ingerencji ów osobnik, zdradzający przecież tendencję do konfabulacji. Bo skoro bajdurzy, taką przynajmniej ścieżką nakazuje podążać logika, to, dlaczego nie miałby zmieniać, mieszać, wycinać, czy też ukrywać? Nasze podejrzenia potwierdza zresztą sam Kinbote, który w jednym z omawianych fragmentów wyznaje ze skruchą, że dopuścił się drobnej korekty bezczeszcząc dzieło Shade’a. Dzieło, które nie jest zastygła masą – na pracy artysty ciągle możliwe są różnorakie operacje, mające na celu uformowanie je tak, by w mniejszym lub większym stopniu odpowiadało ono poświęconym mu przypisom. Być może właśnie krocząc tą dróżką należy tłumaczyć tytuł książki – objaśnienia Kinbote’a do poematu są tylko ułudą i mirażem, bladym odbiciem żarzącego się płomienia. Kinbote jest niczym księżyc, kradnący słońcu jego blask, świecąc dzięki temu bladym ogniem.

Wydanie polskie jest również o tyle wartościowe, że zostało wzbogacone o posłowie autorstwa Leszka Engelkinga, który uważany jest za jednego z czołowych znawców twórczości Władimira Nabokowa. Dzięki profesorowi Engelkingowi poznamy okoliczności powstania utworu, przekonamy się do jak wielu motywów się on odwołuje (ciekawy jest choćby fakt, że ojciec Nabokowa, Władimir Dmitriewicz Nabokow, podobnie jak Shade, zginął od kuli, który była przeznaczona dla kogoś innego). Engelking ukaże również czytelnikowi, jakie poruszenie wywołał w literackim świecie Blady ogień, do którego ilość opracowań śmiało może konkurować choćby z Ulissesem Joyce’a. Zabawne są również przedstawione zmagania znawców literatury, prezentujących klucze, wg których należy odczytywać utwór – Kinbote, ukazywany jest najczęściej jako szaleniec (prawdopodobnie ze Skandynawii), który otaczającą go rzeczywistość przekształca w motyw zemblański. Pojawiają się również bardzo ciekawe głosy, mówiące o tym, że rzeczywistym autorem, zarówno poematu jak i całej analizy jest John Shade, który jedynie wymyślił swój zgon. Oczywiście nie obyło się od sporów, wysnuwania dowodów na poparcie swoich hipotez, etc. Wydaje mi się, jeśli przyjąć tezę Shade’a o życiu po śmierci, że Nabokow musi wręcz pokładać się ze śmiechu, obserwując zmagania literaturoznawców z całego świata, próbujących zgłębić wszystkie sekrety jego prozy. Książka Blady ogień jest wg mnie niezwykle udanym żartem i kpiną amerykańskiego pisarza o rosyjskich korzeniach. Wystarczy popatrzeć na polskie wydanie: mamy tutaj poemat (autentyczny, bardzo piękny zresztą), autora Johna Shade’a (fikcyjnego, bowiem takowy poeta nie istniał), komentarz i przedmowę (obie autentyczne, choć mocno zwariowane), kolejnego autora Kinbote’a (fikcyjnego), do tego posłowie (autentyczne i bardzo wartościowe) oraz ostatniego już autora prof. Engelkinga (postać autentyczną, egzystującą w naszej rzeczywistości) – patrząc na ten cały misz-masz, uwzględniając kłótnie, co do tożsamości autora poematu i komentarza (dziwne, że w całej dyskusji nikt nie zauważył, że autorem jest Nabokow), trudno jest nie spojrzeć na wygłupy badaczy z nutką ironii. Czytając nawet poważnego profesora Engelkinga, mimowolnie zaczynają pojawiać się skojarzenia z Kinbote’m.

Reasumując, lektura Bladego ognia Władimira Nabokowa to piękna przygoda po jednym z wielu literackich światów. Pisarz zaskakuje wyobraźnią oraz pomysłowością, tworząc dzieło niesamowicie oryginalne i mocno zagmatwane, jakby chcąc potwierdzić własne słowa, że coś takiego jak powieść w ogóle nie istnieje. Kontakt z książką zapewnia zarówno doznania estetyczne (uroczy poemat Shade’a) jak i masę śmiechu i dobrej zabawy (przypisy Kinbote’a). Intrygujące jest także posłowie Engelkinga, które w dziele Nabokowa pozwala odnaleźć nawet nutkę spirytyzmu oraz echa zaświatowości. Uważam, że powieść w pełni zasługuje na uznanie, jakim cieszy się na całym świecie.

P.S.

Mój Blady ogień udało nabyć mi się w Empiku w ramach akcji 1+1, czyli dwóch książek w cenie jednej (tej droższej).

niedziela, 10 marca 2013

Okładka książki Niespodziewane stronice

  Tytuł: Niespodziewane stronice

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 286

  Cena: 29,99 zł

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

 

W roku 2006 świat obiegła niezwykła wiadomość. Oto Aurora Bernardez, wdowa po jednym z najwybitniejszych pisarzy iberoamerykańskich, Julio Cortázarze, tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia, w swoim domu w Paryżu, z zapomnianej od dawna komody, wygrzebała teksty swojego zmarłego męża, z których wiele świat do tej pory nie widział, ani tym bardziej nie czytał. Pani Bernardez razem z Carlosem Alvarezem Garrigą, argentyńskim doktorem filologii posortowali zebrane teksty, dokonali selekcji oraz drobnych korekt, przygotowując je tym samym do druku. W ten właśnie sposób powstał zbiór opowiadań Niespodziewane stronice, który po 6 latach zawita nareszcie na polskim rynku czytelniczym, oczywiście za sprawą wydawnictwa Muza, które publikowało już wcześniej książki Cortázara.

Niestety nie wszystkie znalezione utwory wypłynęły na czytelnicze wody, bowiem jak tłumaczyła wdowa po pisarzu, nie trzeba koniecznie teraz publikować fragmentów, które zachowały się w zeszytach lub na luźnych kartkach, ze względu na ich nierówną wartość. W efekcie pominięto część z młodzieńczych rozważań Wielkiego Kronopio.

Nie powinno to jednak w znaczący sposób zubożyć lektury, bowiem w proponowanym zbiorze, czytelnik odnajdzie całkiem liczne grono tekstów Cortázara, w dodatku są to dzieła tworzone na przestrzeni niemal całej literackiej kariery: począwszy od 1938, a na 1984 skończywszy (Cortázar żył w latach 1914 - 1984). Stwarza to zatem niepowtarzalną okazję do swoistego studiowana dojrzewania i rozwoju prozy oraz warsztatu pisarskiego argentyńskiego artysty.

Książka będzie mieć premierę 13 marca 2013 roku i w tym dniu pojawi się w polskich księgarniach. Sugerowana cena detaliczna to 29,99 zł, ale już dzisiaj na stronie internetowej wydawnictwa Matras można zamówić tę pozycję tańszą o 20%, czyli za 23,99 zł.

Julio Cortázar uważany jest za mistrza małych form, choć jego najsłynniejszym dziełem jest Gra w klasy, książka, w której autor zrywa z tradycyjną, linearną formą budowana fabuły. Pisarski kunszt Argentyńczyka możemy podziwiać także w Książce dla Manuela oraz Wielkich wygranych, które to lektury należą do moich ulubionych powieści. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak cierpliwie czekać do 13 marca. Jeśli jesteście zainteresowani, to polecam skorzystać z promocji Matrasu – uważam, że warto.

poniedziałek, 03 września 2012

Książka dla Manuela

  Tytuł: Książka dla Manuela

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 448

  Cena: 39,90 zł



 

 

 

 

 

 

 

Na okładkach książek Julio Cortázara, których kolejna już edycja ukazała się nakładem wydawnictwa Muza S.A., możemy przeczytać, że argentyński pisarz to Wielki Kronopio, patrzący na świat zdziwionymi oczami dziecka, erudyta, meloman, wybitny intelektualista i Obywatel, a zarazem jeden z twórców realizmu magicznego. Śmiało rzec można, że żaden z tych pochwalnych peanów nie jest przesadzony, a jeśli jesteśmy z tych, co to nie wierzą ludziom na słowo, to nic prostszego jak przekonać się o wielkości Cortázar osobiście, np. przez lekturę powieści Książka dla Manuela, o której to słów kilka chciałbym napisać.

Już sam tytuł rodzi pytanie, które w sposób nieskrępowany wypływa z odmętów naszych myśli: kim mianowicie jest/był ów Manuel i cóż takiego wielkiego uczynił, że zasłużył sobie na całą książkę i to w dodatku takiego giganta literatury, jakim niewątpliwie jest Cortázar?

Zanim rozwikłam tę nurtującą kwestię, pozwolę sobie wcześniej wspomnieć czasach, o które zahaczymy w trakcie wędrówki po tej ciekawej lekturze. Akcja powieści rozgrywa się w głównej mierze w latach 70’ XX wieku, a więc w okresie niepokojów, które targały wówczas kontynentem południowoamerykańskim: wzmożona aktywność organizacji lewicowych, liczne manifestacje robotnicze oraz studenckie, nierzadko tłumione siłą, operacja Kondor (prowadzona przez państwa Ameryki Łacińskiej, przy wymiernym wsparciu USA, której celem była eliminacja jednostek buntujących się przeciw rządzącej klasie politycznej, jej bilans to 50 tysięcy ofiar śmiertelnych, 30 tysięcy osób zaginionych oraz 400 tysięcy ludzi, którzy wtrąceni zostali do więzienia, gdzie często byli bici oraz torturowani), etc. Sama fabuła snuta jest w roku 1970, chociaż gęsto poprzecinana jest retrospekcjami, w Paryżu, gdzie mieszkają główni bohaterów, którzy w zdecydowanej większości pochodzą z krajów Ameryki Południowej. Co ciekawe, wśród tej mozaiki osobowości, natrafimy na polski akcent – aktorkę paryskich teatrów, pochodzącą z Krakowa Ludmiłę, zwaną pieszczotliwie Ludlud lub Poleczką. Za sprawą pióra Cortázara śledzimy losy grupy przyjaciół, emigrantów, którzy bezustannie negują zastały porządek rzeczy: światowy system rządów, niesprawiedliwość społeczną, pustą propagandę, prześladowania, które dotykają opozycję w ich ojczystych krajach. W trakcie nieustannych dyskusji, wymian poglądów, spostrzeżeń, gęsto podlewanych mate oraz grappą, przyjdzie nam w końcu poznać Susanę oraz Patricio, rodziców Manuela, dla którego pisana, czy raczej tworzona jest książka. Okazuje się być ona zbiorem wszelakiej maści artykułów, tekstów, reklam, danych statystycznych, wycinanych z gazet i wklejanych do zeszytu. Głównym architektem książki jest Susana, ale dzielnie sekundują jej w tym przyjaciele, dzięki czemu prezent, który w przyszłości otrzyma Manuel charakteryzuje się nieprzeciętną oryginalnością, niepowtarzalnością oraz różnorodnością. Wszystkie wklejki są jednocześnie wycinkami małej części duszy, czy też życia codziennego osoby, który wybrała fragment w danej chwili dla niej najistotniejszy, najważniejszy, najbardziej godny uwagi.

Muzyka nie obojętna

Warto wspomnieć, że opisywani bohaterowie nie prowadzą jedynie pustej retoryki. Swoje poglądy, czy raczej niezadowolenie, starają się manifestować. Stąd organizacja, do której należą – Draka, której celem jest ogólnoświatowa rewolucja. Początkowe akcje przeprowadzane przez buntowników są dość niewinne, by nie rzec naiwne – sprowadzają się do łamania ogólnie przyjętych wzorców zachowań, kontestacji powszechnych norm oraz zwyczajów, jak krzyk w kinie podczas seansu, czy jedzenie w dystyngowanej restauracji na stojąco. Z czasem jednak kaliber działań znacząco rośnie, aż wreszcie dochodzi do draki z prawdziwego zdarzenia, o której opowie już jednak niezrównany Julio Cortázar.

Na uwagę zasługuje również sposób prowadzenia narracji w Książce dla Manuela. Uczciwie trzeba przyznać, że dla czytelnika z pewnością nie jest ona łatwa i wbrew zapewnieniom wydawcy, ociera się jednak o magię oraz oniryzm. Przede wszystkim narrator powieści jest zmienny i mam tu na myśli zarówno formę (uraczymy zarówno pierwszo- jak i trzecioosobową odmianę) oraz samą osobę narratora. Najprościej rzecz ujmując, można stwierdzić, że raz po prostu wchodzimy w myśli kolejnych bohaterów, niekiedy przysłuchujemy się dialogom z perspektywy bezstronnego widza, a czasami jesteśmy świadkami monologu wypowiadanego przez daną postać. Ową zmienność punktu czytania podkreślają też zabiegi pisarza w postaci urwanej myśli, niedokończonej wypowiedzi, równoczesnej percepcji tego samego wydarzenia z odmiennych punktów widzenia, czy płynności w przeskoku z formy pierwszo- w trzecioosobową. Stąd poczucie oniryzmu, o którym wspominałem – momentami czujemy, że umysł nasz tonie w oparach alkoholu, obraz nakreślony przez Cortázara staje się coraz bardziej niewyraźny oraz zamglony.

Osobną kwestią jest pytanie, kim jest ten, co to wiesz, o którym regularnie wspominają bohaterowie książki. Z niewyraźnych oraz niepełnych wzmianek można próbować utożsamiać go z samym Cortázarem. W końcu ten, co to wiesz, jest świadkiem niemal każdego wydarzenia, mimo, że rzadko kiedy bierze w nim czynny udział – najczęściej jest słuchaczem, widzem, obserwatorem. Ponadto tworzy on fiszki (krótkie notatki mające ukazać jak funkcjonuje Draka?, opisy wydarzeń, w których biorą udział jego przyjaciele?, schematy fabularne tworzonej powieści? próby sprecyzowania pewnych rzeczy, pozwalających z różnych punktów widzenia spojrzeć na krótką, lecz burzliwą historię Draki oraz ludzi pokroju Marcosa, Patricia lub Ludmiły?). Możemy mniemać, że ten, co to wiesz jest, czy też próbuje być, pisarzem.

Gazetowe wycinki

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy jest swoisty dualizm świata przedstawionego. Z jednej strony uczestniczymy w rewolucji, do której próbują doprowadzić bohaterowie, obserwujemy ich kolejne posunięcia, przysłuchujemy się racją, które wysnuwają w odpowiedzi na przeczytane w gazecie codziennej kolejne doniesienia na temat wybryków lewicy. Z drugiej strony Cortázar otwiera przed nami fascynujący oraz nieco perwersyjny świat życia prywatnego, który w największej mierze dotyczy Andrésa Fava oraz jego trójkątnego związku z Francine i Ludmiłą. Andrés buntuje się przeciw systemowi na swój własny, egoistyczny sposób. Nie należy on do Draki, jest osobą bardziej w typie tego, co to wiesz. Woli prowadzić niekończące się dyskusje przy winie oraz papierosie z Ludmiłą, czytać ambitne książki, czy słuchać muzyki pokroju tej proponowanej przez Karlheinza Stockhausena oraz łamać obyczajowe morale poprzez współżycie z dwoma kobietami na raz.

Równie interesującą postacią jest Lonstein, Żyd argentyńskiego pochodzenia, który w Paryżu pracuje w prosektorium, zajmując się przygotowaniem trupów do ich ostatniej podróży. Uwagę zwraca charakterystyczny język, którym się posługuje, pełen neologizmów, gier słownych, intelektualnych szarad oraz obsesyjne wręcz spowiadanie się z onanizmu każdemu, kto tylko napatoczy się do dyskusyjnego kręgu. W końcu, w trakcie długiej nocnej debaty z tym, co to wiesz, Lonsteinowi udaje się wyłuszczyć wszystkie racje, które nakazują mu obnosić się ze swoją perwersją seksualną, chociaż wcale nie jest zboczeńcem, a mówienie o masturbacji innym w ogóle nie sprawia mu przyjemności. Lonstein to po prostu następny wojownik z formą – zwraca on uwagę, że onanizm to w dalszym ciągu temat tabu, chociaż w rzeczywistości dotyczy on niemal każdego mężczyzny, a nie tylko podlotków, którzy nie zasmakowali jeszcze kobiecego łona. Poprzez obnażanie kolejnego zakłamania, Lonstein stara się stworzyć w murze drobny wyłom, który być może z czasem doprowadzi do runięcia całej konstrukcji obyczajowego kłamstwa.

Na koniec, krótko reasumując, wspomnieć można, że Książka dla Manuela jest niejako książką dla całego, młodego pokolenia, które stanie się naturalnym spadkobiercą idei, o jakie walczyli ludzie pokroju Cortázara. To swoisty traktat moralno-polityczny, w którym wyraźnie powiedziane jest, że obowiązkiem każdego człowieka jest reagowanie na niesprawiedliwość społeczną, to równocześnie świetne studium, ukazujące, do czego prowadzi ludzka nienawiść, ślepy nacjonalizm, wspierany przemocą oraz agresją. Język prezentowany przez argentyńskiego pisarza z pewnością nie jest łatwy – autor często wodzi czytelnika za nos prowadząc z nim gierki słowne pełne koślawej semantyki, bawi się powieściowymi schematami, wplatając w fabułę wątki kryminalne, erotyczne czy dygresyjne. O wyjątkowości powieści decydują z pewnością liczne wstawki, które się w niej pojawiają. Wycinki z prasy codziennej, towarzysząca głównym bohaterom, wśród której przeczytamy m.in. wywiady z amerykańskimi żołnierzami opowiadającymi o torturach prowadzonych na wietnamskich więźniach, doniesienia dotyczące ruchów lewicowych w państwach Ameryki Łacińskiej oraz bieżących wydarzeń politycznych, czy wstrząsające relacje osób przetrzymywanych oraz torturowanych przez przedstawicieli organów państwowych w Ameryce Południowej. Książka może i nie jest łatwa, ale z pewnością warto podjąć trud, by zapoznać się z jej treścią.

 

P.S. W Matrasie recenzowana pozycja do nabycia za jedyne 19,90 zł.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Szalona geometria miłości

  Tytuł: Szalona geometria miłości

  Autor: Susan Guzner

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 448

  Cena: 39,90 zł



 

 

 

 

 

 

Urodzona w 1944 r. Susana Guzner to argentyńska pisarka, lesbijka i wojująca feministka. Od roku 1976, kiedy to jej siostra zginęła z rąk działaczy Antykomunistycznego Sojuszu Argentyńskiego (Alianza Anticomunista Argentina, określanego mianem Triple A), ultraprawicowej grupy paramilitarnej, przebywa na emigracji w Hiszpanii. Najpierw przez 20 lat mieszkała w Madrycie, by następnie osiąść w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich. W swoim burzliwym oraz frapującym życiu, Guzner, z zawodu psycholog i psychoterapeutka, pracowała jako doradca reklamowy w hiszpańskich firmach, felietonistka i recenzentka w czasopismach oraz gazetach codziennych (Ozone, Women, Art Pencil International, Era, El Faro de Vigo, Medios de Comunicación Social, Amigos del Teatro del Teatro Juan Bravo de Segovia), tworzyła także scenariusze seriali telewizyjnych. Co najciekawsze, Susana Guzner jako pisarka zadebiutowała dopiero w wieku 57 lat, wydaną w 2001 roku Szaloną geometrią miłości.

Główna bohaterka Maria, to 30-letnia Hiszpanka, tłumaczka języka włoskiego. Podobnie jak i autorka książki, Maria jest lesbijką, ma za sobą 4-letni, bardzo udany, ale zakończony tragicznie związek z ukochaną Lisą – partnerki zostały rozdzielone przez raka, który pożarł Lisę. Żyjąca od kilku lat przeszłością, dość nieszczęśliwa Maria, wracając z Włoch, gdzie właśnie odebrała egzemplarz najnowszej książki, którą zamierza wziąć na swój translatorski warsztat, na rzymskim lotnisku spotyka królewnę z bajki. Nasza bohaterka poznaje kobietę swoich snów, nieziemsko seksowną i zmysłową Evę. Przypadkowe spotkanie, którego z równą intensywnością oczekiwała zarówno Maria jak i Eva, przerodzi się w miłosny żar, popielący wszystko na swej drodze. Czytelnik stanie się świadkiem przemożnej oraz szalenie skomplikowanej geometrii miłości.

Crazy geometry

W książce szczególny nacisk położono na związki homoseksualne. Za sprawą Marii, prowadzącej w powieści pierwszoosobową narrację, poznajemy jej paczkę przyjaciół, wśród których dominują oczywiście geje i lesby, że pozwolę sobie użyć tytułu piosenki grupy Żywioły. Esteban to młody i atrakcyjny żurnalista, który mimo bezgranicznej miłości do swojego partnera, Félixa, nie zawsze potrafi odmówić sobie seksualnych zbliżeń z przypadkowymi facetami. Silvia oraz jej towarzyszka Marga to ogień oraz woda – Marga to kobieta balsam, pełna pokładów spokoju, miłości oraz dobroci, z kolei Silivia to typowa feministka-lesbijka, a jej poglądy nierzadko graniczą z fanatyzmem, którego nie powstydziliby się nawet faszyści. Bezgranicznie gardzi kobietami, które zdecydowały się związać z mężczyznami, stąd jej nieprzychylne nastawienie do kolejnej przyjaciółki Marii, Alicji. Ta ostatnia to jedyna z całego kręgu osoba heteroseksualna. Jej związek małżeński z adwokatem Paco jest najmniej udany – jednak mimo częstych kłótni, które nie raz przeradzały się w fizyczną przemoc, Alicja nie potrafi zerwać się z miłosnej smyczy. Warto zwrócić uwagę, że autorka kreując relacje pomiędzy dwoma istotami ludzkimi, koncentruje się głównie na problemach wynikających ze wspólnego życia, pragnąc wyraźnie pokazać, jak trudna jest egzystencja dwojga ludzi, nawet tych zakochanych w sobie na zabój. Różnice w poglądach, zupełnie inne, nierzadko przeciwstawne charaktery, do tego zazdrość, czy nieufność – nagle okazuje się, że homoseksualiści borykają się dokładnie z takimi samymi kłopotami, jak standardowe heteroseksualne pary.

O ile same sylwetki bohaterów nakreślone są jeszcze dość ciekawie, to zdecydowanie słabiej prezentują się dialogi, które prezentowane są na łamach powieści. Wspaniałe portrety psychologiczne, żywe i soczyste dialogi to już niestety tylko eufemizm wydawcy, który karmi nas tym hasłem na okładce książki, a który z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Zdania, padające z ust bohaterów są momentami mocno sztampowe, niekiedy rażąco patetyczne, a czasami po prostu drętwe i sztuczne. Z pewnością nie jest to mowa codzienności. Brakuje również ciekawych tematów, poruszanych w dyskusjach prowadzonych przez przyjaciół Marii - w zasadzie rozmowy nie wychodzą poza obręb starć homo kontra hetero, przez co w pewnym momencie stają się dość schematyczne oraz nużące.

1950 'Geometrics

Perełką w powieści jest miłość głównej bohaterki, czyli tajemnicza Eva Zamorano. Podobnie jak i Maria, niewiele o niej wiemy – to znawczyni sztuki, zatrudniona w jednej z madryckich galerii, która dotychczas miłosne uczucia kierowała jedynie ku mężczyznom. W trakcie rozwijającej się akcji, przekonujemy się wraz z Marią, że Eva to osoba niezwykle skryta, które niechętnie mówi o sobie i skrzętnie skrywa wszystkie swoje sekrety, reagujące wręcz histerycznie na wszelkie próby wyciągnięcia od niej większej ilości informacji. Ponadto Eva buzuje wręcz energią, kipi seksem, a swoim erotyzmem rozpala Marię do czerwoności. Do tego cechuje ją chorobliwa wręcz zazdrość oraz zaborczość – od swojej nowej partnerki żąda bezwzględnego podporządkowania, zaufania oraz całkowitego zerwania z przeszłością, z tym ze wspomnieniami ukochanej Lisy. Eva wparowując znienacka do życia Marii przewraca je do góry nogami, a przy okazji co rusz obija fabułę powieści o ściany absurdu. Jej coraz dziwaczniejsze zachowania zostaną wyjaśnione dopiero na ostatnich kartach powieści, której zakończenie przywodzi na myśl końcówki rodem z thrillerów – łzawe wyznania, krzyk, płacz i zgrzytanie zębami, zawiła fabuła, tragiczne motywy działań – a wreszcie wszystko okryte zostanie kurzem i dymem bitewnym. Będzie się działo.

Krótko reasumując, Szalona geometria miłości z nie jest książką, która na zawsze wryje się w naszą psychikę, pozostawiając w niej niezatarty ślad. Niekiedy sprawia wrażenie nieco przegadanej, niektóre wątki są kompletnie zbędne, przychodzą momenty zwątpienia, czy naprawdę jest co czytać na ponad 400 kartkach powieści. Mimo wszystko, uważam, że warto poświęcić jej nieco czasu i przeczytać ją w całości. Znajdziemy tutaj ciekawe oraz całkiem świeże spojrzenie na kwestię homoseksualizmu, który w naszym kraju ciągle postrzegany jest w kategorii problemu, czy zboczenia, a nie zwykłej drogi życiowej, której wybór przysługuje absolutnie każdemu. Przekonamy się również, że także na Zachodzie odmienna orientacja seksualna często zmusza do egzystencji na uboczu spraw publicznych, że nierzadko miłość do tej samej płci musi być skrzętnie ukrywana by nie narazić się na społeczny ostracyzm. Dodatkowym atutem przemawiającym za lekturą Szalonej geometrii miłości są malownicze opisy Wenecji oraz Madrytu, które odwiedzimy przy okazji miłosnych eskapad głównych bohaterek. Analizując raz jeszcze wszystkie za oraz przeciw, uważam, że debiut Susany Guzner godny jest polecenia. Miłej lektury!

 

P.S.

Byłbym zapomniał. Książka do nabycia w Matrasie za 14,90 zł lub w Składzie tanich książek w Krakowie na Grodzkiej za 9,90 zł. Wydaje mi się, że może to być kluczowa informacja dla osób, które wciąż wahają się, czy warto nabyć tę szaloną powieść.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Okładka książki Lolita

  Tytuł: Lolita

  Autor: Vladimir Nabokov

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron:  318

  Cena: 15,00 zł



 

 

 

 

 

 

Lolita to książka, z wydaniem której, rosyjski geniusz pióra miał ogromne problemy. Żaden z amerykańskich wydawców nie zgodził się na jej publikację, mimo, że autor, idąc za radą dobrego przyjaciela, postanowił nie opatrywać jej własnym nazwiskiem, a jedynie pseudonimem. Powieść uchodziła za nieetyczną, szerzącą pornografię i pedofilię. Dopiero stara i zgniła moralnie Europa po raz kolejny przyjęła w swoje ramiona dzieło Nabokova. Książkę wydało paryskie wydawnictwo, specjalizujące się w taniej literaturze brukowej.

Powieść, napisana w formie pamiętnika, to opis miłości, czy też obsesji seksualnej, czterdziestoletniego mężczyzny, występującego pod pseudonimem Humbert Humbert, do dwunastoletniej Dolores Haze. Główny bohater, jak przynajmniej można wyczytać w większości recenzji, jest pedofilem, który na skutek zrządzenia losu, opuszcza Europę i wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Po raz kolejny fortuna bierze los w swoje ręce i każe mu zamieszkać u pani Charlottey Haze, wdowy z dwunastoletnią córeczką, pieszczotliwie nazywaną Lo, lub Lolitą. Humbert Humbert od pierwszego wejrzenia zakochuje się w nimfiątku, w końcu postanawia ożenić się z jej matką, by móc być bliżej swojej miłości. Bohater snuje różne plany i rozważania nad pozbyciem się coraz bardziej uciążliwiej Charlottey, ponieważ jednak z natury jest marzycielem i poetą, wszystkie plany pozostają w sferze fantazji.

Fatum jednak znów daje o sobie znać. Pewnego dnia ciekawska Charlottea odkrywa pieczołowicie skrywany dziennik Humberta Humberta, w którym to znajduje się między innymi opis miłości do dziewczynki. Zrozpaczona, zraniona, z krwawiącym sercem, Charlottea postanawia uciec od Humberta. Wcześniej jednak pisze listy, których nie udaje się jej już wysłać – biegnąc w amoku przez jezdnię do skrzynki pocztowej, poślizgnęła się i runęła prosto w objęcia śmierci, która przyjechała samochodem jednego z mieszkańców. Humbert, który nie mógł wyśnić lepszego scenariusza, zabiera małą Lo z Kolonii Q, na której aktualnie przebywała i rozpoczyna roczną włóczęgę po szosach i autostradach Stanów Zjednoczonych. Dolores, jak się jednak okazuje, nie jest już taka niewinna, w sprawach seksu jest całkiem doświadczona. W końcu opuszcza Humberta, uciekając z innym pedofilem.

Przejdę jednak do kwestii, która najbardziej mnie interesuje. Humbert Humbert w końcu odnajduje swoją ukochaną. Ma już 17 lat, jest w ciąży, okres jej młodości, nimfięcia dawno przeminął. Nie jest to już mała dziewczynka, która mogłaby pobudzić trzewia jakiegokolwiek pedofila. A mimo to, okazuje się, że Humbert Humbert nadal ją kocha i proponuje jej wspólną ucieczką oraz życie. Z psychiatrycznego punktu widzenia, nie jest to prawdopodobne, ponieważ „prawdziwy” pedofil, mimo iż może przejawiać uczucia wyższe, nie jest w stanie wyleczyć się ze swojego zboczenia. Czy zatem stworzona przez autora fikcja literacka miała by prawo zdarzyć się kiedykolwiek w świecie rzeczywistym?

Zagadnienie niegasnącej miłości Humberta można spróbować wyjaśnić to fragmentem książki, w którym snuje on śmiałe plany, że spłodzi ze swoją Lolitą drugą, małą Lo, która jak tylko dorośnie i dokwitnie, ponownie będzie dostarczać mu rozkoszy. Na horyzoncie zamierzeń, nieśmiało pojawiła się nawet trzecia Dolores, można jednak odnieść wrażenie, że sam Humbert nie podchodził do tych rojeń zbyt poważnie. Aby wyjaśnić ten przypadek, wydaje mi się, że konieczne są dwie rzeczy. Po pierwsze, co jest chyba najtrudniejsze, odrzucić opcję, że Humbert jest pedofilem. Dlaczego? Wytłumaczenie w czynności drugiej. Wróćmy zatem na sam początek książki, gdzie Humbert opisuje swoją jedyną, nieszczęśliwą młodzieńczą miłość do Annabel. Oboje, pochodzący z porządnych, arystokratycznych rodzin, próbują przeżyć romans, jednak ich działania są tak nieporadne, niezdarne, że nic nie może z tego wyjść. Po raz ostatni, Humbert spotyka się z Annabel w ogrodzie, przy świetlistym firmamencie gwiazd, próbując odbyć stosunek. Jednak ich miłosne gruchania zostają brutalnie przerwane. Annabel odjeżdża i młodzi zakochani nigdy już się nie zobaczą, bowiem dziewczynka rok później umiera. Żyję w przeświadczeniu, że w tym wydarzeniu należy szukać obsesji Humberta na punkcie młodych panien. Wydaje się, że Humbert Humbert próbuje odnaleźć swoją Annabel i dokończyć z nią to, czego mu się wtedy nie udało. Oczywiście, nie chodzi tu jedynie o kontakt fizyczny – pisząc, dokończyć, mam na myśli, dokończenie całej miłosnej historii, tzn. wspólne życie, aż po grób. Humbert, aż do momentu poznania Lolity, żyje z piętnem wspomnień o Annabel. Wlekąc się po burdelach, poznając kobiety, próbuje odszukać swoją pierwszą miłość. Dopiero Dolores Haze wypiera z jego umysłu wspomnienie o Annabel. Mam wrażenie, że po Lo po prostu zajmuje jej miejsce, a Humbert, świadomie, czy też nie, pragnie żyć z nią na wieki wieków. Stąd też o żadnej pedofilii nie może być tu mowy.

P. S.

Ostatniego, napisanego w dość kategorycznym tonie, zdania proszę sobie nie brać do serca. Jeśli znajdzie się tylko interlokutor, to o pedofilii rzekomej czy też nie, mowa może być jak najbardziej.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita