Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: literatura iberoamerykańska

sobota, 22 czerwca 2013

Okładka książki Szlakiem wieloryba

  Tytuł: Szlakiem wieloryba

  Autor: Francisco Coloane

  Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc

  Liczba stron: 232

  Cena: 23,00 zł



 

 

 

 

 

 

 

 

Francisco Coloane (1910 – 2002 r.) to chilijski pisarz. Polski czytelnik może zaznajomić się z jego twórczością za sprawą wydawnictwa Noir sur Blanc. Na łamach tej oficyny literackiej ukazały się Opowieści z dalekiego południa, książka zawierająca trzy zbiory opowiadań chilijskiego artysty oraz powieść Szlakiem wieloryba. Twórczość Coloane zjednała sobie czytelników na całym świecie – jego proza przetłumaczona została na kilka języków, pojawiały się również adaptacje filmowe jego książek. Wdzięki oraz zalety stylu chilijskiego pisarza w pełni docenili Francuzi – w tym kraju wiele pozycji Coloane trafiały na pierwsze miejsca list bestsellerów, a sam twórca został uhonorowany tytułem kawalera Orderu Literatury i Sztuk. Coloane, co zrozumiałe, cieszył się również sporą popularnością we własnym kraju, który przyznał mu wiele odznaczeń i wyróżnień. W świetle nakreślonych faktów, aż dziw bierze, że w Polsce, Francisco Coloane to postać raczej anonimowa, a obie jego książki, które dostępne są na naszym rodzimym rynku, zakupiłem w śmiesznych cenach: 6,50 zł oraz 9,90 zł. Nie wiem, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, ale na pewno nie odpowiada za to styl oraz jakość prozy serwowanej przez Chilijczyka, o czym postaram się pokrótce was przekonać.

Coloane urodził się na wyspie Chiloé, jest zatem rodowitym Chilotańczykiem. Chiloé położone jest tuż u wybrzeży Chile, ale obraz Chilotańczyków, który wyłania się na podstawie opisów Coloane, każe przypuszczać, że są to typowi, raczej surowi w obyciu wyspiarze, którzy dość mocno izolują się od szczurów lądowych, odczuwając względem nich delikatną pogardę, zabarwioną nutą wyższości. Sam Coloane był synem kapitana statku wielorybniczego. Młody Francisco, podobnie jak i ojciec, swój żywot związał z morzem – zajmował się połowem fok oraz wielorybów. Praca na statkach oraz kutrach pozwoliła zwiedzić mu rozległy obszar, rozciągający się od rodzimej wyspy, obejmujący dwa Oceany, Spokojny i Atlantycki, aż po zimne Morze Bellingshausena i lodowate wybrzeża Antarktydy. Wielorybnictwo to nie jedyne zajęcie Coloane – o jego bogatym życiorysie, wspominałem przy okazji Opowieści z dalekiego południa – poszukiwania ropy naftowej, hodowla owiec, zarządzanie estancją stanowiły znakomite podłoże dla płodnej wyobraźni autora, który na żyznej glebie wspomnień mógł tworzyć kolejne opowieści.

Głównym bohaterem powieści Szlakiem wieloryba jest Pedro Nauto, 13-letni Chilotańczyk, który w dramatycznych okolicznościach zostaje osierocony przez samotnie wychowującą go matkę. Młody człowiek, przywykły do samodzielności, za sprawą matki, charakteryzujący się niezłomnymi przekonaniami moralnymi, odrzuca pomoc oferowaną przez dziadka. Pedro nie może pogodzić się z bezwzględnością starego oraz chytrego właściciela rozległej estancji, który majątku oraz bogactwa dorobił się na krzywdzie wykorzystywanych robotników. W pierwszej części powieści pt. Na wyspie, Pedro zajmuje się odrabianiem dniówek, które jeszcze za życia zaciągnęła u sąsiadów jego matka. Chilotańczycy, w przypadku, kiedy nie wyrabiali się w pracy na roli, odwiedzali najbliżej położone domostwa z prośbą o dodatkowe ręce do pomocy. Przysługa nie wiązała się z żadnymi finansowymi gratyfikacjami, ale pożyczone dniówki dłużnik musiał później odpracować. W ten oto sposób Coloane rozpościera przed nami panoramę życia codziennego Chilotańczyków na początku XX wieku, kiedy to rozgrywa się akcja powieści. Pedro bierze udział w żniwach, wyrębie lasów, stawianiu płotów, wykopkach ziemniaków, czy wyciąganiu wodorostów na nawóz. Mimo, że świat jest już po rewolucji przemysłowej, Chilotańczycy większość prac wykonując własnymi rękami, mogą co najwyżej liczyć na pomoc zwierząt. Widać, że bezpośredni kontakt z Ziemią, której z takim trudem wydzierane są jej plony, uczy szacunku wobec surowej i obojętnej na losy ludzkie przyrody. A przyznać należy, że natura w tych okolicach nie jest zbyt łaskawa dla ludzkich drobinek. Oczywiście najwięcej respektu wzbudza bezmiar oceanu, który u skalistych wybrzeży Chile, chciwie wcina się w ląd. Nie brakuje wąskich przesmyków, zdradzieckich prądów morskich, niespodziewanych i gwałtownych sztormów, płycizn i mielizn. Każdy błąd ludzki jest bardzo srogi w konsekwencjach. Z tego powodu Chilotańczycy chętnie i gorliwie oddają się pod opiekę świętych oraz swoich patronów. Coloane w interesujący sposób przedstawia wierzenia miejscowych, w których wiara katolicka przeplata się mocno z pogańskimi zabobonami. Nieokiełznane siły natury, które są niekiedy autorami dość niezwykłych wydarzeń, są również źródłem legend wyspiarskiej społeczności. Największą zgrozę budzi Caleuche, okręt widmo, przeklęty statek z upiorną załogą. Według złośliwych plotek, Pedro Nauto jest owocem związku swojej matki z jednym z przeklętych marynarzy. Młody człowiek nie wie, kim jest jego prawdziwy ojciec, natomiast jedyna osoba, która znała ten sekret, zabrała go ze sobą do grobu.

Druga część powieści, Wieloryb na kursie!, rozgrywa się już na bezmiarach wód oceanów i mórz, czyli tam, gdzie ciągnie każdego Chilotańczyka. Wskutek serii splotów okoliczności, Pedro Nauto trafia na okręt wielorybniczy Lewiatan. Bohater powieści, podobnie jak i jej autor, bierze udział w łowach na największego ssaka żyjącego na Ziemi, płetwala błękitnego. Polowania u wybrzeży zimnej i niegościnnej Antarktydy, stały się dla Coloane pretekstem do ukazania ekstremalnie trudnego życia wielorybników. Zamknięty w dryfującej po morzu puszce, człowiek musi zmagać się nie tylko z siłami natury, które zawzięcie dążą do tego, by zatopić okręt. Miesiące izolacji to również okres walki z własnymi słabościami, z samym sobą. Załoga statku, liczące niewiele ponad tuzin osób to hermetycznie zamknięta społeczność. Łowcy wielorybów, skazani na bezustanną, wspólną egzystencję z biegiem czasu coraz trudniej znoszą własną obecność. Coloane odmalowuje załogę jako swoisty mikroświat, w którym wybuchają błahe konflikty, sprzeczki, niekiedy nawet bójki. Sytuacja ulega diametralnemu przeobrażeniu, kiedy z bocianiego gniazda rozlega się okrzyk Wieloryb na kursie!. Znikają wszelkie waśnie, zapominane są spory. Okręt oraz załoga stają się jedną, potężną, dobrze funkcjonującą i jakże śmiercionośną maszyną.

Coloane nie szafuje czytelniczymi uczuciami, oszczędzając ckliwych i patetycznych przemyśleń, mających na celu wyjaśnić relację, jaka łączy harpunnika oraz wieloryba. Szacunek, miłość, nienawiść, czy po prostu żądza zysku? Coloane nie stawia takich pytań, prezentując egzystencję wielorybników bez filozoficznego zacięcia. Autor koncentruje się natomiast na historiach poszczególnych marynarzy, przedstawiając różnorodne powody, dla których ludzie decydują się związać swoje losy z morzem. Wszystko przeplatane jest także licznymi wspomnieniami kapitana, dla którego Pedro Nauto staje się bodźcem do swoistego rozliczenia z własnym życiem. Ląd, kojarzony głównie z burdelami, płatną miłością, pijackimi ekscesami i hazardem, jawi się jako nieprzychylna przestrzeń, w której realizują się głównie szczury, biorące udział w niekończącym się wyścigu ku sławie, pieniądzom, tytułom. Alternatywą jest ciężka marynarska dola – życie na marginesie, trochę poza schematem, które upływa na ciągłym sprawdzaniu się, testowaniu własnej siły i wytrzymałości w obliczu potęgi natury.

Reasumując, Francisco Coloane po raz kolejny daje się poznać jako znakomity twórca. Dość prosta i momentami przewidywalna fabuła jest wyłącznie dodatkiem do wspaniałych opisów dzikiej i mało znanej polskiemu czytelnikowi, południowoamerykańskiej oraz antarktycznej przyrody. Proza Coloane przypomina malowanie piórem – opisywane obrazy stają jak żywe przed oczami czytelnika, pozwalając się w nich bez reszty zanurzyć. Na okładce książki, w krótkim tekście od wydawcy możemy przeczytać, że pisarz ukazuje czytelnikowi oblicze literatury południowoamerykańskiej odmienne, od tego, do jakiego przywykliśmy: realizmowi magicznemu Garcii Marqueza, Carpenteria czy Donoso przeciwstawia magię realizmu. Będąc świeżo po lekturze Niespodziewanych stronic Julio Cortázara, który także uchodzi za czołowego przedstawiciela realizmu magicznego, mogę śmiało stwierdzić, że Coloane na tle takiego mistrza pióra, rzeczywiście prezentuje się wybornie, podbijając czytelnicze serce w zupełnie odmienny sposób. Magia słów zostaje zastąpiona pokorną kontemplacją bezmiaru piękna i potęgi natury.

P.S. Tak jak wspominałem na początku wpisu, książka w sieci Dedalus dostępna jest za 6,50 zł. Wydaje się, że możliwość nabycia porządnej literatury za 5, 10, 15 zł staje się powoli normą w naszym kraju.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Okładka książki Niespodziewane stronice

  Tytuł: Niespodziewane stronice

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 286

  Cena: 39,99 zł

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

 

Śmierć. Jakaż to fatalna przypadłość, która ciągle trapi wszystkie żywe organizmy, również te, mające się za najdoskonalsze, tj. istoty ludzkie. Każdy biologiczny byt ma swój początek oraz kres, do którego nieuchronnie się zbliża. Śmierć, w przeciwieństwie do człowieka i jego ideałów głoszących równość wszystkich ludzi, jest konsekwentna do bólu i nikogo nie wyróżnia. Prędzej, czy później wszyscy trafią w jej czułe objęcia, niezależnie od tego, co sobą reprezentują. O wiele bardziej trwałe niż ludzie są za to twory ich umysłu. Dla przykładu, istnieją książki, które liczą sobie dobre kilka pokoleń ludzkich i przynajmniej na razie, w dalszym ciągu mają się całkiem dobrze. W przypadku śmierci pisarza, często w różnych konfiguracjach powtarza się zdanie, że artysta nie umarł zupełnie, dopóki jego twórczość została zachowana przez rodzaj ludzki. Jednak marna jest to pociecha, szczególnie w odniesieniu do naszych ulubionych pisarzy. Ich odejścia bolą najbardziej. Na własne oczy przekonujemy się o kruchości ludzkiej egzystencji, a co gorsza, towarzyszy nam świadomość, że ten oto konkretny osobnik, którego dzieła darzymy taką estymą, na którego kolejne teksty nerwowo oczekiwaliśmy, nigdy już niczego więcej nie stworzy. Pisarz zatem żyje w naszej świadomości oraz pamięci, ale pozostaje bezpłodny. Na szczęście, żywot ludzki to suma przypadków. Dzięki różnym zbiegom okoliczności, od czasu do czasu świat obiega sensacyjna wiadomość o cudownym odnalezieniu manuskryptów wielkich twórców, po których nie mieliśmy oczekiwać prawa niczego nowego. W 2009 roku pojawia się Oryginał Laury, przez lata trzymany w banku w Montreux, który miał zostać spalony. W tym samym roku, w czasie przeglądania archiwów Lema na światło dzienne wychodzi Sknocony kryminał. Natomiast w 2006 roku w paryskim mieszkaniu Aurory Bernárdez, wdowy po Julio Cortázarze, z szuflad komody wyłaniają się Niespodziewane stronice, czyli teksty Julio Cortázara, które do tej pory nigdy nie były publikowane w formie książki, a część z nich w ogóle po raz pierwszy została zaprezentowana szerokiej publiczności. Czy dla miłośnika Gry w klasy, Wielkich wygranych oraz Książki dla Manuela może być lepsza wiadomość niż komunikat, że oto Niespodziewane stronice trafiają na polski rynek?

Julio Cortázar, rocznik 1914, zmarły w 1984 roku, uchodzi za jednego z czołowych przedstawicieli realizmu magicznego. Urodzony w Brukseli Argentyńczyk, który większość swojego życia spędził w Paryżu, pozostawił po sobie bogatą spuściznę, która dzięki Aurorze Bernárdez została powiększona o kilkaset stron. Niespodziewane stronice to gatunkowy miszmasz, w którym znajdziemy opowiadania, eseje, szkice, alternatywne czy też dodatkowe rozdziały ważniejszych powieści, teksty publicystyczne, krótkie analizy najważniejszych dzieł oraz autowywiady. Od razu muszę wyjaśnić pewną nieścisłość – otóż całkiem sporo ze zgromadzonym w tym zbiorze tekstów pojawiało się już na łamach hiszpańskojęzycznej prasy, tyle, że nigdy nie znalazły się one w żadnym z dotychczasowych wydań książkowych. Nie jest zatem tak, że cały zbiór to absolutne novum, rojące się wyłącznie od pereł przez lata skrywanych przed ludzkim spojrzeniem. Nie zmienia to oczywiście faktu, szczególnie z punktu widzenia polskiego czytelnika, że o wiele wygodniej jest mieć utwory zebrane w jednym tomie, niż poszukiwać ich, rozsypanych po wszelakiej maści czasopismach, by finalnie głowić się jeszcze nad ich tłumaczeniem.

Teksty, jak już wspominałem, charakteryzują się dość sporą różnorodnością. Zarówno, jeśli chodzi o gatunkową rozpiętość jak i chronologię. Najstarsze płody pochodzą z roku 1938, natomiast ostatnie z 1984 roku, a więc z okresu tuż przed śmiercią artysty. Różnice znajdziemy także w kwestii prezentowanego poziomu. Jeśli chodzi o dzieła pisane prozą, to sporo z nich przeszło przez mój mózg bez większego echa. Dominują raczej słowne igraszki, przywodzące na myśl ćwiczenie słowa pisanego, próby okiełznania, przygięcia liter, wyrazów i zdań, tak, by posłuszne były myśli wielkiego kreatora. Jeśli chodzi o treść jest już zdecydowanie gorzej. Króluje forma i tylko z rzadka trafia się obiecujący zalążek, którego rozwój z chęcią chciałoby się śledzić. Największe wrażenie zrobiły na mnie Koty, które ze swoimi nielogicznie postępującymi bohaterami przypominały mi nieco Wielkie wygrane, czy Grę w klasy. W podobnym tonie fatalistycznej miłości, uczuciowego zaplątania, błąkania utrzymana jest Ciao, Werona, która także zawładnęła moją uwagą na dłużej.

Jeśli chodzi o utwory wczesne, z początków twórczości, to wypadałoby zapewne napisać, że dzięki nim możemy śledzić rozwój artystyczny Julio Cortázara, że w tych pierwocinach znać zalążki geniuszu, że utwory mimo pewnej toporności, nie oszlifowania, czy czego tam jeszcze, jasno sygnalizują z jak wielkim kalibrem będziemy mieć w przyszłości do czynienia. Będąc jednak szczerym, głównie wobec samego siebie, przyznaję, że początkowo zbyt wiele realizmu magicznego, z którego słynął Cortázar w tych pierwszych płodach nie dostrzegłem. Przypominają one bardziej warsztatowe treningi, próby, odkrywanie możliwości, jakie daje słowo, czyli są to dzieła typowe dla wczesnej twórczości niemal każdego pisarza. Zrozumiałe jest dla mnie również, że gdyby Julio nie był uważanego za jednego z czołowych przedstawicieli prozy iberoamerykańskiej, twórcę legendarnego i kultowego, to nikt pewnie nie robiłby tak wielkiego szumu wokół odnalezionych tekstów, a wiele z nich zapewne w dalszym ciągu spoczywałoby sobie spokojnie w przytulnym mroku szuflady.

Kończąc jednak z tą nadmierną i być może nieco przesadną krytyką, chciałbym wspomnieć o tym, co stanowi prawdziwy skarb Niespodziewanych stronic. Są to eseje, autowywiady oraz proza publicystyczna. Z form tych odzywa się dojrzały Cortázar, który jako pisarz, wychodzi bardzo daleko poza ramy prowadzonej przez siebie działalności artystycznej. Przede wszystkim Cortázar całkowicie (bezwstydnie, aż ciśnie się na usta) obnaża swoją socjalistyczną naturę. Odcina się on co prawda od komunizmu, przyznaje, że bliżej mu do Marksa. Jest przy tym głęboko i pewnie nieco naiwnie przekonany, że socjalizm to jedyny system, który może kiedyś skierować człowieka ku jego autentycznemu przeznaczeniu, natomiast celem marksizmu jest dostarczenie ludzkiemu rodzajowi narzędzi do osiągnięcia wolności i godności, które nie są mu trwale przynależne. Wreszcie socjalizm – a nie zapowiadana przez poetę i Kościoły nieokreślona wieczność – zdolny jest przekształcić człowieka w człowieka właśnie. Idee piękne, które niestety człowiek jak zawsze, przy próbie wprowadzenia ich w życie, przekształcił w piekło. W tym miejscu wypadałoby również zaakcentować, że socjalizm Cortázara, przynajmniej w mojej opinii, to w ogromnej mierze wybór podyktowany szczerą i nieskrywaną niechęcią do północnoamerykańskiego imperializmu, który przez niemal cały XX wiek bezduszne drenował Amerykę Łacińską. Socjalizm, który przecież krzewił się bujnie w całej Ameryce Południowej to odpowiedź na junty wojskowe, bezpardonowo traktujące politycznych przeciwników, których obfite budżety w ogromnej mierzy wspierane były przez Stany Zjednoczone. A o tym, ile istnień ludzkich pochłonęły rządy krwawych generałów, jak wymyślne tortury stosowały, można dowiedzieć się choćby z Książki dla Manuela Cortázara, czy Święta Kozła noblisty Vargasa Llosy.

Należy także zaznaczyć, że Julio Cortázar, niestrudzony wojownik idei, wzorem wielu pisarzy latynoamerykańskich traktował swoją twórczość bardzo poważnie oraz przede wszystkim świadomie. Pisarstwo nie jest zawodem, pracą, za odbębnienie której oczekuje się stosownego wynagrodzenia. Chwycenie pióra za dłoń wiąże się z odpowiedzialnością, świadomością społeczną, koniecznością upominania się, a nawet walki o prawa słabszych, ukazywanie wszelkich niesprawiedliwości. I pewnie właśnie z tego przeświadczenia bierze się ogromne zaangażowanie w życie polityczne, które jest naturalną konsekwencją w zaangażowania w sprawy ludzkie. Rolą pisarza jest walka z błahym zapomnieniem, z kartkowaniem historii przez jej czytelników, z obojętnością i nieczułością, zainteresowaniem, trwającym dokładnie tyle czasu, przez ile o danej sprawie wspomina się w mediach. Fascynujące jest również to, że sprawę ludzką Cortázar stawiał o wiele wyżej niż świat literatury. Wg niego funkcja książek sprowadzała się bardziej do roli służebnicy człowieka, która powinna chronić go przed popełnianiem głupstw.

Pokłosiem wyznawanych prawd jest surowa i ostra krytyka kapitalizmu, jego zakłamania, obłudy skrywanego za demokratyczną maską, która w świetle ostatnich wydarzeń związanych z system PRISM jest niezwykle aktualna. Kolejnym tematem, który poruszał Julio Cortázar, a który trawi m.in. polskie media, jest fatalna jakość oraz szkodliwość podawanej informacji. Argentyński twórca protestuje przeciwko biernej i bezrefleksyjnej konsumpcji, nawołując nas, tj. konsumentów informacji do żądania od środków masowego przekazu zaprzestania dyktatury agencji oraz dziennikarzy, manipulujących tworzonymi oraz otrzymywanymi materiałami. Minęło prawie 30 lat od śmierci pisarza, a można by podejrzewać, że pisze on o wydarzeniach wczorajszych, tegorocznych.

Oczywiście Niespodziewane stronice to nie tylko polityka oraz początki twórczości. Znajdziemy także utwory, których bohaterem jest Łukasz oraz kronopie. Dowiemy się również, jak to jest być owym sławetnym, ciekawskim świata kronopiem (to być pod włos, pod światło, kontrpowieścią, kontredansem, kontrawszystkim, kontrabasem, kontrafagotem, straszliwie wbrew każdego dnia przeciw każdej rzeczy, którą inni uznają i która ma moc prawa). Ale przede wszystkim, uzmysłowimy sobie, że Cortázar to zaprawdę oko, które potrafi widzieć. Pisarz jest niestrudzonym obserwatorem rzeczywistości, bezwstydnym podglądaczem codzienności, który niemal każdemu, nawet najbłahszemu wydarzeniu, potrafi wykraść jego metafizyczne akcenty i przetransponować je na literacką materię – strukturalną magię, która w jakiś sposób przenika z książek do życia. Objawia się to zarówno w esejach jak i niektórych opowiadaniach.

Z kolei Julio Cortázar jako człowiek na co dzień jawi się jako typowy kronopio – niezmordowany buntownik, pokroju bohaterów Książki dla Manuela. Jest to zatem typ burzyciela prawd, niszczyciela przesądów, skłonnego i skorego do przekraczania uspokajających granic normalności. Podpieranie chybocącego się stołu skórką od chleba, czy wspólna lektura książki w pociągu, polegająca na wyrywaniu przeczytanej strony i podawania jej towarzyszce podróży, która to z kolei przeczytaną kartkę ekspediowała przez okno, bezwiednie przywodzi na myśl działania członków Draki, takie jak krzyczenie w kinie w trakcie seansu, czy też jedzenie na stojąco w bardziej szanujących się restauracjach.

Krótko reasumując, Niespodziewane stronice to zbiór tyleż różnorodny, co nierówny. Dominują jednak pozycje dobre oraz bardzo dobre, które sprawiają, że całość czyta się z ogromnym zainteresowaniem, a momentami sporym zdumieniem. Mnie szczególnie zaskoczyła poezja Cortázara, która prezentuje naprawdę niezły poziom. Na tle wszystkich tekstów, rozpiętych na przestrzeni blisko 50 lat, artysta jawi się jako osoba ogromnie ciekawa świata, pragnąca poznawać kolejnych ludzi, dla której pisarstwo jest najważniejszym, a przy tym ogromnie odpowiedzialnym zajęciem. Do tego buntownicze zacięcie, zdecydowany sprzeciw wobec kłamstwa oraz wszelkich nierówności sprawiają, że Julio Cortázar to Wielki Kronopio, potrafiący łowić chwilę i cieszyć się nią,

Bo wczoraj jest nigdy,

a jutro to jutro.

 

P.S. Mała ciekawostka. Tuż po ukazaniu się informacji, że oto na łamach wydawnictwa MUZA S.A. pojawią się Niespodziewane stronice, a jeszcze przed oficjalną premierą książki, cena powieści na stronach księgarni Matras wynosiła 29,99 zł. Osobom, które zdecydowały się nabyć lekturę w przedsprzedaży, przysługiwał ponadto 20 % rabat. W ten oto cudowny sposób książkę, której obecna cena okładkowa to 39,99 zł, udało mi się nabyć za 23,99 zł.

P.S.2 Tak się szczęśliwie złożyło, że powyższy tekst został doceniony w konkursie na recenzję tygodnia za okres 2 - 7 lipca na portalu Lubimy Czytać. Serdecznie dziękuję za to spore wyróżnienie.

Lubimy Czytać

niedziela, 10 marca 2013

Okładka książki Niespodziewane stronice

  Tytuł: Niespodziewane stronice

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 286

  Cena: 29,99 zł

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

 

W roku 2006 świat obiegła niezwykła wiadomość. Oto Aurora Bernardez, wdowa po jednym z najwybitniejszych pisarzy iberoamerykańskich, Julio Cortázarze, tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia, w swoim domu w Paryżu, z zapomnianej od dawna komody, wygrzebała teksty swojego zmarłego męża, z których wiele świat do tej pory nie widział, ani tym bardziej nie czytał. Pani Bernardez razem z Carlosem Alvarezem Garrigą, argentyńskim doktorem filologii posortowali zebrane teksty, dokonali selekcji oraz drobnych korekt, przygotowując je tym samym do druku. W ten właśnie sposób powstał zbiór opowiadań Niespodziewane stronice, który po 6 latach zawita nareszcie na polskim rynku czytelniczym, oczywiście za sprawą wydawnictwa Muza, które publikowało już wcześniej książki Cortázara.

Niestety nie wszystkie znalezione utwory wypłynęły na czytelnicze wody, bowiem jak tłumaczyła wdowa po pisarzu, nie trzeba koniecznie teraz publikować fragmentów, które zachowały się w zeszytach lub na luźnych kartkach, ze względu na ich nierówną wartość. W efekcie pominięto część z młodzieńczych rozważań Wielkiego Kronopio.

Nie powinno to jednak w znaczący sposób zubożyć lektury, bowiem w proponowanym zbiorze, czytelnik odnajdzie całkiem liczne grono tekstów Cortázara, w dodatku są to dzieła tworzone na przestrzeni niemal całej literackiej kariery: począwszy od 1938, a na 1984 skończywszy (Cortázar żył w latach 1914 - 1984). Stwarza to zatem niepowtarzalną okazję do swoistego studiowana dojrzewania i rozwoju prozy oraz warsztatu pisarskiego argentyńskiego artysty.

Książka będzie mieć premierę 13 marca 2013 roku i w tym dniu pojawi się w polskich księgarniach. Sugerowana cena detaliczna to 29,99 zł, ale już dzisiaj na stronie internetowej wydawnictwa Matras można zamówić tę pozycję tańszą o 20%, czyli za 23,99 zł.

Julio Cortázar uważany jest za mistrza małych form, choć jego najsłynniejszym dziełem jest Gra w klasy, książka, w której autor zrywa z tradycyjną, linearną formą budowana fabuły. Pisarski kunszt Argentyńczyka możemy podziwiać także w Książce dla Manuela oraz Wielkich wygranych, które to lektury należą do moich ulubionych powieści. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak cierpliwie czekać do 13 marca. Jeśli jesteście zainteresowani, to polecam skorzystać z promocji Matrasu – uważam, że warto.

środa, 12 grudnia 2012

Okładka książki Święto kozła

  Tytuł: Święto kozła

  Autor: Mariano V. Llosa

  Wydawnictwo: Znak

  Liczba stron: 524

  Cena: 34,00 zł

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

 Śledząc nieco baczniej historię poszczególnych krajów Ameryki Łacińskiej, można dojść do przekonania, że nie ma praktycznie państwa na tym kontynencie, którego ludność nie doświadczyłaby wątpliwej przyjemności znalezienia się w obszarze władzy dyktatorskiej. Sympatyzujący z nazistowskimi Niemcami, udzielający schronienia samemu doktorowi Josefowi Mengelemu, Alfredo Stroessner Matiauda sprawował przez 35 lat władzę w Paragwaju; Jorge Rafael Videla Redondo, za którego rządów w Argentynie zniknęło jakieś 30 tysięcy osób w latach 1976 – 1981 piastował urząd prezydenta; Augusto José Ramón Pinochet Ugarte mogący pochwalić się nie lada kreatywnością, za przykład której może posłużyć przemianowanie głównych stadionów w Chile, w tym słynnego Estadio Nacional de Chile na obozy koncentracyjne, przez 16 lat był prezydentem kraju. I tak dalej, i tak dalej. Można by jeszcze długo wymieniać kolejne nazwiska oraz dopisywać do nich zasługi. Każdy z tych przypadków jest na swój sposób wyjątkowy, niepowtarzalny, ale jeśli na działania poszczególnych dyktatorów spojrzy się z perspektywy czasu, oceni się ich dokonania, to widać, że mechanizmy sprawowania władzy, stosunek do politycznych oponentów, podejście do kwestii takich jak wolność słowa, czy humanitaryzm, są w gruncie rzeczy bardzo podobne. W swojej książce Święto kozła, peruwiański pisarz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z roku 2010, Mario Vargas Llosa zaserwował nam rzetelne studium życia codziennego obywateli najróżniejszych klas oraz politycznych opcji w takim dyktatorskim okresie. Napisana w 2000 roku powieść traktuje o krwawych i brutalnych rządach dyktatora Republiki Dominikańskiej, Rafaela Leónidasa Trujillo Moliny.

Urania Cabral, córka Augustina Mądrali Cabrala, jednego z najważniejszych dygnitarzy w rządzie Trujillo Moliny, po ponad trzydziestu latach postanawia powrócić na rodzinną wyspę, którą opuściła w wieku 19 lat. Jest to jej próba konfrontacji z przeszłością, rozliczenia się z nią oraz pojedynek z własnymi fobiami sprzed lat. To także swoiste katharsis, ponieważ rodzina Uranii nareszcie dowie się, co tak mocno wpłynęło na psychikę bardzo młodej podówczas dziewczyny, że z dnia na dzień zdecydowała się ona porzucić bez pożegnania wszystko, co znała i kochała – dom, ojca, krewnych oraz całkiem wygodne życie, które do tej pory prowadziła.

Plakat wyborczy Trujillo

Llosa nie byłby jednak sobą, gdyby fabułę całej książki spłycił jedynie do retrospektyw Uranii, pozostając przy tym jednym wątku. Pisarz z rozmachem oraz pieczołowitością tworzy bardzo wierny obraz dyktatury Trujillo Moliny, w skład którego wchodzi bardzo wiele wydarzeń oraz postaci. W efekcie poznajemy cały panteon dominikańskiej władzy w tamtym okresie, najwierniejszych sług reżimu, do których należeli m.in. ojciec Uranity, Augustin Mądrala Cabral, Chiniros Moczymorda Konstytucjonalista, marionetkowy prezydent republiki Balaguer, czy okrutny i bezduszny, nie cofający się przed niczym w zwalczaniu politycznych oponentów, szef aparatu bezpieczeństwa Garcia Abbes. Llosa znakomicie wniknął w te struktury władzy, ukazując, jak Trujillo Molina, zwany popularnie Szefem bądź Generalissimusem potrafił kontrolować wszystkich swoich podwładnych w niemal każdym aspekcie życia. Przekonujemy się, że to właśnie Szef był jedyną i prawdziwą władzą na Dominikanie. Był niczym wszechpotężny Bóg, który uwielbiał osądzać i karać, a także prowadzić misterne gierki, mające na celu utrzymanie w stanie ciągłego konfliktu swoich ludzi. To od niego zależała kariera każdego polityka, działacza, wojskowego. To za jego pozwoleniem jego podwładni mogli się bogacić, oszukiwać, czy kraść. Trujillo bardzo lubił manifestować swoją wszechmoc poprzez regularne testy lojalności swoich podwładnych, wyciągając swoje brudne ręce po to, co stanowiło dla nich największy skarb.

Llosa prezentuje nam również drugie oblicze tyrana, który za jego sprawą wreszcie zaczyna jawić się nam jako człowiek z krwi i kości z mnóstwem wad, słabości oraz kompleksów. Pisarz bardzo udanie portretuje Trujillo Molinę i serwuje nam historię, która moglibyśmy z powodzeniem przypisać niemal każdemu dyktatorowi. Dojście do władzy na fali niezadowolenia społecznego za rządów poprzedniej władzy, okres nadziei i oczekiwań, całkiem szczere i raczej dobre chęci wydźwignięcia kraju z recesji oraz utworzenia stabilnego i niezależnego państwa, zdecydowane, niekiedy brutalne działania skierowane w opozycję, ale nadal jeszcze zrozumiałe i po części akceptowalne, jeśli weźmie się pod uwagę osiągnięty dzięki nim sukces ekonomiczny i wreszcie czas, kiedy władza zaczyna powoli stawać się celem samym w sobie, a wszelkie działania dyktatorskie mają na celu jedynie utrzymanie się na stołku. Llosa pięknie opowiedział historię upadku kolejnego tyrana, udowadniając po raz kolejny, że każdy rodzaj władzy deprawuje, a władze absolutna niszczy w człowieku ludzkie instynktu w stopniu najwyższym.

Dzięki książce poznamy również sylwetki zamachowców, którzy 30 maja 1961 roku podjęli udaną próbę usunięcia Rafaela Leónidasa Trujillo Moliny. Dowiemy się zarówno o przebiegu przygotowań, będziemy także świadkami wydarzeń, które doprowadziły Antonio Imberta, Octavio De la Mazę, Amadito Garcię oraz Salvadora Estrellę Sahdala to podjęcia tak dramatycznych kroków, przekonamy się także, że praktycznie każdy mieszkaniec Dominikany był zależny od reżimu Trujillo w mniejszym lub większym stopniu. Przed nami rozciągnięta zostanie skomplikowana panorama codziennej rzeczywistości Dominikany, na tle której zdecydowanie łatwiej będzie nam zrozumieć pobudki, którym kierowali się zabójcy.

Samochód, w którym Trujillo został zamordowany

Książkę Llosy, która w ogromnej mierze oparta jest na faktach, czyta się znakomicie. Wiarygodności opisywanych wydarzeń dodają tematy trudne, których peruwiański pisarz wcale nie zamierza omijać. Z przerażającą starannością opisuje on tortury, którym zostali poddani zamachowcy oraz wszyscy inni ludzie, podejrzani o jakikolwiek udział w zamordowaniu Generalissimusa, wśród których wielu niesłusznie straciło życie. Nie zabraknie również historycznych ciekawostek, nie sformułowanych jawnie, ale dość czytelnych oskarżeń, m.in. pod adresem USA, które do czasu nieudanego zamachu na prezydenta Wenezueli, było jednym z kluczowych sojuszników Dominikany. Llosa odsłoni również przed czytelnikami czarne karty historii tej małej wysepki, wspominając o idei hispanidad, odnoszącej się do kultywowania tradycji hiszpańskiej i podkreślania europejskich korzeni Dominikańczyków, która w rzeczywistości była wykorzystywana jako pretekst do wybielania ludności dominikańskiej i usuwania poza nawias społeczny czarnoskórej mniejszości haitańskiej. Jej efektem była m.in. masakra (wg niektórych źródeł: 10 tysięcy) haitańskich imigrantów, zbieraczy trzciny cukrowej.

Reasumując krótko, Święto Kozła to kolejna cegiełka w twórczości Mariano Vargasa Llosy, która przyczyniła się do zdobycia, w pełni zasłużonej, literackiej nagrody Nobla. Pisarz bez owijania w bawełnę opowiedział historię krwawego okresu rządów Trujillo Moliny, ukazując sposób działania machiny dyktatorskiego terroru oraz prezentując jak wiele ludzkich żyć zostało w efekcie spustoszonych. Niejako w tle, autor sportretował również ciągle żywą w Ameryce Łacińskiej  postawę machismo, zarysowując w ten sposób nadal aktualny problem instrumentalnego traktowania kobiet, czy domowej przemocy. Jak widać Llosa, na kilkuset stronach powieści potrafi poruszyć ogromną liczbę wątków, czyniąc opowiadaną historię jeszcze atrakcyjniejszą.

poniedziałek, 03 września 2012

Książka dla Manuela

  Tytuł: Książka dla Manuela

  Autor: Julio Cortázar

  Wydawnictwo: MUZA S. A.

  Liczba stron: 448

  Cena: 39,90 zł



 

 

 

 

 

 

 

Na okładkach książek Julio Cortázara, których kolejna już edycja ukazała się nakładem wydawnictwa Muza S.A., możemy przeczytać, że argentyński pisarz to Wielki Kronopio, patrzący na świat zdziwionymi oczami dziecka, erudyta, meloman, wybitny intelektualista i Obywatel, a zarazem jeden z twórców realizmu magicznego. Śmiało rzec można, że żaden z tych pochwalnych peanów nie jest przesadzony, a jeśli jesteśmy z tych, co to nie wierzą ludziom na słowo, to nic prostszego jak przekonać się o wielkości Cortázar osobiście, np. przez lekturę powieści Książka dla Manuela, o której to słów kilka chciałbym napisać.

Już sam tytuł rodzi pytanie, które w sposób nieskrępowany wypływa z odmętów naszych myśli: kim mianowicie jest/był ów Manuel i cóż takiego wielkiego uczynił, że zasłużył sobie na całą książkę i to w dodatku takiego giganta literatury, jakim niewątpliwie jest Cortázar?

Zanim rozwikłam tę nurtującą kwestię, pozwolę sobie wcześniej wspomnieć czasach, o które zahaczymy w trakcie wędrówki po tej ciekawej lekturze. Akcja powieści rozgrywa się w głównej mierze w latach 70’ XX wieku, a więc w okresie niepokojów, które targały wówczas kontynentem południowoamerykańskim: wzmożona aktywność organizacji lewicowych, liczne manifestacje robotnicze oraz studenckie, nierzadko tłumione siłą, operacja Kondor (prowadzona przez państwa Ameryki Łacińskiej, przy wymiernym wsparciu USA, której celem była eliminacja jednostek buntujących się przeciw rządzącej klasie politycznej, jej bilans to 50 tysięcy ofiar śmiertelnych, 30 tysięcy osób zaginionych oraz 400 tysięcy ludzi, którzy wtrąceni zostali do więzienia, gdzie często byli bici oraz torturowani), etc. Sama fabuła snuta jest w roku 1970, chociaż gęsto poprzecinana jest retrospekcjami, w Paryżu, gdzie mieszkają główni bohaterów, którzy w zdecydowanej większości pochodzą z krajów Ameryki Południowej. Co ciekawe, wśród tej mozaiki osobowości, natrafimy na polski akcent – aktorkę paryskich teatrów, pochodzącą z Krakowa Ludmiłę, zwaną pieszczotliwie Ludlud lub Poleczką. Za sprawą pióra Cortázara śledzimy losy grupy przyjaciół, emigrantów, którzy bezustannie negują zastały porządek rzeczy: światowy system rządów, niesprawiedliwość społeczną, pustą propagandę, prześladowania, które dotykają opozycję w ich ojczystych krajach. W trakcie nieustannych dyskusji, wymian poglądów, spostrzeżeń, gęsto podlewanych mate oraz grappą, przyjdzie nam w końcu poznać Susanę oraz Patricio, rodziców Manuela, dla którego pisana, czy raczej tworzona jest książka. Okazuje się być ona zbiorem wszelakiej maści artykułów, tekstów, reklam, danych statystycznych, wycinanych z gazet i wklejanych do zeszytu. Głównym architektem książki jest Susana, ale dzielnie sekundują jej w tym przyjaciele, dzięki czemu prezent, który w przyszłości otrzyma Manuel charakteryzuje się nieprzeciętną oryginalnością, niepowtarzalnością oraz różnorodnością. Wszystkie wklejki są jednocześnie wycinkami małej części duszy, czy też życia codziennego osoby, który wybrała fragment w danej chwili dla niej najistotniejszy, najważniejszy, najbardziej godny uwagi.

Muzyka nie obojętna

Warto wspomnieć, że opisywani bohaterowie nie prowadzą jedynie pustej retoryki. Swoje poglądy, czy raczej niezadowolenie, starają się manifestować. Stąd organizacja, do której należą – Draka, której celem jest ogólnoświatowa rewolucja. Początkowe akcje przeprowadzane przez buntowników są dość niewinne, by nie rzec naiwne – sprowadzają się do łamania ogólnie przyjętych wzorców zachowań, kontestacji powszechnych norm oraz zwyczajów, jak krzyk w kinie podczas seansu, czy jedzenie w dystyngowanej restauracji na stojąco. Z czasem jednak kaliber działań znacząco rośnie, aż wreszcie dochodzi do draki z prawdziwego zdarzenia, o której opowie już jednak niezrównany Julio Cortázar.

Na uwagę zasługuje również sposób prowadzenia narracji w Książce dla Manuela. Uczciwie trzeba przyznać, że dla czytelnika z pewnością nie jest ona łatwa i wbrew zapewnieniom wydawcy, ociera się jednak o magię oraz oniryzm. Przede wszystkim narrator powieści jest zmienny i mam tu na myśli zarówno formę (uraczymy zarówno pierwszo- jak i trzecioosobową odmianę) oraz samą osobę narratora. Najprościej rzecz ujmując, można stwierdzić, że raz po prostu wchodzimy w myśli kolejnych bohaterów, niekiedy przysłuchujemy się dialogom z perspektywy bezstronnego widza, a czasami jesteśmy świadkami monologu wypowiadanego przez daną postać. Ową zmienność punktu czytania podkreślają też zabiegi pisarza w postaci urwanej myśli, niedokończonej wypowiedzi, równoczesnej percepcji tego samego wydarzenia z odmiennych punktów widzenia, czy płynności w przeskoku z formy pierwszo- w trzecioosobową. Stąd poczucie oniryzmu, o którym wspominałem – momentami czujemy, że umysł nasz tonie w oparach alkoholu, obraz nakreślony przez Cortázara staje się coraz bardziej niewyraźny oraz zamglony.

Osobną kwestią jest pytanie, kim jest ten, co to wiesz, o którym regularnie wspominają bohaterowie książki. Z niewyraźnych oraz niepełnych wzmianek można próbować utożsamiać go z samym Cortázarem. W końcu ten, co to wiesz, jest świadkiem niemal każdego wydarzenia, mimo, że rzadko kiedy bierze w nim czynny udział – najczęściej jest słuchaczem, widzem, obserwatorem. Ponadto tworzy on fiszki (krótkie notatki mające ukazać jak funkcjonuje Draka?, opisy wydarzeń, w których biorą udział jego przyjaciele?, schematy fabularne tworzonej powieści? próby sprecyzowania pewnych rzeczy, pozwalających z różnych punktów widzenia spojrzeć na krótką, lecz burzliwą historię Draki oraz ludzi pokroju Marcosa, Patricia lub Ludmiły?). Możemy mniemać, że ten, co to wiesz jest, czy też próbuje być, pisarzem.

Gazetowe wycinki

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy jest swoisty dualizm świata przedstawionego. Z jednej strony uczestniczymy w rewolucji, do której próbują doprowadzić bohaterowie, obserwujemy ich kolejne posunięcia, przysłuchujemy się racją, które wysnuwają w odpowiedzi na przeczytane w gazecie codziennej kolejne doniesienia na temat wybryków lewicy. Z drugiej strony Cortázar otwiera przed nami fascynujący oraz nieco perwersyjny świat życia prywatnego, który w największej mierze dotyczy Andrésa Fava oraz jego trójkątnego związku z Francine i Ludmiłą. Andrés buntuje się przeciw systemowi na swój własny, egoistyczny sposób. Nie należy on do Draki, jest osobą bardziej w typie tego, co to wiesz. Woli prowadzić niekończące się dyskusje przy winie oraz papierosie z Ludmiłą, czytać ambitne książki, czy słuchać muzyki pokroju tej proponowanej przez Karlheinza Stockhausena oraz łamać obyczajowe morale poprzez współżycie z dwoma kobietami na raz.

Równie interesującą postacią jest Lonstein, Żyd argentyńskiego pochodzenia, który w Paryżu pracuje w prosektorium, zajmując się przygotowaniem trupów do ich ostatniej podróży. Uwagę zwraca charakterystyczny język, którym się posługuje, pełen neologizmów, gier słownych, intelektualnych szarad oraz obsesyjne wręcz spowiadanie się z onanizmu każdemu, kto tylko napatoczy się do dyskusyjnego kręgu. W końcu, w trakcie długiej nocnej debaty z tym, co to wiesz, Lonsteinowi udaje się wyłuszczyć wszystkie racje, które nakazują mu obnosić się ze swoją perwersją seksualną, chociaż wcale nie jest zboczeńcem, a mówienie o masturbacji innym w ogóle nie sprawia mu przyjemności. Lonstein to po prostu następny wojownik z formą – zwraca on uwagę, że onanizm to w dalszym ciągu temat tabu, chociaż w rzeczywistości dotyczy on niemal każdego mężczyzny, a nie tylko podlotków, którzy nie zasmakowali jeszcze kobiecego łona. Poprzez obnażanie kolejnego zakłamania, Lonstein stara się stworzyć w murze drobny wyłom, który być może z czasem doprowadzi do runięcia całej konstrukcji obyczajowego kłamstwa.

Na koniec, krótko reasumując, wspomnieć można, że Książka dla Manuela jest niejako książką dla całego, młodego pokolenia, które stanie się naturalnym spadkobiercą idei, o jakie walczyli ludzie pokroju Cortázara. To swoisty traktat moralno-polityczny, w którym wyraźnie powiedziane jest, że obowiązkiem każdego człowieka jest reagowanie na niesprawiedliwość społeczną, to równocześnie świetne studium, ukazujące, do czego prowadzi ludzka nienawiść, ślepy nacjonalizm, wspierany przemocą oraz agresją. Język prezentowany przez argentyńskiego pisarza z pewnością nie jest łatwy – autor często wodzi czytelnika za nos prowadząc z nim gierki słowne pełne koślawej semantyki, bawi się powieściowymi schematami, wplatając w fabułę wątki kryminalne, erotyczne czy dygresyjne. O wyjątkowości powieści decydują z pewnością liczne wstawki, które się w niej pojawiają. Wycinki z prasy codziennej, towarzysząca głównym bohaterom, wśród której przeczytamy m.in. wywiady z amerykańskimi żołnierzami opowiadającymi o torturach prowadzonych na wietnamskich więźniach, doniesienia dotyczące ruchów lewicowych w państwach Ameryki Łacińskiej oraz bieżących wydarzeń politycznych, czy wstrząsające relacje osób przetrzymywanych oraz torturowanych przez przedstawicieli organów państwowych w Ameryce Południowej. Książka może i nie jest łatwa, ale z pewnością warto podjąć trud, by zapoznać się z jej treścią.

 

P.S. W Matrasie recenzowana pozycja do nabycia za jedyne 19,90 zł.

 
1 , 2
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita