Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: Wydawnictwo Zielona Sowa

niedziela, 16 lutego 2014

  Tytuł: Okładka książki 622 upadki Bunga622 upadki Bunga

  Autor: Stanisław Ignacy Witkiewicz

  Wydawnictwo: Zielona Sowa

  Liczba stron: 320

  Cena: 14,90 zł

  Oprawa: miękka



 

 

 

 

 

Słowo pisane to w moim prywatnym odczuciu jedno z największych osiągnięć ludzkości. Pismo klinowe, którego autorami byli prawdopodobnie Sumerowie, liczy sobie już ponad 5500 lat. Można zatem powiedzieć, że jako ludzkość mieliśmy całkiem sporo czasu by solidnie nauczyć się władać tym niezwykłym wynalazkiem. Na obecnym stopniu rozwoju doszliśmy już do takiej wprawy, że stosujemy różne nośniki dla tego typu informacji, począwszy od fizycznych, a na elektronicznych skończywszy. Ale co fascynujące, mimo upływu tylu stuleciu, jeśli chodzi o treść, jaką skrywa w sobie dany układ liter, czy też znaków, to człowiek nadal jest decydującym elementem tej układanki. W przypadku literatury, to właśnie autor jest swoistym demiurgiem, który powołuje do istnienia świat przedstawiony w danym utworze. Ale czy pisarz, podobnie jak Bóg powołuje do trwania rzeczy, wydobywając je z kompletnego niebytu, czy też jest bardziej budowniczym, który z dostępnych materiałów kreuje literacką rzeczywistość?

Osobiście uważam, że artysta, a w tym konkretnym przypadku pisarz, nie jest zupełnie wolny od bodźców zewnętrznych. Bohaterowie, akcja, fabuła rodzą się co prawda w umyśle autora, ale podstawę dla tych elementów w mniejszej bądź większej mierze stanowią przeżycia, wydarzenia, przygody, rozmowy czy spotkania, będące udziałem twórcy. Rzeczywistość oplatająca artystę okazuje się bardzo plastycznym, a przy tym wdzięcznym tworzywem, które może zostać użyte do napisania znakomitej powieści. Dobrym przykładem są dzieła Stanisława Ignacego Witkiewicza – chociaż on sam, mocno poróżniony z ówczesną polską krytyką literacką głośno postulował o oddzielenie literackiego dzieła od losów jego twórcy. Syn wybitnego malarza, architekta oraz teoretyka sztuki Stanisława Witkiewicza, był równie uzdolniony co ojciec, przejawiając ponadto talent w dziedzinie literatury, fotografii czy filozofii. W wieku 26 lat napisał swoją pierwszą powieść, 622 upadki Bunga, zawierającą sporo wątków autobiograficznych. Oczywiście książkę można, tak jakby życzył sobie tego Witkacy, odseparować od jego własnej osoby i czytać ją bez znajomości kluczowych faktów z jego życia. Utwór w dalszym ciągu pozostaje lekturą z wszech miar wartą uwagi, inspirującą oraz ciekawą – świadczy to o umiejętnym transponowaniu własnych przeżyć i obserwacji autora do świata literackiej fikcji oraz uniwersalności samego utworu, poruszającego tematy newralgiczne i ważne dla każdego człowieka. Ale o ileż bardziej interesujące i pełniejsze będą upadki tytułowego Bunga, jeśli czytelnik chociaż liźnie życiorys niezwykłego artysty, jakim niewątpliwie był Witkacy.

622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta, bo tak brzmi pełny tytuł debiutu literackiego Witkiewicza koncentruje się na dwóch aspektach – niełatwych relacjach młodego bohatera z płcią piękną oraz równie trudnych i zawiłych stosunkach ze sztuką. Bungo, to podobnie jak Witkacy w momencie pisania powieści, młody człowiek, artysta, a przy tym student Akademii Sztuk Pięknych. Życie dopiero odkrywa przed Bungiem swoje sekrety, poczynając jednak od prezentacji swojej zdecydowanie mroczniejszej strony. Dojrzewający młodzieniec odznacza się niepospolitym życiem duchowym oraz intensywnymi przeżyciami wewnętrznymi. Kwestią, która mocno nurtuje Bunga jest autodefinicja, wyznaczenie ścisłych ram własnej osobowości jak również ścisłe określenie swojego sposobu pojmowania sztuki. W takim właśnie stanie, tj. w trakcie duchowych rozterek, metafizycznych oraz artystycznych poszukiwań, gdy Bungo zatopiony jest w samym sobie, dopada go pani Akne Montecalfi, czyli tytułowa demoniczna kobieta. Pani Akne jest uznaną śpiewaczką operową, ale niesłabnącą salonową sławę zapewniają jej liczne romanse oraz potężny, wręcz legendarny wpływ, który wywiera na swoich kochanków, przyciągając ich niczym magnes, nie pozwalając im wyjść z orbity swoich destrukcyjnych oddziaływań.

Zestawienie ze sobą (to określenie jest chyba najbardziej adekwatne szczególnie w przypadku Bunga, który zdaje się być marionetką w rękach trzecioosobowego narratora, zsyłającego z sadystycznym umiłowaniem na swoją kukiełkę kolejne ciężkie doświadczenia) Bunga oraz Akne wywołuje silny efekt komiczny, charakteryzujący się równocześnie mocnym odcieniem tragizmu. Bungo to zblazowany młody człowiek, szukający kolejnych podniet, ekscytujących doświadczeń i przeżyć, będący w istocie zadufanym w sobie chłystkiem, któremu imponuje własna inteligencja i głębia. Z naiwnością godną najszczerszej litości prezentuje on pani Akne swoje zawiłe poglądy wierząc w krystalicznie czyste uczucie, które miałoby połączyć tę dwójkę. Bungo wraz z kolejnymi miłosnymi deklamacjami oraz „poważnymi rozmowami”, do których przejawia denerwującą wręcz swą intensywnością tendencję, jawi się coraz bardziej jako bezbronny a przy tym zupełnie nieświadomy chłopczyk, postawiony w obliczu ociekającego seksapilem hormonalnego (i niewyżytego) monstrum. Bungo, który szczególnie na początku utworu sprawia wrażenie tchórza bojącego się realnych zmian oraz zwykłej świni, ze swoimi skłonnościami do cynizmu, złośliwości, bezwzględności, oschłości i instrumentalnego traktowania innych dotkliwie przekonuje się, że kłamstwo, czy intryga to broń obosieczna.

Akne Montecalfi starsza od Bunga zarówno wiekiem jak i doświadczeniem okazuje się kamieniem, na którym stępiła się już niejedna kosa. Co interesujące bardzo wielu cech tej demonicznej postaci użyczyła popularna aktorka dwudziestolecia międzywojennego, Irena Solska, z którą młodszy o 8 lat Witkacy miał burzliwy romans. Reperkusje tego związku widoczne są zarówno w literaturze, czego najlepszym przykładem jest omawiany utwór oraz w sztuce – istnieje całkiem sporo portretów pani Solskiej pędzla Witkiewicza (nie brakuje na nich złośliwych dopisków). Postać Akne, wykreowana w 622 upadkach Bunga jest doprawdy demoniczna. Artystka została przedstawiona jako istny sukkub, wodzący na pokuszenie wszystkich mężczyzn, którzy chociaż w najmniejszym stopniu zainteresują panią Akne. Jest ona niczym kolekcjonerka oryginalnych okazów – przedstawicieli męskiego rodu, a przy tym odważna i bezwzględna poskramiaczka samczych natur. Cieszy ją zarówno sam akt uwodzenia, oddania się w ramiona mężczyzny, wystarczająco silnego by ją posiąść (wyłącznie fizycznie, bowiem zawładnięcie psychiczne jest tylko dobrze udawaną iluzją) jak i wzbudzanie zazdrości u swojego faworyta. Pani Akne gra na najniższych instynktach swoich ofiar, którymi zdaje się szczerze pogardzać. Za sprawą pióra Witkacego jawi się jako groźny, niebezpieczny i śmiertelnie jadowity płaz, który połknął już niejednego nierozważnego śmiałka czy groźne, trujące zielsko, ciasno oplatające swoich wybranków, nie dając żadnych szans na ucieczkę.

Miłość, jaką Witkacy serwuje czytelnikowi na kartach swojej powieści to straszliwe uczucie, które przybiera postać aktu zawładnięcia ukochaną osobą, sprowadza się do tego, by posiąść ją niemal na własność. To silnie toksyczny stan emocjonalny, który podsycany zazdrością oraz chęcią ubezwłasnowolnienia umiłowanego człowieka działa niezwykle destrukcyjnie, błyskawicznie rujnując osobowość obu ludzi, tworzących związek. Kluczowym czynnikiem scalającym ze sobą dwie niemal otwarcie walczące ze sobą strony jest fizyczne pożądanie, które jest niczym potężny, burzący wszystko na swojej drodze żywioł. Chuć sprawia wrażenie miękkiej, lepkiej i obrzydliwej substancji, czy też błony dokładnie pokrywającej bezradne ofiary, które nie są w stanie wyrwać się ze stanu nieustannego seksualnego głodu.

Drugim istotnym, a przy tym niezwykle ciekawym tematem, poruszanym przez Witkacego jest szeroko rozumiana sztuka. Kim właściwie jest artysta? Czy artystą należy się urodzić, czy można tak po prostu się nim stać? Jak daleko sztuka powinna sięgać do codzienności? W jakim stopniu ją odzwierciedlać? Czy w ogóle może się do niej odnosić? A może sztuka to tylko dzieło samo w sobie, dekoracja, nie mająca punktów stycznych z rzeczywistością, która rodzi się z nicości, będąc zatem tworem w pełni autonomicznym (na wzór nowej powieści, o której niezależność postulowali twórcy na czele z Robbe-Grilletem)? A może jednak artysta to w pewnym sensie osoba odpowiedzialna, nie mająca prawa tworzyć w zupełnym oderwaniu od wydarzeń, procesów dziejowych, których jest świadkiem, bądź uczestnikiem? Zatem czy artysta to duchowy przywódca, osoba zaangażowana w kulturę, która winna stać się udziałem również innych, czy bardziej wilk samotnik, nieczuły na losy poszczególnych jednostek?

Warstwą, która przykuwa szczególną uwagę jest z pewnością nietuzinkowy język oraz niepowtarzalny styl Witkacego. Wśród bogatej składni prym wiodą efektowne przydawki, które silnie akcentują stany, w jakich znajdują się bohaterowie, podkreślają ich cechy, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Witkacy lubuje się w przymiotnikach obrazowych oraz wyrazistych – wyrazy dziki, straszliwy, absolutny, bezdenny, wściekle, potworny, odmienione przez niemal wszystkie przypadki gęsto okraszają kolejne zdania, tworząc zapadające w pamięć kompozycje (bestialski, a święty uśmieszek jej ust). Jednocześnie mnogość określników, ich mieniąca się wielość zdaje się podkreślać niemożność pełnego wyrazu uczuć, które targają artystą. Forma, w jaką twórca pragnie wtłoczyć słowa okazuje się stanowczo za ciasna. Być może stąd to ciągłe maltretowanie, miażdżenie, niszczenie, szarpanie, tj. babranie się w sobie, wywalanie metafizycznych bebechów oraz nieustanne plątanie się w jelitach niespokojnego umysłu, które momentami przywodzi na myśl pełne stękania uzewnętrznianie się, bełkotliwe rzyganie treścią.

Książka to z pewnością prawdziwa gratka dla miłośników dwudziestolecia międzywojennego. Na kartach powieści pojawia się wielu bohaterów wzorowanych na znajomych oraz przyjaciołach Witkacego vel Bunga. Oczywiście pierwszoplanową rolę gra Irena Solska jako Akne Montecalfi, ale to nie jedyna osoba, która użyczyła swoich rys charakterologicznych. Tadeusz Miciński wcielił się w rolę dziwacznego proroka, Maga Childeryka, głoszącego służebną rolę sztuki oraz niosącego pomoc zdruzgotanemu związkiem z Akne Bungowi. Matematyk oraz teoretyk sztuki Leon Chwistek posłużył za pierwowzór dla barona de Buffadero-Bluff, dla którego praca artystyczna stanowi przeciwwagę dla matematycznej działalności na polu logiki. Podróżnik oraz antropolog Bronisław Malinowski posiada natomiast rysy księcia Nevermore, zblazowanego arystokraty, pogrążonego w studiach nad istotą życia, która to istota przecieka mu jednak przez palce.

Reasumując 622 upadki Bunga to książka niezmiernie interesująca, przy czym jej lektura wcale nie była taka prosta. Powieść tak jak złośliwy polip przyczepia się do umysłu czytelnika, zachowując się niczym demoniczna kobieta. Tak jak złośliwa i chytra hetera, która zapewnia swoją ofiarę o niesłabnącym uczuciu, by za chwilę patrzeć z nieskrywaną satysfakcją jak delikwent spala się od rozpalonej do białości żądzy, której jednak nie ma zamiaru ugasić, tak i powieść zwodzi, a niekiedy i męczy swojego czytelnika. Oscyluje ona od stanów apatii, stagnacji, kiedy zwyczajnie wieje nudą. Ale kiedy już, już bliscy jesteśmy powzięcia zamiaru definitywnego rozstania się z lekturą, jak na zawołanie pojawia się wątek, który pobudza wyobraźnię, stawiając na baczność wszystkie zmysły, nie pozwalając oderwać się od tekstu. Zatem podobnie jak i Bungo niekiedy jesteśmy niczym bezradna muszka, schwytana w sieci okrutnego i bezlitosnego pająka, stanowiąc jego zabawkę.

Momenty, kiedy fabuła zdaje się kręcić w kółko w pełni wynagradzają świetne opisy, którymi raczy czytelnika autor. Na jaw wychodzą zdolności Witkacego w dziedzinie malarstwa, które bardzo sprawnie są adaptowanego do tworzenia literackich pejzaży. Akcja utworu rozgrywa się głównie w mieście (Warszawie?) oraz w górach (Tatrach?). Przyroda bardzo często służy Witkacemu do podkreślania stanów emocjonalnych, w jakich aktualnie znajdują się jego postacie. Harmonizuje ona z nastrojami bohaterów, sprawiając, że są one jeszcze bardziej plastyczne, wręcz namacalne.

Witkiewiczowski debiut jest w mojej opinii pozycją godną uwagi. Zabawne, że sam autor zajmował się powieściopisarstwem niejako przy okazji, nie będąc do niego w pełni przekonanym. Twierdził, że ta forma literacka jest w stanie wyłącznie fragmentarycznie wyrazić metafizyczne doznania, które artysta pragnie przedstawić. Będąc po lekturze Pożegnania jesieni, Nienasycenia oraz 622 upadków Bunga śmiało stwierdzam, że te przygodne kontakty Witkiewicza z powieścią okazały się niezwykle płodne – są o niebo lepsze od dzieł niejednego współczesnego artysty, który uważa się za pisarza przez wielkie P. Polecam przede wszystkim poszukiwaczom transcendentalnej jedności Bytu.

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita