Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: wydawnictwo Prószyński i S-ka

wtorek, 10 września 2013

Okładka książki Mgnienie ekranu

  Tytuł: Mgnienie ekranu

  Autor: Terry Pratchett

  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

  Liczba stron: 312

  Cena: 32,00 zł

  Oprawa: miękka



 

 

 

 

 

Terry Pratchett to synonim literackiego sukcesu. To autor, w przypadku którego śmiało możemy posługiwać się sloganem, że jest równie znany, co lubiany (niekoniecznie przez wszystkich, ale na pewno przez ogromną rzeszę ludzi). 50 milionów książek, które przetłumaczono już na 33 języki jasno i wyraźnie mówią o skali zjawiska, tj. czytelniczego szału, jakie zapanował na jego dzieła. Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Sir Terence David John Pratchett przyszedł na świat w roku 1948. Od najmłodszych lat jego pasją była astronomia – ale z miłością do gwiazd nie współgrało uczucie do matematyki, dlatego młody Terry musiał porzucić swoje nadzieję na zostanie astronomem. Oczywiście dzisiaj nikt nie żałuje tego, że Pratchett nie posiada talentu matematycznego, bo dzięki temu literatura zyskała genialnego twórcę. Terry pierwsze inklinacje pisarskie zaczął wykazywać już w wieku 13 lat, gdy opowiadaniem Piekielny interes zadebiutował na łamach gazetki szkolnej. Dwa lata później tekst ukazał się także w czasopiśmie Science Fantasy. Jak na przyszłego literata przystało, Terry Pratchett całe honorarium otrzymane za wydruk dzieła przeznaczył na używaną maszynę do pisania, którą udało się zakupić przy niewielkim wsparciu rodziców. W wieku 17 lat Pratchett miał już na koncie pierwszą powieść pt. Dywan, która drogę do wydawnictwa znalazła w 1971 roku. Przełomowym okazał się rok 1983. To wtedy Terry po kilku latach pracy dziennikarskiej, zatrudnił się jako rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Elektroenergetyki, pod jurysdykcją którego znajdowały się 3 elektrownie atomowe oraz wydał Kolor magii, czyli pierwszą książkę z cyklu Świat Dysku. Terry łączył pracę rzecznika prasowego z pisarską pasją do roku 1987 – po ukazaniu się powieści Mort, czwartej ze Świata Dysku, Pratchett skoncentrował się wyłącznie na pracy literackiej.

Dokładnie w 50. rocznicę oficjalnego debiutu Terry’ego Pratchett’a, na łamach wydawnictwa Prószyński i S-ka, ukazał się zbiór wybranych tekstów brytyjskiego twórcy, zatytułowany Mgnienie ekranu. Na pierwszy rzut oka to typowa pozycja zarezerwowana głównie dla zagorzałych fanów pisarza, obok których zwykły czytelnik przechodzi raczej obojętnie. Młodzieńcze płody, pierwsze próby, nigdy nie publikowane utwory tworzą dobrze znaną mieszankę, która pozwala niejako bezkarnie podglądać artystę, dając czytelnikowi możliwość śledzenia rozwoju jego warsztatu pisarskiego. Jednocześnie, o grzechy młodości, nie należy spodziewać się literackich fajerwerków – w wielu takich przypadkach bezpieczniejsza jest koncentracja na ewolucji stylu twórcy, która w takich zbiorach często przekładana jest ponad jakość serwowanych tekstów. Czy Mgnienie ekranu jest tego kolejnym przykładem? Na szczęście nie.

Książka podzielona jest na dwie zasadnicze części. Pierwszą grupę utworów stanowią Opowiadania spoza Świata Dysku. Wśród nich znajdziemy przytaczany już Diabelski interes, od którego Terry rozpoczął swoją niezwykłą przygodę z literaturą – trzeba przyznać, że jako tekst, którego autorem jest trzynastolatek, jest on całkiem błyskotliwy, wyraźnie znamionujący, w jakim kierunku będzie podążał przyszły twórca Dyskowego Uniwersum. Można pokusić się o dosyć oczywistą, ale namacalnie potwierdzoną tezę, że specyficzne poczucie humoru oraz zwały absurdu od początku kariery towarzyszą Terry’emu Pratchettowi. Dalsze twory z tej części zbioru są mocno zróżnicowane. Obok słownych zabaw, literackich igraszek pokroju Obrazu, Rozwiązania czy Inkublamażu egzystują niepokojąco karykaturalny horror wiktoriański Kartka świąteczna z kopertą – 20 pensów oraz bajkowa wariacja Książę i kuropatwa. Nie brakuje także tekstów, mocno zakorzenionych w otaczającej Terry’ego rzeczywistości. Guru. Dali mi ptaka, Uwaga na monolity to nawiązania do reporterskiej działalności Pratchetta, podczas której nie brakowało zabawnych momentów. Gramofony nocy, do której idealnie pasuje piosenka Dance Macabre polskiej formacji Kryzys to chyba debiut sceniczny Mrocznego Kosiarza, czyli Śmierci, chudego kościotrupa z ogromną kosą, MÓWIĄCEGO ZE STOICKIM SPOKOJEM, doskonale znanego ze Świata Dysku. Dla fanów twórczości Pratchetta z pewnością nie lada gratką będzie możliwość przeczytania utworów, które stały się kanwami dla całych powieści. Na podstawie Wysokich megów powstała książka Długa Ziemia, napisana wspólnie z gigantem brytyjskiego science fiction, Stephenem Barterem. Z kolei Rincemagle, Gnom z Suchych Mokradeł to pierwowzór Nomów księgi wyjścia. Moją uwagę zwróciły również Ostateczna nagroda, zabawnie ukazująca jak ogromna siła tkwi w słowie pisanym oraz z jaką odpowiedzialnością wiąże się literacka praca jak również KPM, udowadniająca, że HEX nie był pierwszym wrażliwym komputerem w twórczości Pratchetta. Całość znakomicie uzupełniają krótkie, acz niezwykle zjadliwe parodie politycznych wystąpień – tytuły Nie ma większego durnia niż stary dureń stojący w angielskiej kolejce oraz Prosimy o oddychanie krótkimi, mocnymi sapnięciami mówią zresztą same za siebie. No i Hollywoodzkie kurczaki – coś takiego mógł stworzyć tylko Pratchett.

Część druga zbioru, Opowiadania ze Świata Dysku to już swoista uczta dla pratchettomaniaków. 11 tekstów zabiera nas do wykreowanego przez Terry’ego Pratchetta Uniwersum, w którym świat jest płaskim dyskiem, wspieranym na grzbietach czterech słoni, stojących na grzbiecie ogromnego żółwia, dryfującego w bezmiarze Kosmosu, a magia jest zjawiskiem równie powszechna, co grawitacja w naszej rzeczywistości. Tę partię otwiera opowiadanie Trollowy most, które miałem przyjemność czytać uprzednio w zbiorze W hołdzie królowi, zawierającym utwory poświęcone twórczości J.R.R. Tolkiena. To bardzo gorzka i smutna humoreska, która w pełni ukazuje bezwzględność upływającego czasu i wieczny brak poszanowania dla tradycji, które winno okazywać dorastające pokolenie. W moim mniemaniu, najciekawszą pozycją z Opowiadań ze Świata DyskuRybki małe ze wszystkich mórz. Spotykamy w niej znaną choćby z Równoumagicznienia, czy Trzech wiedźm babcię Weatherwax. Pratchett z pełną krasą odsłania najgroźniejszą broń najbardziej poważanej czarownicy, czyli głowologię. Autor z lubością prezentuje istoty ludzkie, jako słabe i bezradne jednostki, które wpadają w popłoch, gdy tylko w otaczającej ich rzeczywistości pojawią się najmniejsze zmiany. Pratchett humorystycznie uzmysławia, że straszyć można również przez nie podejmowanie żadnych złowieszczych, ale oczekiwanych działań. Brak spodziewanej dawki gorzkiego wyrzutu, zgryźliwości czy niechęci może być również groźny i niepożądany, co najokrutniejsze uczynki, przez to właśnie, że burzą ustalony porządek rzeczy. Ludzie źli winni czynić zło, a niemili być niemili, bo do tego są przecież stworzeni, chciałoby się rzec. Inaczej wszystko staje do góry nogami, a świat okazuje się tylko mirażem, cienką, falującą przesłoną, za którą czekają już tylko mroki szaleństwa. Niestety zdecydowaną większość drugiej części zbioru stanowią bardzo krótkie formy, która często są uzupełnieniem wiedzy o Świecie Dysku. Nie brakuje twórczości pisanej na zamówienie, czy to na życzenie fanów, czy też na potrzeby tworzonych gier. Spośród tego typu utwór zdecydowanie najlepiej prezentuje się oficjalny Hymn Ankh-Morpork, lśniący niczym perełka. Świetne przesłanie oraz groteskowe podejście do patriotycznej powagi decydują o wyjątkowości utworu.

Krótko reasumując, Mgnienie ekranu to z pewnością pozycja ciekawa, chociaż nie wybitna. Co tradycyjne dla tego typu zbiorów, obok tekstów bardzo dobrych, pojawiają się dziełka zwyczajnie słabe, które w zwykłych warunkach nie mają racji bytu. W zbiorach podczepiają się one niczym autostopowicze z Opowieści Glastonburyjskich, próbując zbliżyć się chociaż o kilka przystanków do czytelniczej uwagi. Lektura książki jako całości sprawia wrażenie goszczenia w laboratorium Pratchetta – możemy podejrzeć jak twórca eksperymentował z poszczególnymi pomysłami, z których kilka na stałe zagościła w jego książkach. Ponadto nieco wyraźniej niż w przypadku całych powieści widać bodźce, które stanowiły podstawy do wymyślania poszczególnych koncepcji. Łatwo też uświadomić sobie, że w miarę dojrzewania talentu pisarskiego Pratchetta, te odniesienia do świata rzeczywistego są coraz lepiej maskowane. Ponadto, wydaje mi się, że najcenniejszą część zbioru stanowią krótkie komentarze samego Terry’ego Pratchetta, którego poprzedzają każdy z utworów. Dzięki nim dowiemy się sporo na temat okoliczności powstania każdego dziełka, przekonamy się również, że pisarzowi nie brakuje autoironii oraz samokrytycyzmu. Inspiracje, będące asumptem do realizacji danego pomysłu oraz kontekst sytuacyjny, odsłaniający tajemnice narodzin literackiego tekstu to rzeczy, które chciałby poznać każdy fan. W Mgnieniu ekranu tego nie brakuje i choćby z tego względu warto sięgnąć po tę pozycję.

środa, 22 maja 2013

  Tytuł: Okładka książki NienasycenieNienasycenie

  Autor: Stanisław Ignacy Witkiewicz

  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

  Liczba stron: 463

  Cena: 29,90 zł

  Oprawa: miękka



 

 

 

 

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz, lepiej znany jako Witkacy to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego dwudziestolecia międzywojennego. Ten urodzony w Warszawie w 1985 roku artysta pełną gębą zajmował się malarstwem oraz fotografią. Z powodzeniem pisał dramaty, wydał kilka powieści, parał się także filozofią. Do tego może pochwalić się niezwykłą biografią, która spokojnie może w przyszłości stanowić kanwę dla wielu książek przygodowych. Witkacy w mniejszym lub większym stopniu doprowadził do samobójstwa swojej narzeczonej, Jadwigi Janczewskiej. Wyrzuty sumienia próbował zagłuszyć uczestnicząc w wyprawie naukowej na Nową Gwineę, z której szybko zrezygnował, by wziąć udział w I wojnie światowej, zaciągając się do Lejb-Gwardyjskiego Pułku Pawłowskiego, elitarnej jednostki piechoty armii rosyjskiej. Na froncie Witkacy wywalczył awans oficerski na dowódcę kompanii, nabawił się także poważnej kontuzji, która wykluczyła jego dalsze wojenne wojaże. Jako rekonwalescent Witkacy włóczył się tu i tam i mimo, ciągle pozostając w wirze epokowych wydarzeń. Przebywając w Moskwie Witkiewicz był świadkiem wybuchu rewolucji październikowej. Krążą nawet plotki, że brał w niej bezpośredni udział, są to jednak wyłącznie domysły. Pewne jest natomiast to, że w 1918 roku Witkacy wyrwał się z ogarniętej rewolucyjnym szałem Rosji i osiadł w swojej rodzinnej willi w Zakopanem.

Autoportret [http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Witkacy/Witkacy_3.htm]

Witkacy, żyjąc w pensjonacie prowadzonym przez matkę, z rzadka tylko wypuszczający się do Krakowa, czy Warszawy, tworzył w cieniu polskich Tatr. Artysta uchodził za personę niezwykłą – z jednej strony dzieła jego naznaczone były iskrą geniuszu, szczególną sławą cieszyły się malowane przez niego portrety, których sam Witkacy nie cenił zbyt wysoko. Z drugiej strony bezkompromisowy styl bycia, szczerość w głoszonych opiniach, czy wreszcie awangardowe podejście do sztuki (np. twórczość pod wpływem narkotyków), przysparzały Witkacemu tylu samu oddanych fanów, co zaciekłych wrogów. Wiele ze swoich poglądów zawarł artysta w napisanym w 1925, a wydanym w 1927 roku Pożegnaniu jesieni. Książka nie spotkała się jednak ze zbyt ciepłym przyjęciem ze strony krytyki. Na utwór patrzono bardziej przez pryzmat osoby artysty, w fabule zaciekle doszukiwano się nawiązań do biografii Witkacego. Treść i wydźwięk, wymowa utworu, zostały zepchnięte na dalszy plan. W konsekwencji Witkiewicz doczekał się nawet łatki genialnego grafomana, którą przypiął mu sam Karol Irzykowski, wybitny krytyk literacki. Nie dziwi zatem fakt, że Nienasycenie, powieść Witkacego z 1930 roku poprzedzona jest zjadliwą Przedmową, będącą komentarzem autora do stawianych mu zarzutów (Powieść jest dla mnie przede wszystkim opisaniem trwania pewnego wycinka rzeczywistości – wymyślonego czy prawdziwego – to obojętne – rzeczywistości w tym znaczeniu, że główną rzeczą jest w niej treść, a nie forma). Witkacy w dość brutalnych słowach przekonuje w niej, że jego twórczość nie jestem tanim podlizywaniem się publiczności, a nieprzychylność krytyki wynika z faktu podejmowania tematów trudnych i niewygodnych z intelektualnego punktu widzenia. Szczytem impertynencji oraz bezpodstawnym spłycaniem jest dla Witkacego analizowanie jego dzieł wyłącznie na podstawie osobistych przeżyć autora. Trudno nie zgodzić się z tą opinią, szczególnie po lekturze tak niezwykłej książki, jaką niewątpliwie stanowi Nienasycenie.

Główny bohater utworu to hrabia Genezyp Kapen de Vahaz, świeżo upieczony maturzysta, dobrze sytuowany młodzieniec, który powoli przekracza progi dorosłego życia. Inicjacja jest dla niego trudnym oraz burzliwym procesem. Wydaje się, że jest to pokłosie surowego ojcowskiego wychowania, które staje się także przyczyną kompleksów Zypcia oraz poczucia zagubienia na rozdrożu ścieżek, prowadzących do różnych form dorosłości. Młodemu człowiekowi wyraźnie brakuje pomysłów na życie. W odpowiedzi na żądania ojca, by zająć się rodzinnym interesem, Genezyp wyznaje, że zamierza studiować literaturę, która zdaje się jedynym kluczem do mądrości. Szybko jednak mija ten chwilowy kaprys i Zypcio pogrąża się w opasłych ramionach czystej metafizycznej nudy. Żadna forma sztuki nie wydaje się nadto przekonująca, by poświęcić się jej nawet w najmniejszych stopniu, żadna gałąź nauki nie prezentuje się na tyle zachęcająco, by oddać swój intelekt na jej posługę. Zypcio, niczym rasowy śmieć, płynący zawsze z prądem zalicza programowy romans, przechodzi seksualną inicjację, traci swą niewinność na wszelakie możliwe sposoby. Ale nic nie jest w stanie zagłuszyć głębokiego poczucia pustki. Dalsze losy młodego człowieka to już tylko kolejne stadia moralnej degrengolady. Gnając na spienionych falach szaleństwa, Zypcio pogrąża się zupełnie w niebycie, rozpuszczając swoją osobowość w czysto mechanicznych odruchach.

Genezyp Kapen staje się bezrozumnych członkiem bezosobowej masy, w które zamieniło się społeczeństwo stworzone przez Witkacego. Warto nadmienić, że akcja powieści rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości, kiedy to w Europie dominującym ustrojem jest komunizm. Jedyną wyspą czegoś na wzór demokracji jest Polska, chociaż w tym kraju idee Marksa i Engelsa nie znalazły większego oddźwięku ze względu na wszechwładny marazm. Organizacja oraz robotyzacja pracy w sposób niemal idealny zagospodarowały czas ludzkim masom, które nie odczuwają niemal żadnej potrzeby manifestowania swojej bytności. Polska, w której faktyczną władzę sprawuje Kocmołuchowicz toczona jest przez duchową zgniliznę. Sfery wyższe toną w moralnym zepsuciu, sztuka zdaje się dławić zjedzonym, własnym ogonem, neokatolicyzm jest religią dla znudzonej arystokracji. Całość tonie wręcz w sosie nieróbstwa i oczekiwania na ruch Wschodu. Chiny, które pod swoim sztandarem zebrały całą żółtą rasę pragną zalać Zachód falą nowej ożywczej ideologii. Obok potęgi militarnej, stoi również siła duchowa, którą reprezentuje kapłan tudzież mesjasz Murti Bing. Zdobywa on nowych wyznawców zsyłając na wybrańców oświecenie, które można uzyskać dzięki precyzyjnie zsyntezowanym narkotykom.

Portret Marii Nawrockiej [http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Witkacy/Witkacy_3.htm]

Zypcio, przezywany w szkole je ne zipe qu'a peine (ledwie zipię), ulega duchowej zagładzie, stając się ledwie zipiącym wrakiem ludzkim, mimo wielu szans, które daje mu los. Genezypa nie przekonuje ani czysta logika, reprezentowana przez redukującego niemal całą rzeczywistość do znaczków Afanasola Benza, ani muzyka, literatura, dramat czy bardziej ogólnie sztuka, której przedstawicielami są ułomny fizycznie, lubieżny i moralnie potworny, a przy tym genialny kompozytor Putrycydes Tengier, pogardzający wszystkim i każdym, wielki literat, Sturfan Abnol oraz niedoceniany i kontrowersyjny dramaturg, twórca własnego teatru,  Kwintofron Wieczorowicz, ani tym bardziej religia, wyznawana przez byłego rozpustnika, neofitę kniazia Bazylego. Drogi, których symbolami jest wyżej wymieniana piątka są trudne i wyboiste, łączą się ze społecznym niezrozumieniem i odrzuceniem, egzystencją na granicy, poza marginesem przyjętych norm. Ale zarówno wiedza, sztuka jak i wiara mogą zapewnić poczucie sensu bytu, które tak obce jest zmechanizowanej masie, bezrozumnie i nieświadomie poszukującej swoich metafizycznych korzeni. Demiurg witkacowego świata zdaje się być szczególnie wyrafinowany i okrutny wobec głównego bohatera. Wybory, przed którymi go stawia są trudne i mało oczywiste, każda opcja wiąże się z niewygodami. Fatum, które ciąży nad biednym Zypciem zdaje się celowo odwodzić go od poznania czy choćby zbliżenia się do zagadki sensu istnienia, mamiąc go na pozór łatwiejszymi rozwiązaniami, gnając go przy tym ku zagładzie.

Wizja stworzona przez Witkacego jest z pewnością niepokojąca. Państwo rozbite przez społeczną niemoc i degenerację, jawi się jako chwiejny i nietrwały twór, puste naczynie, które gotowe jest wypełnić się pierwszą lepszą, nawet oznaczającą samozagładę, ideą. Społeczność pozbawiona moralnych autorytetów, silnych osobowości czy to na arenie artystycznej, czy naukowej, czy też duchowej, staje się lepką breją, którą z łatwością można formować i sterować. Okazuje się, że wystarczy potężna osobowość polityczna, a nawet w demokratycznym zalążku bujnie rozkwitnie totalitaryzm. Utwór napisany jeszcze przed II wojną światową zaskakuje świeżością spojrzenia, również na problemy, które toczą obecne społeczności.

Nienasycenie Witkacego byłoby dla mnie książką genialną, gdyby nie forma powieści. Zdaję sobie sprawę, że wiele zabiegów zastosowanych przez autora jest tutaj celowych. Język bogaty jest od neologizmów. Zdania są opasłe i rozwlekłe, w dodatku bezpardonowo wtrącają się w nie tasiemcowate dygresje. Nazwiska to istna symfonia komizmu i chaosu. Występują liczne wtrącenia czy to po niemiecku, czy po francusku, czy po angielsku. Do tego zabiegi, które rozpłaszczają napięcie, gniotą je nieznośnie, tak, że wszelka czytelnicza ciekawość, która wykwita bujnie w obliczu danego wydarzenia, ginie w męczarniach, spalając się sukcesywnie, wyraz po wyrazie. Wszystko jest rozwleczone do granic niemożliwości. Przypomina to wyciąganie flaków z żywego człowieka. Do tego słowne zabawy, które w tak ogromnych ilościach po prostu męczą. Sam proces czytania był dla mnie momentami katorgą i szczególnie na początku szczerze wątpiłem, czy zdołam dotrwać do końca lektury. Pewnie głównie z tego powodu, zdecydowanie bardziej cenię sobie Pożegnanie jesieni niż Nienasycenie, które mnie najzwyczajniej w świecie przesyciło i to potrójnie: organa rozrodcze spuchły mi od nadmiaru żądz, umysł sflaczał mi niczym balonik w obliczu zimnej obojętności bezkresu wiedzy, której w żaden sposób nie można objąć, wreszcie byt mój zatonął gdzieś w odmętach metafizycznych głębin, z których chłeptał łapczywie, pragnąc wyssać upragniony cel.

wtorek, 20 listopada 2012

Okładka książki Kochaj rewolucję!

  Tytuł: Kochaj rewolucję!

  Autor: Aleksander Sołżenicyn

  Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

  Liczba stron: 176

  Cena: 32,00 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

Książka Kochaj rewolucję! to nigdy nie ukończona, młodzieńcza powieść Aleksandra Sołżenicyna, rosyjskiego pisarza, laureata nagrody Nobla z roku 1970. Autora Archipelag Gułag poznałem kilka lat temu zupełnie przypadkiem, kiedy błąkając się między półkami ulubionej biblioteki trafiłem w końcu na Oddział chorych na raka. Co ciekawe następnego dnia, świat obiegła wiadomość, że Sołżenicyn zmarł w wieku 90 lat. Dopiero wtedy dowiedziałem się, kogo książkę zamierzam przeczytać.

Sołżenicyn zaczął pisać Kochaj rewolucję! w wieku 23 lat, w roku 1941, gdy niemiecko-radzieckie porozumienie runęło, a hitlerowska armia coraz śmielej zajmowała kolejne miasta niepokonanego ZSRR. W obliczu zagrożenia Ojczyzny, Sołżenicyn został wcielony do Armii Czerwonej, trafiając do szkoły artylerii. Wojaczka szła mu całkiem nieźle, sypnęły się nawet ordery oraz wyróżnienia, a na uwagę zasługuje szczególnie udany manewr wyprowadzenia okrążonego oddziału w Prusach Wschodnich. W roku 1945, kiedy koniec wojny nabierał coraz bardziej realnych kształtów, na Sołżenicyna spadło nieszczęście. W jednym z listów do przyjaciela ośmielił się skrytykować sposób prowadzenia wojny przez Sowietów, dostało się też samemu Stalinowi. Gdy list wpadł w ręce NKWD, wyrok mógł być tylko jeden – na mocy artykułu 58, punktów 10 (antyradziecka agitacja) oraz 11 (próba utworzenia organizacji antyradzieckiej) radzieckiego kodeksu karnego, Sołżenicyn został skazany na 8 lat wychowawczego obozu pracy. W roku 1946 trafił do szaraczki (specjalny obóz dla specjalistów i naukowców, którzy pracowali zza kratek na chwałę ZSRR) w Marfinio, gdzie wreszcie miał chwilę spokoju, by wrócić do Kochaj rewolucję! Prace nad tekstem zostały ponownie przerwane, gdy Sołżenicyna przeniesiono do łagru dla więźniów politycznych w Kazachstanie. Na wolność Aleksander wyszedł dopiero w 1956 roku, a 2 lata później wrócił do przerwanej powieści, której manuskrypt przechowywała jedna ze współpracownic Sołżenicyna z Marfinio, A. Isajewa. Sołżenicyn dokonał rewizji tekstu, nie zdecydował się na ukończenie powieści, mimo, że miał już rozplanowany cały przebieg akcji, łącznie z zakończeniem książki.

Aleksander Sołżenicyn

Główny bohater, Gleb Nierżin w chwili rozpoczęcia fabuły kończy studia matematycznie w Rostowie. Ciągle jednak w duszy odzywa się nuta humanisty, wobec czego, czując nieodparty pociąg do filozofii oraz historii, Gleb podejmuje studia zaoczne na Moskiewskim Instytucie Filozofii, Literatury i Historii. Do stolicy ZSRR bohater przybywa dokładnie 22 czerwca 1941 roku, a więc w dniu ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR. Na uczelni nie będzie mu dane spędzić ani jednego dnia. Kierowany miłością do Ojczyzny wróci natychmiast do Rostowa, licząc na szybką mobilizację. Komenda uzupełnień spłata mu psikusa, nie widząc w nim odpowiedniego kandydata do przelewania krwi za ZSRR, wobec czego Glebowi nie pozostanie nic innego jak podjąć pracę nauczyciela matematyki w szkole. W tym miejscu warto troszkę przystopować i wyjaśnić jedną rzecz. Gleb Nierżin, wydaje mi się, że można stwierdzić to z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, to alter ego samego Sołżenicyna. Pisarz również był studentem matematyki w Rostowie nad Donem, także zapisał się na kursy wieczorowe w Moskiewskim Instytucie Filozofii, do którego przybył feralnego 22 dnia czerwca, pracował jako nauczyciel matematyki, a co najważniejsze, Sołżenicyn w wieku swoich 23 lat (Gleb to oczywiście także 23-latek) był gorącym zwolennikiem ustroju komunistycznego, gotowym zginąć w jego obronie.

Jak już zatem wspomniano, Gleb Nierżin to piewca komunizmu, ślepo wierzący w jedynie słuszną ideę władzy dzierżonej przez proletariat. Żyje on w głębokim przekonaniu, że związek Radziecki to najlepszy kraj, jaki kiedykolwiek pojawił się na kartach historii, zbudowany z naukowym pietyzmem, w którym panuje sprawiedliwość społeczna. Wydaje się, że jego mózg wyposażony jest w specjalny filtr, dopuszczający jedynie te informacje, które mogłyby podtrzymać tę tezę. Nie robią na nim żadnego wrażenia plotki, że wichrzyciele, głoszący słabość niepokonanej Armii Czerwonej, za sianie defetyzmu mogą trafić do łagru nawet na 10 lat. Ba, Gleb podziela wręcz ten pogląd, tłumacząc, że w obliczu zagrożenia Ojczyzny takie zachowania zasługują na surowe potępienie. Nawet, gdy sam zostanie zatrzymany i cudem uda mu się wywinąć od 10-letniej resocjalizacji, nie przyjdzie mu do głowy myśl, że pracownicy NKWD, łapiąc kompletnie przypadkowych ludzi z ulicy, wypełniają jedynie dzienne normy, bo skoro Stalin orzekł, że w kraju są burzyciele porządku, to tak rzeczywiście musi być. Trudno się jednak dziwić takiej postawie Nierżina, który dorastał już w kraju socjalistycznym, na co dzień karmiony komunistyczną propagandą i ideologią. Wywodzi się on z pokolenia uważającego donos na NKWD za czyn bohaterski.

Ruiny w Stalingradzie

Nierżin sprawia wrażenie bohatera bardzo miłego, do którego od razu zaczyna się odczuwać naturalną sympatię. Jednocześnie jest osobnikiem tak naiwnym, że wzbudza wręcz strach, a przewracając kolejne karty powieści, co rusz wieszczymy jego zgubę. Co ciekawe, właśnie poprzez tę ślepą miłość do Ojczyzny, Gleb odsłania nam prawdziwe oblicze ZSRR. Wspomniane łapanki przypadkowych ludzi, wysyłanych następnie na resocjalizację do łagru, wywłaszczenie chłopów, przymusowa praca w kołchozach, łapówkarstwo kwitnące na każdym kroku, rozmowy z żołdakami, którzy wcieleni do armii pod groźbą łagru przewidują swoją rychłą zgubę, nepotyzm w wyższych kręgach władzy – wszystkiego tego doświadcza Nierżin, jednak wiara w kraj pozostaje w nim niezmącona.

Książka kończy się w bardzo ciekawym momencie i niestety prawdopodobnie już nie dowiemy się jak Sołżenicyn chciał dalej poprowadzić akcję. Być może Gleb, podobnie jak i autor, w końcu przejrzałby na oczy i przekonał się, że przez większość swojej dotychczasowej egzystencji, przyszło mu żyć w ułudzie. Mielibyśmy wówczas do czynienia z klasycznym Bildungsromanem, czyli z powieścią o dojrzewaniu, kształtowaniu się ideologii oraz filozofii życiowej młodego człowieka. Ale możliwe jest też inne rozwiązanie – może Sołżenicyn, będąc już w więzieniu i odsiadując swój 10-letni wyrok, chciał przeprowadzić swoisty eksperyment myślowy i przewidzieć, jak potoczyłyby się jego żywot, gdyby nie zwątpił w ZSRR oraz jego przywódcę i pozostał wiernym wyznawcą komunizmu?

Mimo, że powieść jest niekompletna, uważam, że czas poświęcony na jej lekturę nie był absolutnie czasem straconym. Oczywiście, jak w przypadku każdej niedokończonej historii (od razu przypomina mi się Sknocony kryminał mojego ulubionego Staszka Lema), po przeczytaniu ostatniej strony pozostaje ogromny niedosyt oraz nieodparte wrażenie, że straciliśmy na zawsze coś nieuchwytnego i jednocześnie bardzo cennego. Prezentowana proza może nie jest jeszcze tak dojrzała jak choćby Oddział chorych na raka, ale widać już było wyraźnie, że 23-letni wówczas Sołżenicyn zostanie naprawdę wielkim pisarzem.

P.S.

W jednym z krakowskich składów taniej książki na ul. Grodzkiej, udało mi się nabyć opisywaną pozycję za 12,70 zł.

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita