Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: literatura murzyńska

środa, 18 września 2013

Okładka książki Długi sen

  Tytuł: Długi sen

  Autor: Richard Wright

  Wydawnictwo: Czytelnik

  Liczba stron: 666

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Pisarska dola rzadko kiedy usłana jest samymi tylko różami. Kariera związana z piórem w niektórych przypadkach rozwija się płynnie i statecznie, w innych zaś gwałtownie eksploduje, by na krótko zabłysnąć i zapaść się z powrotem w kłęby nicości. Świat idzie do przodu, rodzą się kolejni ludzie, spośród których część postanawia zostać literatami, ale jedynie garstka z nich będzie pamiętana po własnej śmierci. Ale nawet Ci, którym udało się na stałe zapisać w annałach literatury, nie zawsze zostają w pełni docenieni. Ogromną bolączką, która trapi wielu pisarzy jest tendencja, by ich twórczość postrzegać wyłącznie przez pryzmat największego dzieła. Jedna jedyna książka, uchodząca za ich szczytowe osiągnięcie decyduje o sukcesie, ale równocześnie zasnuwa swoim blaskiem pozostałe prace, skazując je na widmo niepamięci. Przez wielu Umberto Eco kojarzony jest tylko za sprawą Imienia róży, a przecież choćby Wahadło Foucaulta to również powieść niczego sobie. Rzadko który czytelnik potrafi wymienić inną pozycję Bułhakowa niż sławetną lekturę Mistrza i Małgorzaty, a warto zapoznać się np. z Białą gwardią, znakomicie oddającą nastrój rewolucji w Kijowie, o którego walki prowadzili bolszewicy z armią Pelury. Wreszcie Joyce to przede wszystkim Ulisses, chociaż wg mnie znajomość z prozą Irlandczyka lepiej rozpocząć od zdecydowanie lżejszych gatunkowo Dublińczyków. Podobna przypadłość spotkała Richarda Wrighta, amerykańskiego literata, nieco słabiej kojarzonego w naszym kraju, którego twórczość zawężana jest najczęściej do wybitnego Syna swego kraju. Po lekturze tej powieści obiecałem sobie, że sięgnę jeszcze po inne dzieło Wrighta, by naocznie przekonać się, czy deprecjonowanie pozostałych książek pisarza na rzecz Syna swego kraju jest uzasadnione. Trudno było mi uwierzyć, że tak bystry i inteligentny pisarz potrafił spłodzić tylko jedno dzieło godne uwagi. Goszcząc w miejskiej bibliotece natknąłem się na Długi sen, książkę z 1958 roku, spłodzoną zatem już we Francji, 18 lat po napisaniu Syna swego kraju.

Richard Wright, urodzony w 1908 roku w stanie Missisipi, a więc w samym sercu Południa, słynącego z głębokiego rasizmu, uchodzi za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli prozy murzyńskiej. Wright, mimo braków w wykształceniu, które nadrabiał na własną rękę, zdołał uzyskać posadę dziennikarza w 1934 roku, po przenosinach na Północ, do Chicago. Trzy lata później zadebiutował jako pisarz, a w 1947 roku, pozbawiony złudzeń co do własnej ojczyzny, opuścił USA i przeniósł się do Paryża. Krótką biografię Wrighta przedstawiłem przy okazji omawiania Syna swego kraju. Teraz tylko pokrótce ją przypomniałem, ponieważ odgrywa ona bardzo dużą rolę w kontekście jego twórczości. Wright, murzyn urodzony na początku XX wieku w Missisipi to człowiek, który na własnej skórze odczuł niesprawiedliwość rasową, znający problem rasizmu z własnego doświadczenia. Upust złości, wywołanej nierównym traktowaniem oraz niesłuszną segregacją ze względu na kolor skóry, dał w swoich książkach, obracających się wokół tematu dyskryminacji czarnej mniejszości w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Bohaterem Długiego snu, podobnie jak i Syna swego kraju jest młody, czarnoskóry chłopak. Rex Ryba Tucker jest synem Tyree’a Tuckera, przedsiębiorcy pogrzebowego. Czytelnik śledzi losy Ryby przez cały okres jego dojrzewania, aż do osiągnięcia pełnoletności. Młody Tucker, podobnie jak i wszyscy Murzyni z Clintonville, zamieszkuje Czarną Dzielnicę. Białych zna tylko z opowieści kolegów oraz z przestróg ojca, by odnosić się do nich z szacunkiem. Na obszary zamieszkałe przez białych nigdy się nie zapuszcza, instynktownie czując, że nie byłby tam pożądanym gościem. W miarę dorastania, przed Rybą odmalowuje się świat, który tylko na pierwszy rzut oka wydawał się prosty i zrozumiały. Pogardliwe traktowanie ze strony przypadkowo spotkanych białych, przekonywanie starszego kolegi, że murzyni to obywatele drugiej kategorii, czy wreszcie lincz na czarnoskórym młodzieńcu, który spotykał się z białą kobietą, boleśnie ukazują jak skomplikowana jest otaczająca rzeczywistość. W innym świetle zaczyna prezentować się również ojciec, który jako właściciel wielu domów czynszowych oraz burdeli, okazuje się jednym z najbardziej wpływowych czarnych w mieście. Spotkania z kochanką oraz wzbudzająca u Ryby przerażenie i wstyd służalczość w kontaktach z białymi odsłaniają przed synem prawdziwy obraz Tyree’a Tuckera.

Pierwszym nauczycielem Ryby, który stara się uzmysłowić, jak bardzo niesprawiedliwe jest społeczeństwo, w którym obaj egzystują, jest Sam, o kilka lat starszy przyjaciel z podwórka. Jego ojciec walczy o równouprawnienie murzynów, a syn przejmuje poglądy rodziciela, które głosi wśród znajomych. Sam wyłuszcza przed Rybą choćby kwestie przynależności czarnej mniejszości w USA – czy powinni czuć się oni prawowitymi obywateli Ameryki Północnej, czy też są to po prostu potomkowie niewolników, a więc Afrykańczycy, siłą wyrwani z własnej ziemi, na którą powinni wrócić? Okazuje się, że murzyn nie jest ani Amerykaninem, bowiem odbiera mu się pełnię obywatelskich praw i swobód, ani Afrykańczykiem – Czarny Ląd opuścili jego przodkowie, pod przymusem, a nierzadko siłą, a współczesny potomek nie zna niemal wcale ani historii, ani kultury wspólnoty afrykańskiej, z jakiej się wywodzi. Sam, gniewnie oskarżając swoich kolegów o ignorancję problemu, stara się ich przekonać, że jako czarni są nikim – egzystują w próżni pomiędzy niewolniczymi korzeniami swoich przodków, a współczesnym rasizmem i ostracyzmem, wykluczeni poza społeczny nawias. Poruszają się środkami komunikacji publicznej z wydzielonym miejscem dla czarnych. Jadają w restauracjach dla czarnych. Uczęszczają do szkół dla czarnych. Wreszcie już po śmierci trafiają do zakładów pogrzebowych, również dla czarnych, by spocząć na cmentarzu dla czarnych. Granice ich bytności są starannie wydzielone – jasno określona jest linia, której absolutnie nie wolno przekroczyć – świat czarnych nie może wchodzić w głębsze relacje ze światem białych, powinien zostać od niego starannie odseparowany. Wśród powszechnego morza niechęci oraz uprzedzeń pozostają niewielkie enklawy czarnych, których życie przypomina bardziej wegetację. To smutna proza kolejnych dni i braku zasadności snucia marzeń na temat poprawy własnego losu. Możliwość zmian skutecznie blokuje cywilizacjach białych, nienawidzona za doznane krzywdy, a równocześnie podziwiana za nieosiągalne zdobycze i luksusy.

Swoistym symbolem, który jasno i wyraźnie unaocznia traktowanie czarnych przez białych jest biała kobieta. Rasistowski patriarchat traktuje instrumentalnie białe przedstawicielki płci żeńskiej, wykorzystując je często jako pretekst do wywoływania zamieszek, które cichną dopiero w momencie zlinczowania murzyna, oskarżonego o niemoralne kontakty z białą damą. Podniesienie oczu na białą, która w społeczeństwie amerykańskich również nie posiada jeszcze pełni praw, traktowane jest jako zbrodnia najcięższego kalibru, jaką tylko może popełnić czarny mężczyzna. Biała kobieta staje się więc wyłącznie lalką, za dotknięcie której grożą surowe konsekwencje. Z jednej strony redukowana jest ona do roli nietykalnego przedmiotu, z drugiej zaś nienawidzona jako swoiste przekleństwo, fatum, z którym wszelkie kontakty wiążą się z karą okrutnej, poprzedzoną torturami śmierci. Widać więc wyraźnie, że ubezwłasnowolnione zostały również białe kobiety, którym stanowczo zabrania się wchodzić w jakiekolwiek interakcje z czarnymi mężczyznami – wtłacza się je w role świętych krów, posągów, uosabiających czystość i cnotę, które jednak nie mają nic do powiedzenia w kwestii własnej uczuciowości. Dla czarnych natomiast symbolizują one pokusę, otuloną w ryzyko ceremonialnego linczu.

Najważniejszym nauczycielem Ryby zostaje jego ojciec Tyree. Początkowo chłopak nie może zaakceptować roli, w jaką wciela się rodziciel, kiedy przychodzi do kontaktów z białymi. Służalcza postawa, tępy uśmiech, wzrok spuszczony w podłogę, przygarbione plecy połączone z potulnym potakiwaniem oraz milczeniem, gdy nie jest się proszonym o zdanie wywołują u Ryby poczucie piekącego zaciekle wstydu. Młodzieniec doskonale zdaje sobie sprawę z pobudek, które każą ojcowi zachowywać się w ten sposób, ale mimo to nie potrafi zaakceptować Tyree’ego płaszczącego się przed białymi ludźmi, z którymi załatwia swoje szemrane interesy. Z czasem jednak Ryba dostrzega korzyści, płynące z trudnej, wymagającej poniżenia współpracy z białymi. Ale szybkie pieniądze, płynące z czynszów oraz burdeli unaoczniają jednocześnie nędzę czarnej społeczności. Nędzę, którą bezlitośnie pogłębia Tyree. Jako właściciel kamienic czynszowych zdziera wygórowane opłaty ze swoich lokatorów, nie okazując im cienia litości. Pieniądze albo bruk – wybór jest prosty. Wpływy pochodzące z domów publicznych, w których często pracując młode, czarnoskóre kobiety, nie potrafiące zarobić na życie w innych sposób, również budzą moralne wątpliwości. Cały interes kręci się dzięki białemu komendantowi policji, panu Cantleyowi, który jest uosobieniem białego diabła z Południa. To rasista z krwi i kości, który czarnych traktuje jako zwierzęta – z najsprytniejszym z nich, Tyree’m Tuckerem załatwia interesy, pobierając połowę doli, uzyskanej z nielegalnej działalności. Do momentu, gdy wszystko kręci się tak jak należy, ojciec ryby pozostaje starym, dobrym Tyree’m. Jednak, gdy tylko grunt zaczyna palić się pod nogami i machlojki Cantleya mogą ujrzeć światło dzienne, Tyree staje się zwykłym czarnuchem, który powinien mieć głowę na karku, jeśli nie chce jej stracić. Cantley nie rozumie i absolutnie nie stara się zrozumieć postępowania czarnych, bowiem nie potrafi dostrzec w nich człowieka. Stara mierzyć ich zamiary różnorakimi wzorcami, a zapomina o tym najprostszym – czysto ludzkim. Z tego powodu czarni, którzy przecież przytakują mu gorliwie, że równość rasowa to kompletna bzdura, o jakiej wcale nie marzą, stanowią dla niego zagadkę, a przez to i zagrożenie.

Richard Wright dobitnie pokazuje, że czarni mimo zniesienia niewolnictwa, w dalszym ciągu nie byli pełnoprawnymi obywateli USA. Segregacja rasowa w miejscach publicznych, dzielnice przeznaczone dla kolorowych to tylko wierzchołek góry lodowej. Kiedy Tyree trafia do więzienia, okazuje się, że na jego procesie sędzią będzie człowiek, który należy do Ku Klux Klanu. Wymiar sprawiedliwości jest więc pustym frazesem. Sędzią, a więc funkcjonariuszem publicznym, który powinien pozostawać bezstronny, jest człowiek, który z racji wyznawanego światopoglądu, nie może podejmować obiektywnych wyroków w przypadku czarnoskórych obywateli. Przecież dla niego czarny jest już winny z racji posiadanego koloru skóry! Zatem w przypadku kolorowych, pojęcie prawa, czy sprawiedliwości jako wartości immanentnych, występujących a priori nie występuje. Murzyni według własnego mniemania mogą jedynie w miarę możliwości finansowych owe wartości nabyć za odpowiednią kwotę od białej rasy panów. Ale niesprawiedliwość przejawia się już znaczenie wcześniej, w znacznie błahszych kwestiach. W Clintonville wszyscy płacą podatki, bez względu na rasę, ale służby sprzątające ograniczają swoją działalność wyłącznie do białych dzielnic. Zatem czarni skazywani już na starcie. Brak środków publicznych, by utrzymywać czystość, dotować szkoły, czy kulturę z miejsca stawiają białych w uprzywilejowanej pozycji, pogłębiając tylko nierówności. Świat białych jest niczym zakazany owoc – świeci fałszywym blaskiem, obiecując dostatek i szczęście. Czarne dzielnice kojarzone są natomiast wyłącznie z brudem i ubóstwem. Stąd wielu młodych czarnych, obok nienawiści do białych, żywi również głęboką urazę do swoich ziomków – za to, że są tak słabi i bezwolni. Biali, wszechwładni niczym Bóg, tyle, że o wiele mniej miłosierni, doprowadzają czarną mniejszość do stanu apatii – murzyni, znużeni i zależni od białej łaski, pozbawieni życiowego celu, wykazują zawężony wachlarz reakcji emocjonalnych, ograniczających się najczęściej do płciowości, religii oraz alkoholu.

Długi sen, będący niekończącym się koszmarem, z którego nie może uwolnić się Ryba, to wspaniała i przejmująca powieść Richarda Wrighta. Chociaż przyznać trzeba, że jej lektura jest bardzo gorzka – trafnie prezentuje ona, jak spaczone, obrzydliwe i lepkie od fałszu były również wzajemne relacje pomiędzy czarnymi. Murzyni wykorzystujący swoich współplemieńców, płaszczący się przed białymi, z którymi łączył ich biznes, próbujący za wszelką cenę uszczknąć swoją dolę, żarliwie zapewniający, że nie w głowie im podobne głupoty jak równość społeczna, czy sprawiedliwe traktowanie to bolesny obraz tego, jak nisko może upaść człowiek, jeśli tylko dostarczyć odpowiednią ilość negatywnych bodźców ze środowiska. Przerażająca jest również samodyscyplina czarnych, którzy nawet przy utyskiwaniu na komunistów, wcielonych diabłów, których winno się z miejsca eliminować, zastrzegają, że oczywiście nigdy nie ośmieliliby się choćby tknąć białego czerwonego. Strach przed posiadaczami jasnego koloru skóry, mylony często z szacunkiem, determinuje niemal każdy krok czarnego człowieka.

Richard Wright w swojej ostatniej powieści, napisanej 2 lata przed śmiercią poruszył bardzo ważną kwestię, której próżno szukać w Synu swego kraju. Wright dobitnie prezentuje czytelnikowi fakt, że status ofiary, nie zwalnia czarnoskórych obywateli USA z obowiązków moralnych. Mimo, że w większości to biali ludzie odpowiadają za ucisk oraz niesprawiedliwość mniejszości, to jednak w niczym nie tłumaczy to bezwzględnego postępowania murzynów, którzy przy sprzyjającej okazji traktowali swoich ziomków dokładnie tak jak biali. Środowisko, w których dochodzi do takich patologii to dzieło białych, ale prawdziwy człowiek, zdający sobie w pełni sprawę z istoty człowieczeństwa, nigdy nie powinien wykorzystywać swojej uprzywilejowanej pozycji społecznej, by gnębić, czy wykorzystywać innych. Widać tu wyraźną zmianę myślenia zaprezentowanego w Synu swego kraju. Tam czarny chłopiec, sprawca zbrodni zaprezentowany został wyłącznie jako ofiara systemu, stworzonego przez białych oprawców, który nie powinien ponosić konsekwencji popełnianych czynów. Ryba potrafi dostrzec błędy w takim myśleniu i w końcu się go wyrzec i na tym polega wielkość bohatera oraz książki Wrighta.

Reasumując, uważam, że zdecydowanie niesłusznie Richard Wright kojarzony jest głównie za sprawą powieści Syn swego kraju. Długi sen, to książka podejmująca podobną tematykę, tyle, że zaprezentowano w niej dojrzalszy punkt widzenia na sprawy rasizmu. Wydaje się, że Richard Wright celowo uczynił młodego, dorastającego chłopca głównym bohaterem swojej powieści. Dopiero wkracza on w świat, który posiada niedostrzegalne dotąd kurtyny oraz bariery. Społeczność białych to swoiste terra incognita, jedynie mgliste skojarzenia i niedopowiedziane historie. Chłopiec, którego aparat poznawczy oraz zmysły obserwacji zaczynają działać coraz sprawniej, poznaje białych, traktowanych dotychczas jako temat tabu. Razem z Rybibrzuchem czytelnik wkracza na niebezpieczne terytorium, gdzie prowadzona jest bezlitosna walka na śmierć i życie pomiędzy obiema rasami.

środa, 03 lipca 2013

Okładka książki Syn swego kraju

  Tytuł: Syn swego kraju

  Autor: Richard Wright

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 398

  Cena: do nabycia w antykwariacie

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

 

 

Richard Wright, urodzony w 1908 roku w Roxie, zmarły w 1960 roku w Paryżu, to amerykański pisarz, czołowy przedstawiciel prozy murzyńskiej. Wright przyszedł na świat w stanie Missisipi, na Południu Stanów Zjednoczonych, w samym centrum najbardziej reakcyjnego oraz skrajnie rasistowskiego środowiska. Jako młody chłopiec stracił rodziców, dzieciństwo spędził wychowywany przez ubogich krewnych oraz w sierocińcu. Wright uczęszczał do liceum, ale nie udało mu się go ukończyć ze względów finansowych. Młody człowiek był jednak głodny wiedzy, którą zdobywał na własną rękę, masowo czytając książki. W kolejnych latach, tak jak i cała rzesza Murzynów, Wright wziął udział w wyjściu z domu niewoli, próbując odnaleźć szczęście w północnych miastach USA, które jawiły się wówczas jako swoista ziemia obiecana. W ten sposób, w 1927 roku Wright trafił do Chicago, gdzie imał się różnych zajęć. Tragarz, goniec, zwykły robotnik. Dopiero w roku 1934 udało mu się zatrudnić jako dziennikarz. Trzy lata później, w roku 1937 Wright przeniósł się do Nowego Jorku. W tym samym roku wydał zbiór opowiadań Uncle Tom's Children, w których poruszał tematykę linczów, jakie biała ludność Południa przeprowadzała na obywatelach czarnej społeczności. Bardzo jaskrawe ukazanie samosądów, pełnych brutalności i przemocy, których podłożem były uprzedzenia rasowe, zapewniło Wrightowi spory rozgłos. Pisarz, a przez lata robotnik, żywił spore nadzieje wobec komunizmu, który w jego mniemaniu mógł doprowadzić do narodzin nowego społeczeństwa, które wolne byłoby od czarno-białych uprzedzeń. W latach 1932 – 1944 pisarz był członkiem Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych. Jednak zarówno komunizm, jak i mit amerykańskiego snu, zgodnie z którym w USA każdy może odnieść sukces, okazały się niewypałem i rozczarowaniem. Rozgoryczony Wright opuścił Stany Zjednoczone i 1947 roku przyjął obywatelstwo francuskie, zamieszkując na stałe w Paryżu. W roku 1940, a więc żyjąc jeszcze w Stanach Zjednoczonych, Wright napisał powieść, która zapewniła mu miejsce w panteonie najwybitniejszych twórców literatury amerykańskiej. Syn swego kraju (Native Son) uchodzi za czołowe osiągnięcie Richarda Wrighta, który na koncie posiada kilka innych powieść. Jednak w mniemaniu krytyki, żadne inne dzieło nie było już w stanie osiągnąć pułapu, na który pisarz wspiął się w Synu swego kraju.

Książka wywołała ogromne poruszenie, bowiem bardzo wyraźnie obnażała obłudę amerykańskiego państwa. Fizyczne łańcuchy, które krępowały Murzynów zostały zrzucone, jednak w sercach wielu białych pozostała nienawiść. Czarni obywatele otrzymali wolność, ale była to wolność złudna, bowiem przyszło im egzystować w nędzy, ubóstwie oraz przy powszechnej niechęci. Murzyni skazani byli na mieszkania w swoistych gettach, ściśle wyznaczonych rewirach, gdzie nie zapuszczali się porządni biali obywatele. Czarni mogli oczekiwać jedynie najlichszych, najsłabiej opłacanych i najbardziej poniżających prac. Kazano zadowalać się im ochłapami, przekonując ich, że niższa pozycja społeczna wynika z naturalnych uwarunkowań o podłożu rasowym. Antymurzyńska propaganda głośno i gorliwie podkreślała, że Czarny to niemal zwierzę, niewiele różniące się od małpy, którego potrzeby redukują się do przyjmowania posiłków oraz zaspokajania seksualnych zachcianek. Starano się wręcz przekonać, że Murzynom obce są wytwory białej cywilizacji, że zanadto skomplikowane urządzenia wywołują u nich dyskomfort oraz poczucie zagubienia. Powieść Wrighta to odruchowa odpowiedź na bezduszne traktowanie murzyńskiej mniejszości oraz na ucisk na nią wywierany. Syn swego kraju oraz pozostała twórczość Wrighta, który zajmował się również eseistyką, wywarł ogromny wpływ m.in. na innego czołowego pisarza, poruszającego kwestię murzyńską, Jamesa Baldwina. Można śmiało rzec, że obaj panowie reprezentowali najbardziej znienawidzone wzorce przez amerykańską reakcję. Jeden i drugi posiadali czarny kolor skóry, co dla zatwardziałych rasistów już było zbrodnią. Ponadto Wright był komunistą, natomiast Baldwin homoseksualistą. James (rocznik 1924) na literackie wody wypłynął dzięki wsparciu Wrighta i przez długi czas pozostawał pod wpływem jego twórczości. Tak jak wspominałem przy okazji recenzji książki Inny Kraj, w latach 1954 – 1961, Baldwin wydawał szkice zbiorów publicystycznych o tytułach: Notes of a Native Son (Notatki syna swego kraju) oraz Nobody Knows My Name. More Notes of a Native Son (Nikt nie zna mojego imienia. Dalsze notatki syna swego kraju), w których podejmował dyskusję z Richardem Wrightem na temat walki o prawa czarnych. Twórczość Richarda Wrighta miała również niebagatelne znaczenie w przypadku Amiri Baraka, czarnoskórego, amerykańskiego pisarza, krytyka muzycznego oraz poety. Jak sam wyznał, Wright był jednym z ludzi, którzy uświadomili mi, że musimy walczyć. Być może to właśnie pod jego wpływem Baraka dołączył do ruchu Black Power, który nie uznaje biernej postawy wobec rasizmu i dąży do separacji czarnej społeczności USA.

Syn swego kraju, to luźno oparta na faktach historia biednego, młodego Murzyna Biggera Thomasa, który dopuszcza się przypadkowej zbrodni na bogatej, białej panience. Bigger to mieszkaniec Chicago, całe życie upływa mu w niewidzialnych murach getta czarnej społeczności. Bigger wraz ze swoim rodzeństwem oraz matką zajmuje jeden z ciasnych pokoi kamienicy czynszowej, która należy do przedsiębiorstwa chicagowskiego milionera, Pana Daltona. Młody Thomas to typowy rozrabiaka. Impulsywny oraz zawzięty, często razem z kolegami dokonuje drobnych kradzieży, które stanowią dla niego źródło gotówki. Bigger, najstarszy z rodzeństwa, mimo zaledwie dwudziestu lat, jest głównym żywicielem rodziny, do której nie żywi jednak zbyt ciepłych uczuć. Widzi on wyraźnie hańbiące warunki, w których przyszło egzystować jego bliskim, ale ponieważ nie jest w stanie tego zmienić, odgradza się od nich wysokim murem chłodnej obojętności, tak by nie dostrzegać ich krzywdy. Propozycja pracy na stanowisku szofera u pana Daltona, w mniemaniu pani Thomas to prawdziwa łaska, która spłynęła na Biggera. To życiowa okazja dla najstarszej latorośli jak i całej rodziny, by wreszcie godnie żyć. Jednak Bigger, pomimo namolnych próśb matki, bardzo niechętnie decyduje się na podjęcie proponowanej pracy. Młody człowiek, który cechuje się wyostrzonym zmysłem obserwacji, zdaje sobie sprawę, że człowiek postawiony w jego sytuacji jest człowiekiem bez alternatyw, bez żadnego innego wyjścia. Musi przyjąć propozycję, gdyż w przeciwnym razie on, jak i cała rodzina zdechną z głodu. Bigger intuicyjnie czuje, że za taki stan rzeczy odpowiedzialni są biali. Biali, do których należy cały świat, biali, których wieżowce zdają się dotykać chmur, biali, którzy swoimi samolotami potrafią wznieść się w przestworza, biali, którzy tak starannie izolują od siebie czarną społeczność. To właśnie przez nich Bigger egzystuje w ciasnym mieszkanku, w którym tłoczy się ze swoimi bliskimi, gdzie toczy regularne wojny z zuchwałymi szczurami. Czarni pozostają stłamszeni, ujarzmieni, bezwolni, mając tylko tyle swobody, na ile pozwoli im biały człowiek. Świat poza murem, świat białych, jawi się jako świat kompletny, pełny – to równocześnie zamknięta i niedostępna enklawa luksusu, którą czarni mogą jedynie zazdrośnie obserwować, będąc przy tym świadomym, że jest to miejsce dla nich nieosiągalne. Piętno czarnej skóry, nawet w przypadku przekroczenia murów, okazałoby się zbyt palące i wyraźne, by móc w pełni zasymilować się i żyć szczęśliwie w tym lepszym świecie.

Richard Wright wykorzystuje Biggera, który przyjmuje posadę szofera u pana Daltona, aby zaprezentować czytelnikowi środowisko białych milionerów. Wright bezpardonowo zrywa kurtynę, którą stanowi działalność charytatywna, aby w pełni ukazać hipokryzję i zakłamanie rasy białych panów. Z jednej strony pan Dalton w powszechnym mniemaniu uchodzi za liberalnego filantropa, łoży ogromne sumy na społeczność murzyńską, przyjmuje na służbę młodych czarnych ludzi, którym daje szansę odebrania solidnego wykształcenia. Z drugiej strony Dalton to właściciel obskurnych kamienic czynszowych w Czarnym Pasie, które wynajmowane są Murzynom po sztucznie zawyżonych cenach. Co gorsza Dalton postępuje nie do końca świadomie, tj. bezrefleksyjnie – oferując mieszkania jedynie w murzyńskim getcie, windując ceny wynajmu, ten społecznik działa zgodnie z utartą tradycją, z niepisanym prawem, o którym wie każdy szanujący się biały przedsiębiorca, kompletnie nie biorąc pod uwagę faktu, że te zwyczaje można by zmienić. Jakim dobroczyńcą jest człowiek, oddający drobny ułamek swojego majątku, zdobytego dzięki krzywdzie czarnych, na kształcenie młodych Murzynów, których nigdy nie zdecyduje się zatrudnić w swoich poważnych przedsiębiorstwach? Wright dobitnie pokazuje, że północnoamerykański przedsiębiorca w niczym nie jest lepszy od południowoamerykańskiego ciemiężyciela. Łańcuchy fizyczne zostały zastąpione pętami niewoli ekonomicznej oraz politycznej.

Native Son

Bigger Thomas, morderca, domniemany gwałciciel, a przede wszystkim czarnuch, w prozie Wrighta staje się archetypem ofiary. Bigger jest bezwolny od początku swojej egzystencji. Wright buduje akcję utworu w ten sposób, by wyraźnie uzmysłowić czytelnikowi, że całe postępowanie Thomasa jest uwarunkowane przez nakazy, zakazy oraz przesądy białej społeczności. Bigger stawiany jest w kolejnych położeniach, w których możliwa jest wyłącznie jedna droga postępowania. W ten sposób, punkt po punkcie, robiąc to, do czego zmusza go sytuacja, Bigger zbliża się do zbrodni, którą w końcu popełnia. Jednak odpowiedzialność za ten straszny czyn nie ponosi on, a ludzie, którzy kształtując jego rzeczywistość, warunki jego egzystencji, doprowadzili go do takiego postępowania. Co gorsza, Bigger, po dokonaniu zbrodni, po raz pierwszy w życiu zaczyna czuć się pełnoprawnym człowiekiem. Morderstwo jawi się akt, umożliwiający zrównanie się z białymi, których głęboko zakorzeniony rasizm odmawiał czarnym prawa do bardziej wyrafinowanych zbrodni. Bigger-morderca staje się równorzędnym graczem w brutalnej grze, jaką jest życie, który potrafi odegrać się za doznane krzywdy. Zrzucona zostaje peleryna niewidka, którą nosi bohater Niewidzialnego człowieka, Ralpha Ellisona. Ale skarykaturowana wolna wola ogranicza się jedynie do zmierzenia się z następstwami swoich czynów, które w obliczu zaistniałych okoliczności (brudny czarnuch naskakujący na cześć białej panienki) mogą być tylko jedne.

Wright, świetnie operujący słowem, znakomicie ukazuje niepokoje społeczne, które wywołało popełnione przestępstwo. Czytelnik jest świadkiem wrzenia białej masy, pełnej zwierzęcej nienawiści, podświadomie czującej ogrom swoich przewinień. Wright zdaje się sugerować, że wyrzuty sumienia oraz lęk przed możliwością zemsty, nakazują białym żądać najwyższego wymiaru kary dla Biggera Thomasa. Biała społeczność przedstawiona jest jako nieokiełznany motłoch, potężna siła, lękająca się świata czarnych, którego nie zna, nie rozumie i zrozumieć nie zamierza – pragnie jedynie w dalszym ciągu sprawować nad nim kontrolę. Tym samym młody Bigger staje się reprezentantem interesu wszystkich Murzynów, zamieszkujących USA. Proces sądowy nie jest wyłącznie sprawą Biggera Thomasa – to spór o kształt dalszych stosunków pomiędzy białymi a czarnymi, to walka o przyszłą formę amerykańskiej społeczności.

Reasumując, Syn swego kraju, to książka niezwykła. Nawet dzisiaj wywołuje ogromne poruszenie oraz zmusza do intensywnego myślenia. Richard Wright napisał obszerny manifest, w którym wyłuszczył wszelkie racje uciskanej mniejszości. Sama filozofia pisarza jest jednak w mojej opinii nieco kulawa. Obraz Biggera Thomasa wyłaniający się na podstawie książki, każe patrzeć na bohatera tylko i wyłącznie jako na ofiarę. Dewaluowana jest sama zbrodnia, która jawi się jako słuszny akt buntu, umożliwiający wyrównanie rachunku krzywd. Mord staje się sprawą drugorzędną, odbiera mu się całą jego ohydę i bezsens, a winę za jego popełnienie zrzuca się wyłącznie na środowisko i warunki, w jakich wyrósł morderca. Ponadto wspólna egzystencja czarnych i białych przedstawiona jest głównie jako rywalizacja, zaciekła walka – jest ona niczym huśtawka, tj. jedna rasa zawsze musi dominować nad drugą. Tak jakby pokojowe współżycie było z góry wykluczony, ze względu na potężny bagaż przeszłości. Właśnie z tego powodu bardziej dojrzałym twórcom wydaje mi się James Baldwin, który potrafił dostrzec problem wtórnego rasizmu. Mimo to, ciekaw jestem ogromnie pozostałych książek Richarda Wrighta – interesujące, czy autorowi udało się dostrzec luki w swojej ideologii.

wtorek, 23 października 2012

Okładka książki Inny kraj

  Tytuł: Inny Kraj

  Autor: James Baldwin

  Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

  Liczba stron: 465

  Cena: ok. 15,00 zł (do nabycia w antykwariacie)



 

 

 

 

 

 

 

Urodzony w 1924 roku, w nowojorskim Harlemie, James Baldwin to podobnie jak Ralph Ellison jeden z najwybitniejszych twórców literatury murzyńskiej w USA. Początkowo, wzorem swojego ojca, chciał zostać kaznodzieją, ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło. Baldwin został klasycznym apostatą, ostro krytykując ojca oraz kościół, uważając, że modlitwa oraz pobożność Murzynów to jedynie odwracanie się od realnych problemów, ucieczka przed ciężarem, które niesie za sobą życie. Już w wieku siedemnastu lat opuścił rodzinne gniazdko i oddał się namiętnym podróżom po świecie, by na kilka lat zacumować w Paryżu.

Twórczość Baldwina to owoc tradycji murzyńskiej literatury amerykańskiej, owoc, który wniósł do niej powiew świeżości i nutkę innowacji. Baldwin za pomocą swoich dzieł przedstawił nowy punkt widzenia na pewne sprawy, wzbogacił ten nurt zarówno ideowo jak i artystycznie, momentami gruntownie go zmieniając. Baldwin uważany jest za ucznia Richarda Wrighta, autora głośnej książki Native Son (Syn swego kraju), która portretuje dzielnice Chicago zamieszkałe przez czarnoskórą mniejszość. Baldwin akcję swoich książek osadza z kolei w rodzinnym Harlemie, murzyńskiej dzielnicy Nowego Jorku, w której sam dorastał. Wpływ Wrighta widać również wyraźnie w zbiorach szkiców publicystycznych Baldwina, wydawanych w latach 1954 – 1961, które noszą tytuły: Notes of a Native Son (Notatki syna swego kraju) oraz Nobody Knows My Name. More Notes of a Native Son (Nikt nie zna mojego imienia. Dalsze notatki syna swego kraju). Baldwin nie jest jednak ślepym naśladowcą Wrighta, o nie, to o wiele bardziej pojętny uczeń, który nawiązuje żywy dialog ze swoim mistrzem. Prowadzi on zażartą dyskusję z modelem życia proponowanym przez R. Wrighta, nie w pełni go akceptując. Główny bohater Syna swego kraju pragnie odnaleźć siebie poprzez działanie niezgodne z prawem, dokonuje on zemsty na systemie społecznym, przez który znajduje się na samym dnie. Poprzez kolejne morderstwa (m.in. białej kobiety) manifestuje swoją osobę, stara się być zauważalny, w ten sposób zwraca na siebie uwagę (owa niewidzialność kojarzy się nieodzownie z powieścią Ralpha Ellisona Niewidzialny człowiek). Baldwin podchodzi do kwestii dyskryminacji zgoła inaczej. W pełni rozumie on złość i gniew Murzynów, która zresztą są jak najbardziej uzasadnione. Problem w jego mniemaniu jest jednak o wiele bardziej złożony. Ponieważ Baldwin marzy o społeczeństwie w pełni harmonicznym, gdzie żadnej roli nie gra kolor skóry, wyznawana religia, czy orientacja seksualna, pisarz doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że aby uporać się z kwestią rasizmu, konieczne jest również zaangażowanie drugiej strony konfliktu, tj. białych – rasizm to także ich problem, a bez ich udziału nie może być on w żaden sposób rozwiązany. Baldwin wychodzi, zatem poza proste ramy schematy nienawiści i złorzeczenia na białego diabła, wznosząc się na o wiele stopni wyższy poziom intelektualny, świadczący o głębokiej mądrości i przenikliwości pisarza, który dostrzegał niebezpieczeństwa płynące z wtórnego rasizmu. Poetycko rzecz ujmując, można rzec, że Baldwin nie chciał, by czarni byli niczym Księżyc, odbijający światło wzajemnych uprzedzeń, emitowane przez białe Słońce.

James Baldwin

Taki punkt widzenia przynosi mu tylu samych gorących entuzjastów, co zaciekłych wrogów. Tych ostatnich jest szczególnie sporo, co chyba zrozumiałe, wśród czarnej społeczności. Jako ciekawostkę warto dodać, że walczący o prawa obywatelskie, następcy Martina L. Kinga, czarni radykałowie, dla których Baldwin początkowo był starszym bratem, oskarżali go o służalczość i uprawianie pochlebstwa wobec białych. Otwartego ataku na autorytet Baldwina dokonał Eldridge Cleave w wydanej w 1968 roku książce Soul on Ice, pisząc m.in. o dręczącej, bolesnej, totalnej nienawiści do czarnych, którą rzekomo naznaczona była twórczość Baldwina.

Akcja powieści Inny kraj, o której po tym przydługim wstępie chciałbym słów kilka napomknąć, rozgrywa się w nowojorskim Harlemie w środowisku artystycznej bohemy. Tematem, wokół którego obraca się powieść jest miłość w wydaniu: hetero- jak i homoseksualnym oraz czarno-białym, która skażona zostaje u podstaw przez otoczenie z całym zastępem utartych form, obyczajów oraz norm. Baldwin znakomicie przedstawia inwersje i odchylenia, którym to szlachetne uczucie ulega w wyniku działania czynników społecznych. Z jednej strony czynniki te mogą być inhibitorami: czasami doprowadzają do rozkładu uczucia, niekiedy prowadzą do ohydnej karykatury wypełnionej przemocą, bólem i wzajemną nieufnością, innym zaś razem czynniki przejawiają działanie katalitycznie: wzmagając intensywność miłosnych uniesień, cementując te piękne uczucie, pozwalając odkryć najpiękniejsze tajemnice drugiego człowieka.

Kolejne miłosne historie mają charakter dość sinusoidalny, bohaterowie wdrapują się na sam szczyt miłosnej fali, by z mniejszym bądź większym hukiem, runąć w białą kipiel niespełnienia, zawodu i bólu. Fabuła rozpoczyna się od krótkiej, bardzo burzliwiej, dramatycznej i namiętnej historii uczucia pomiędzy czarnoskórym muzykiem Rufusem a białą rozwódką z Południa Leoną. Szczęście nie jest jednak pisane tej parze – Rufus nie jest w stanie zaufać Leonie, bez przerwy budzą się w nim przekonania, że biała kobieta żywi do niego jedynie litość i pogardę, ciągle traktując go, przez wzgląd na kolor skóry, jako kogoś gorszego, nie w pełni człowieka. Jest to zdecydowanie najsmutniejsza część książki – z naprawdę ciężkim sercem czyta się kolejne etapy wzajemnej destrukcji Rufusa oraz Leony, które kończą się tragicznym finałem.

James Baldwin

Śledząc losy pozostałych bohaterów, przekonujemy się jak trudne były w latach ’60 wzajemne relacje pomiędzy białymi a czarnymi. Niewyrównane krzywdy, wzajemna niechęć, silne przesądy i uprzedzenia, nierozstrzygnięte kwestie winy za zaistniałą sytuację prowadziły w konsekwencji do społecznego oporu, zarówno wśród białych jak i czarnych, wobec jakichkolwiek kontaktów przedstawicieli obu ras. Każde uczucie, począwszy od przyjaźni a na miłości skończywszy, wystawione było na prawdziwą próbę ogniową – zarówno w Harlemie jak i w przyzwoitych, białych dzielnicach, ludzie krzywym okiem patrzyli na białoskórego mężczyznę, spacerującego pod rękę w towarzystwie czarnoskórej kobiety, czy na czarnego oraz białego, którzy szli roześmiani, ramię w ramię, pogrążeni w namiętnej dyskusji. Biało-czarne kontakty często traktowano jak bratanie się z wrogiem, zdradę własnego środowiska. Siłą rzeczy owe czarno-białe kontakty już u źródła były skażone i zatrute, a przez to tak trudne.

Inny kraj w moim mniemaniu to wspaniała książka, będąca również manifestem Baldwina przeciw fałszowi i obłudzie, które ciągle były obecne w amerykańskim społeczeństwie, karmionym mitem amerykańskiego snu. Baldwin znakomicie portretując życie codzienne w czarnoskórej dzielnicy Nowego Jorku, Harlemie, bezwzględnie udowadnia, że jest to miejsce, gdzie często nie ma żadnych szans, perspektyw na lepsze jutro. Dla wielu to zamknięta enklawa, w której prowadzi się cichą, acz uporczywą walkę o przeżycie kolejnego dnia. Nie jest to zatem żaden sen, a co najwyżej koszmar niekończącej się udręki, szarzyzny i rutyny przeplatanej narkotykami, alkoholem i dziwkami. Wydaje się, że Baldwin marzył o innym kraju, tj. takim, gdzie kontakty pomiędzy ludźmi o różnych kolorach skóry nie są obciążone brzemieniem przeszłości, gdzie ludzie tej samej płci nie muszą traktować swojego homoseksualizmu jak groźnej i nieuleczalnej choroby, gdzie wyznacznikiem szczęścia i sukcesu, osiąganego za wszelką ceną, nie są pieniądze i sława. Baldwin marzył o kraju prawdziwej miłości.

czwartek, 11 października 2012

Okładka książki Niewidzialny człowiek

  Tytuł: Niewidzialny człowiek

  Autor: Ralph Ellison

  Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS

  Liczba stron: 584

  Cena: 45,00 zł







 



 

 

 

Chociaż Ralph Ellison w swoim nie tak krótkim życiu zdołał napisać zaledwie jedną książkę, to i tak uważa się go za czołowego pisarza USA, a stworzony przez niego rodzynek, Niewidzialny człowiek, uchodzi za pozycję przełomową. Widać wyraźnie, że pan Ralph postawił na jakość, a nie na ilość. Urodzony w 1913 roku na Południu, w Oklahoma City, Ellison to jeden z ważniejszych głosów murzyńskiego ruchu domagającego się pełnej równości oraz zniesienia segregacji rasowej. Początkowo, tj. w 1933, próbował studiów muzycznych w Alabamie, następnie, w 1936 r., przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął działalność publicystyczną. W czasie II Wojny Światowej pływał na statkach handlowych. Wreszcie, w 1952 roku Ellison ukończył dzieło swojego życia, powieść Niewidzialny człowiek, która rok później otrzymała National Book Award.

Główny bohater, to czarnoskóry obywatel, pochodzący z południa USA, bez imienia oraz bez nazwiska. Dzięki dobrym wynikom w szkole, ku uciesze całej rodziny, rozpoczyna studia na murzyńskiej uczelni, której głównymi sponsorami są biali milionerzy. Z własnych, często dość egoistycznych oraz zarozumiałych powodów decydują się oni wspierać rozwój czarnoskórej społeczności, dając jej możliwość zdobycia wykształcenia. Cieszący się coraz większym zaufaniem bohater, zostaje wyznaczony na szofera jednego z głównych ofiarodawców. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności, bezmyślna służalczość w spełnianiu woli białego pana oraz naturalna szczerość bezimiennego skutkują katastrofą, która kończy się wydaleniem go z uczelni oraz przymusową przeprowadzką do Nowego Jorku.

Martin Luter King na murach Harlemu

W Big Apple nasz bohater trafia oczywiście do Harlemu, dzielnicy będącej centrum murzyńskiej populacji, która od lat dwudziestych XX wieku uważana była za główny ośrodek twórczości literackiej oraz ruchu intelektualnego murzynów. Harlem, do dziś zresztą, to także światowa stolica jazzu. Przeskok z Południa na Północ będzie dla naszego bohatera ogromnym przeżyciem – wydaje się, że dopiero w Nowym Jorku 13. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych znosząca niewolnictwo jest w pełni respektowana. Harlem będzie równocześnie miejscem, w którym nasz bezimienny dojrzeje, uniesie się młodzieńczym idealizmem, zostanie rozpalony wiarą w człowieka. Niestety tutaj również wypali się, przejrzy na oczy oraz przekona się, jak się w istocie sprawy mają.

Niewidzialny człowiek to wspaniały zapis historii człowieka, który pragnie zdefiniować swoje miejsce w nieprzyjaznym, obcym oraz często wrogim społeczeństwie. Człowieka, który usilnie stara się odnaleźć własną tożsamość, wcisnąć się w nurt historii i uczestniczyć w zmianach doprowadzającą ludzkość do człowieczeństwa w pełnym tego słowa znaczeniu. Niewidzialny bohater to również świadek oraz ofiara rasizmu, tego w południowym oraz północnym wydaniu. Dzięki niemu widzimy, że segregacja rasowa to nie tylko niewolnicze łańcuchy, jawna niechęć oraz otwarta pogarda dla drugiego człowieka. Rasizm to równie często nie dostrzeganie potrzeb drugiego człowieka, nie liczenie się z nimi, to także przedmiotowe traktowanie bliźniego, który postrzegany przez pryzmat kolorowej skóry traci swój indywidualny, jednostkowy byt na rzecz bezkształtnej masy, bez wyrazu oraz znaków szczególnych. Główny bohater w symboliczny sposób staje się niewidzialny, ludzie patrzą na niego i widzą go, nie akceptują jednak faktu, że mają do czynienia z kimś. Czarny to tylko suma odruchów, głos wiecznie się czegoś domagający, czy cichy jęk protestu. To iluzja postaci, od razu zlewająca się w tłumie, której nigdy nie posądzimy o posiadanie osobowości, o bycie kimś.

Ulica Harlemu

Zanim jednak bohater dojdzie do tak negatywnych wniosków i doświadczy tego na własnej skórze, upłynie sporo wody w rzece. Podróż wraz z pierwszoosobowym narratorem przez wszystkie przygody, których doznaje, przypomina zdzieranie kolejnych zasłon, przechodzenie do kolejnych scenerii. Każda okazuje się złudzeniem, a następne wzniosłe idee spalają się niczym bibułka papierosa, ćmionego przez wielkich myślicieli starających się wprowadzić w życie postulat braterstwa bez poszanowania integralności moralnej, sterując innymi ludźmi niczym kukiełkami w teatrze marionetek. Interesujący oraz znamienny jest fakt, że główny bohater to osoba dobrze wykształcona oraz świadoma klasowo. Jeszcze bardziej intrygujące są kłopoty, wynikające z racji posiadania z tych cech, które, w teorii przynajmniej, powinny być atutem, czy też podporą naszego niewidzialnego, a okazują się jedynie łańcuchem, ściągającym go w dół, prosto do ciemnego lochu.

Sam niewidzialny, poprzez swoją naiwność polegającą na wierze w ludzi, ufności w slogany, ukryte pod złotym brokatem, którym wypisano piękne i wzniosłe idee, przypomina nieco tytułowego Idiotę Fiodora Dostojewskiego. Przykre zdarzenia, które przytrafiają się młodemu bohaterowi, kolejne oszustwa, będące wynikiem cech jego charakteru, negują istotę humanitarności, której rdzeniem jest ludzka godność, uznawana za największą świętość. Niewidzialny boleśnie przekonuje się natura człowieka najchętniej stroi się w szaty splamione krwią, pełne brutalności, agresji oraz pohańbienia. Przywdziewając maskę szczerego zainteresowania, myśli najczęściej o eksploatacji bliźnich do własnych celów, realizacji swoich interesów, mając daleko w dupie hasła, którymi karmi się w szkole głupców, próbując czynić z nich dojne krowy.

Krótko reasumując, w mojej opinii Niewidzialny człowiek to mile spędzony czas na naprawdę inteligentnej lekturze, która w znakomity sposób obrazuje późne lata 40 Stanów Zjednoczonych. Osią centralną powieści jest oczywiście kwestia rasizmu, ale pojawia się również ciekawe studium społeczeństwa, jako kleistej brei, którą przy odpowiednich staraniach, można próbować wtłoczyć w dowolną formę, kształtując jego wolę. Ellison świetnie ukazuje, jak niebezpieczna może być tego typu zabawa. Należy jeszcze tylko napomknąć, że pisarz, tworząc Niewidzialnego człowieka, czerpał garściami z doświadczenia własnego życia, które z pewnością nie było usłane różami. Opisując problem rasizmu, który formalnie został zniesiony, a oficjalnie co rusz go potępiano, doskonale pokazał, jak wiele czasu potrzeba, by ukształtować prawdziwie ludzką świadomość oraz jak trudno jest wykorzenić bezpodstawne przekonanie o prawie do postrzegania siebie jako kogoś lepszego, bardziej wartościowego, tylko i wyłączenie ze względu na przynależność rasową.

Patrząc natomiast na książkę Ellisona na przestrzeni tych ponad 50 lat, które upłynęły od czasu jej publikacji, widzimy, że, w kwestii rasizmu zmieniło się naprawdę sporo i to w większości in plus. Mimo to, segregacja, co oczywiste, nadal istnieje i trwać będzie, dopóki ludzie będą patrzeć na siebie przez pryzmat koloru skóry, orientacji seksualnej, czy wyznawanej religii bądź filozofii, nie dostrzegając przez to w bliźnim istoty ludzkiej. Martwi natomiast fakt, że mimo upływu tej ponad połowy wieku, człowiek, żyjący oraz obracający się w społeczeństwie, nadal i w dodatku bardzo często, czuje się w nim wyalienowany, obcy, niechciany oraz niedostrzegany. Odnoszę wrażenie, że opisywana przez Ellisona niewidzialność jest bardziej uniwersalna, i ciągle dotyka wielu z nas, nie tylko ze względu na posiadany kolor skóry.

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita