Subiektywnie o książkach. I nie tylko.

Wpisy z tagiem: Wydawnictwo WAB

czwartek, 17 października 2013

  Tytuł: Okładka książki Paryski EkspresParyski ekspres

  Autor: Georges Simenon

  Wydawnictwo: W.A.B.

  Liczba stron: 167

  Cena: 34,90 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

Zasada nieoznaczoności Heisenberga mówi, że istnieją pewne pary powiązanych ze sobą wielkości, których nie da się zmierzyć symultanicznie z dowolną dokładnością. Dla przykładu nie jest możliwe wyznaczenie precyzyjnego położenia elektronu przy równoczesnym podaniu jego dokładnego pędu. Dzieje się tak ponieważ starając się określić, gdzie znajduje się elektron, przy użyciu odpowiedniego narzędzia pomiarowego, np. mikroskopu, jednocześnie oddziałujemy na badany obiekt. Zwiększając moc, czyli zdolność rozdzielczą naszego mikroskopu, posługujemy się światłem o coraz mniejszej długości fali, co powoduje silniejsze zderzanie fotonów z elektronami (tzw. efekt Comptona), w rezultacie czego następuje większe zaburzenie ruchu elektronów – pęd interesującego nas elektronu ulega więc zmianie. Okazuje się, że reguła ta stworzona przez niemieckiego uczonego Wernera Heisenberga na potrzeby fizyki kwantowej może znaleźć zastosowanie również w dziedzinie studiów nad ludzką psychiką. Do takich refleksji udało mi się dojść po lekturze książki Paryski ekspres autorstwa Georges’a Simenona.

Georges Simenon to jeden z najpopularniejszych pisarzy belgijskich, który stworzył wszystkie swoje dzieła w języku francuskim. Nie do końca ceniony przez krytykę za życia, które przypadło w latach 1903 – 1989, obecnie uchodzi za swoisty symbol literatury. Największy rozgłos przyniosły Simenonowi książki o komisarzu Maigret, nieustraszonym śledczym, rozwiązującym kolejne kryminalne zagadki. Stanowią one filar popularności autora. Ale za pozycje świadczące o wielkości Simenona, w których objawia on pełnię swojego pisarskiego talentu, uchodzą jego powieści psychologiczno-obyczajowe, do których zalicza się znana mi już Wdowa Couderc oraz omawiany Paryski ekspres. Sięgając po tę formę literacką Simenon brał na warsztat człowieka, postrzeganego jako jednostkę egzystującą w ogromnym, ale ślepym i niemym społeczeństwie, rozbierając go na części pierwsze, starając się dociec jego natury. Na przykładzie Wdowy Couderc oraz Paryskiego ekspresu można przy tym zauważyć tendencję do korzystania z mocno eksploatowanego przez autora gatunku, jakim jest powieść kryminalna. Simenon chętnie sięga po kreacje morderców, starając się zgłębić ich psychologię, szczegółowo przedstawić okoliczności, w jakich wstąpili na drogę zbrodni oraz precyzyjnie odtworzyć przemiany, zachodzące w ich psychice po dokonaniu czynów ostatecznych i nieodwracalnych, które raz na zawsze zmieniają, a przez to determinują całe ich życie.

Głównym bohaterem Paryskiego ekspresu jest Kees Popinga, niespełna czterdziestoletni Holender, mieszkaniec Groningen, przykładny mąż oraz troskliwy ojciec dwójki dorastających dzieci. Pan Popinga, przynajmniej na początku powieści, może uchodzić za wzór cnót wszelakich. Szerokim łukiem omija bary oraz szynki, w których serwowany jest alkohol, dzielnie przeciwstawia się fizycznym żądzom i to na tyle skutecznie, że nigdy nie zaszedł do domu publicznego, by rozkoszować się ciałem obcej kobiety. Ponadto w firmie Juliusa de Costera zarabia całkiem pokaźne kwoty, które pozwalają mu otoczyć troskliwą opieką swoją najbliższą rodzinę. Pan Popinga mieszka w luksusowej dzielnicy, w której posiada ogromną willę. Na utrzymaniu ma również służbę, jest członkiem klubu szachowego, w którym regularnie spotyka całą śmietankę towarzyską zacnego miasteczka. Spędza wieczory w cieple domowego ogniska, paląc kosztowne cygara, prowadząc błahe konwersacje z panią Popinga, doglądając nauki swoich pociech. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zmącić spokoju, który w życiu pana Popingi gości już od 16 długich lat.

Tymczasem, niespodzianie nadciąga chłodny, zimowy wieczór, który diametralnie zmienia losy tego ustatkowanego dżentelmena. Dość powiedzieć, że na skutek kilku słów swojego pracodawcy, Juliusa de Costera młodszego, główny bohater zrywa ze swoim dotychczasowym życiem, popełnia zbrodnię i pierwszym napotkanym nocnym pociągiem udaje się do Paryża. Czytelnik towarzyszy panu Popindze w onirycznych, grudniowo-styczniowych wędrówkach paryskimi ulicami, wśród których stara się on skryć przed ścigającą go policją.

Georges Simenon w książce Paryski ekspres pokusił się o stworzenie swoistego studium człowieka, który zostaje doprowadzony do granic ostateczności i które to granice decyduje się w końcu przekroczyć. Popinga pod wpływem jednego impulsu staje się osobnikiem nie związanym z nikim, ani z niczym, z żadną ideą, przedmiotem, miejscem. Zaczyna on prowadzić samotną walkę, zarówno z poszukującymi go organami sprawiedliwości, z prasą, która pisze o nim różne, często mającego niewiele wspólnego z prawdą, artykuły, czy z psychiatrami, starającymi się dociec motywów jego postępowania. Pan Popinga nie kieruje się przy tym żadnym wzniosłym celem. Jego działania są doraźne, wynikają z potrzeby chwili, są konsekwencją stanów poprzednich, determinujących ściśle kolejne posunięcia. Pan Popinga kluczy, krąży, rozgrywa wielką partię na ulicznej szachownicy Paryża, której stawką jest możliwość ucieczki przed nużącą przeszłością.

Popinga w pewnym sensie przypomina bohatera powieści Amosa Oza pt. Spokój doskonały. Holendra, podobnie jak i mieszkańca żydowskiego kibucu trapi uczucie niepokoju, chęci działania, przejawiającego się w zerwaniu całej pajęczyny codzienności, która coraz ciaśniej oplata jego osobę. W obu przypadkach rutyna okazuje się męcząca, przytłaczająca, dosłownie dusi i tłamsi ona obu mężczyzn. W walce z nią pomaga panu Popindze szef, za sprawą którego w jednej chwili oddaje się niewypowiedzianemu jak dotąd marzeniu, by kompletnie odmienić swoją egzystencję, stać się kimś zupełnie innym. Ale kim?

Dotychczasowy pan Popinga wypalił się do cna. Z roli jaką przyszło mu zagrać, porządnego i honorowego pracownika, wzorowego męża, kochającego tatuśka, nie da się już absolutnie nic wycisnąć. Naczynie mające kształt i postać pana Dopingi przepełniło się miałką treścią, której kolejne porcje zaczęły się wylewać. Bohater wyrusza zatem w swoistą wędrówkę, która być może jest poszukiwaniem nowej formy, w jaką ten mógłby się wcielić. Ale póki co, pan Popinga stanowi wyłącznie bezładną mieszaninę cząsteczek, która nie ma stałego kształtu, a którą targa prawdziwa burza sprzecznych emocji. Swoistym symbolem zerwania z wcześniejszym życiem jest nocny ekspres, do którego zresztą bohater od zawsze miał pociąg. Spowity cieniem skład z przedziałami, skrywającymi ludzi, sunących gdzieś w gęsty mrok razem ze swoimi sekretami i tajemnicami jest swoistym uosobieniem wolności, do której powinien zabrać również pana Popingę. Tymczasem okazuje się, że bohater oswobadzając się z pęt jednego schematu, wpada w następny. Z porządnego obywatela, szanowanego człowieka, umęczonego codziennym życiem staje się zboczeńcem z Amsterdamu, na którego poluje cała francuska policja. Jednocześnie media chętnie ferują wyroki na temat jego stanu psychicznego na podstawie kilku zdawkowych informacji, do których udało im się dotrzeć, przypinając mu łatkę paranoika oraz maniaka.

Poznając przypadek pana Dopingi, widać wyraźnie, że każdy, nawet na pozór najzwyklejszy i najpospolitszy człowiek stanowi uosobienie ogromnej tajemnicy. Otoczenie, które podobnie jak i on sam nie jest w stanie jej zgłębić, posługuje się uproszczeniami oraz schematami, mającymi w racjonalny sposób wyjaśnić dane zachowania. A kiedy wyczerpują się już wszelkie możliwości logicznej interpretacji postępowania danego osobnika, ochoczo sięga się po ostateczne wyjście, czyli uznanie go za człowieka chorego psychicznie. Simenon w ciekawy sposób uzmysławia czytelnikowi, że ów sekret, który skrywa w sobie pojedynczy ludzki osobnik nie jest możliwy do całkowitego i zupełnego rozwikłania. Z jednej strony podmiot rozważań, czyli człowiek, nie może wyjść poza ramy samego siebie, czyli niejako wyzbyć się własnej osobowości, by z odpowiedniej perspektywy spojrzeć na własne działania, tak by możliwa była jak najprecyzyjniejsza i możliwie bezstronna ich analiza. Człowiek, badając samego siebie, zawsze skażony będzie uczuciami, żywionymi względem własnej osoby w znacznie większym stopniu niż postronny obserwator. Z drugiej zaś strony, jedynie ów podmiot badań posiada odpowiedni zapas wiedzy na temat własnych uczuć, odczuć, bodźców, czy to w postaci samoświadomości, czy zdolności do autoanalizy. Postronny obserwator nigdy nie pozna całej gamy uczuć danego człowieka, tak, by wyczerpująco wypowiedzieć na temat jego psychiki, motywacji, etc. Natura ludzka jest więc niczym natura elektronu, której zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga nie jesteśmy w stanie w pełni określić. Do jej pełnego poznania konieczna byłaby odpowiednia perspektywa oraz całkowita znajomość odczuć badanej osoby – jest to zatem para wielkości, których nie możemy jednocześnie osiągnąć z największą możliwą dokładnością.

Książka Paryski ekspres to w moim odczuciu znakomita lektura. Autor umiejętnie posłużył się pewnymi elementami, charakterystycznymi dla powieści kryminalnej, takimi jak zbrodnia, ofiara, czy zabójca wraz z drepczącym mu po palcach komisarzem, których użył do stworzenia znakomitej powieści psychologicznej. Książka nie jest natomiast klasycznym kryminałem, bowiem winny jest znany czytelnikowi od momentu popełnienia przestępstwa. Zamiast sztampowej zgadywanki, typu kto zabił, Simenon postawił na głęboką analizę uczuć mordercy, starając się możliwie jak najlepiej przedstawić meandry jego psychiki. Uważam, że swoisty eksperyment literacki, którego dopuścił się Belg w pełni się udał. Zapraszam zatem do wspólnej podróży Paryskim ekspresem. Zapewniam, że wyprawa będzie ciekawa oraz satysfakcjonująca.

P.S. Tę fascynującą pozycję udało mi się nabyć w sieci Składnic Taniej Książki Dedalus za jedyne 12 zł. Oto kolejny dowód, że naprawdę wartościową literaturę można nabyć za mniej niż 20 zł.

środa, 21 sierpnia 2013

Okładka książki Big Sur

  Tytuł: Big Sur

  Autor: Jack Kerouac

  Wydawnictwo: WAB

  Liczba stron: 264

  Cena: 39,90 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

Big Sur to słabo zaludniony region Kalifornii, położony na Centralnym Wybrzeżu w miejscu, gdzie góry Santa Monica wyrastają z wód Oceanu Spokojnego. Kraina nie ma jasno zdefiniowanych granic, dość powiedzieć, że leży około 200 km na południe od San Francisco. Big Sur raczy gości niezwykłymi widokami, największe wrażenie wywołuje linia brzegowa, którą stanowią, ostro wcinające się w ocean strome skały. Dzika przyroda, malownicza sceneria, niewielka liczba ludności sprawiają, że Big Sur to miejsce chętnie odwiedzane przez artystów, malarzy, czy myślicieli pragnących odpocząć od rojnego łona cywilizacji. Urokowi pięknej krainy nie potrafili oprzeć się m.in. poeta John Robinson Jeffers, popularny pisarz Henry Miller, fotograf Edward Watson, dziennikarz i literat Hunter S. Thompson, czy sam Król Bitników, Jack Kerouac. Można powiedzieć, że Big Sur odkrył Jeffers, przedstawiając romantyczną wizję regionu w swojej twórczości. Morley Baer wykorzystał poezję Jeffersa, by okrasić nią swoje fotografie Big Sur, w efekcie czego powstała zawierająca ponad 50 ujęć książka Stones of the Sur. Niezwykłość Big Sur docenił również Henry Miller, który żył tam w latach 1944 – 1962. Pokłosiem tego okresu jest powieść Big  Sur  i  Pomarańcze Hieronima Boscha. W roku 1960 w Big Sur zagościł także Jack Kerouac, poeta i prozaik, określany często mianem kronikarza oraz ikony Beat Generation. Kerouac zamieszkał w odludnej chatce znajomego poety, Lawrence’a Ferlinghettiego, jednak na łonie dzikiej przyrody wytrzymał raptem kilka dni. O tym jakie doświadczenia zebrał Król Beatników z tego pobytu, możemy dowiedzieć się dzięki lekturze książki Big Sur.

Egzystencja literacka Kerouaca, często utożsamiana przez czytelnika z jego życiem (bo w końcu pisarz na horyzoncie pojawia się dopiero w momencie debiutu, kiedy to cały świat, a przynajmniej otoczenie szersze niż ciasne grono najbliższych znajomych, dowiaduje się o istnieniu artysty) jest stosunkowo krótka – swoją raczej skromną długością oraz wybuchowością i gwałtownością uparcie przywodzi na myśl porównanie z błyskawicznie spadającą gwiazdą, krótkotrwałym rozbłyskiem – w roku 1957, gdy autor przeżywał już 35 rok pobytu na ziemskim padole, publikacji doczekała się książka W drodze, opus magnum Kerouaca, kronika oraz biblia Bitników. Tymczasem w roku 1962, czterdziestoletni, umęczony i styrany życiem oraz sławą Jack, wydaje gorzkie rozliczenie z danym mu i chyba we własnym mniemaniu w ogromnej mierze zmarnowanym czasem, wspomnianą powieść Big Sur.

Przed czytelnikiem ukazuje się obraz smutny i dosyć zaskakujący. Zachowany w pamięci wizerunek młodego, buńczucznego i hożego Jacka Dolouza (alter ego pisarza) zostaje bezpardonowo zapaćkany wizją podstarzałego, zniszczonego przez sławę człowieka. Relatywny upływ czasu – od publikacji W drodze do Big Sur upłynęło raptem 5 lat – daje o sobie znać w całej rozciągłości, uświadamiając czytelnikowi, że wydana dopiero kilka lat po napisaniu W drodze stała się swoistym gwoździem do trumny Kerouaca. Pokolenie Bitników wychowane na największym dziele Kerouaca, spotykając pisarza na żywo, nie potrafi zaakceptować faktu, że człowiek, z którym mają obecnie do czynienia, to postać zupełnie inna niż jego powieściowy odpowiednik. To osoba, która zakosztowała już życiowych niepowodzeń, nie tak spontaniczna, znajdująca się na zupełnie innym etapie swojej egzystencjalnej drogi. To przede wszystkim ofiara własnej legendy, którą Kerouac stał się już za życia.

Big Sur to opis trzech krótkich pobytów Jacka Dolouza w Bixby Canyon, w Big Sur. Za namową Monsanta (Lawrence’a Ferlinghettiego) Kerouac przybywa do San Francisco, skąd ma udać się do chatki swojego przyjaciela, położonej w Big Sur. Dolouz planuje wyprawę na Zachodnie Wybrzeże incognito, tj. nie chce informować znajomych o przyjeździe, będąc świadom fatalnej kondycji zarówno psychicznej jak i fizycznej. Nadużywający alkoholu Jack zamierza sprawić sobie rodzaj terapii, wyciszenia, które mogłyby pomóc mu odzyskać utraconą równowagę. Samotnia Monsanta, położona w Bixby Canyon, z dala od ludzi, z dala od alkoholu, na łonie dzikiej przyrody, wydaje się idealnym miejscem do osiągnięcia wewnętrznej harmonii. Ale już od początku plany Dolouza biorą w łeb. Artysta nie potrafi zachować tajemnicy, wszem i wobec ogłaszając swoje odwiedziny. W konsekwencji Dolouz wpada w ciąg kolejnych alkoholowych libacji, które utwierdzają go w konieczności odwiedzenia Big Sur.

Jack ląduje zatem w odludnej chatce swojego przyjaciela nad brzegiem potężnego Pacyfiku. Cisza. Wszechogarniająca cisza koi nerwy. Pozwala wsłuchać się w siebie. Dolouz zostaje odcięty od ogromnego organizmu, jakim jest miasto i którego stanowi integralną część. Big Sur staje się swoistą oazą, azylem, schronieniem, ucieczką. Umęczony, przesiąknięty alkoholem niczym gąbka umysł próbuje kontemplować otaczające go piękno. Ale Big Sur nie tylko fascynuje, Big Sur również przeraża. Dzika i nieokiełznana przyroda wzbudza atawistyczny lęk. Potęga natury staje w kontraście do małości rodzaju ludzkiego, uświadamiając człowiekowi jego marność.

Jack Dolouz ląduje w Big Sur, próbując uciec od dręczących go koszmarów. Odbywa podróż, tym razem w głąb siebie, penetrując kręte ścieżki własnej psychiki, które okazują się przerażające. Sielankowa atmosfera, poczucie wytchnienia szybko znikają, a zamiast nich pojawia się zwierzęcy strach. Dolouz ucieka zatem tam, skąd przybył, od czego pragnął odpocząć – do miasta, do ludzi, do przyjaciół. Można odnieść wrażenie, że Król Beatników nie radzi sobie z samym sobą, boi się siebie, unika przebywania ze sobą sam na sam. Krótkotrwała, bo raptem kilkudniowa izolacja w Big Sur pcha go w ramiona znajomych ludzi, wśród których szuka bliskości, akceptacji. Dolouz zanurza się zatem w morzu alkoholu, spożywanym wspólnie z najbliższymi. Ukojenia szuka również w ramionach Billie (Jackie Gibson Mercer), kochanki przyjaciela, Cody’ego (Neala Cassady’ego, sławnego jebaki i Adonisa z Denver). Nic jednak nie przynosi ukojenia, Dolouz stopniowo pogrąża się w szaleństwie.

Dolouz jeszcze dwukrotnie odwiedza Big Sur. Jednak kolejne wizyty są jedynie zaprzeczeniem zamierzeń Jacka. Przyjaciele, kobiety, alkohol i narkotyki desakralizują świątynię ciszy, za którą można było uznawać chatkę Monsanta. Big Sur staje się świadkiem pijackich ekscesów i coraz większego rozchwiania psychicznego Dolouza. Kerouacowi trzeba za to przyznać ogromną wiarę we własny talent oraz silne poczucie wartości tworzonej prozy. Porównania do Prosta, czy aluzje do Joyce’a na czele z poematem Morze. Odgłosy Pacyfiku w Big Sur, sprawiające wrażenie nawiązania do Finnegans Wake (Finneganów tren), a przypominające bardziej jego karykaturę, wyraźnie sygnalizują o potężnym ego autora (bądź też to najwyższa, bo dobrze zamaskowana forma autoironii). Denerwuje również tania metafizyka, którą Kerouac próbuje wciskać czytelnikowi – to chyba na jej podstawie widać najlepiej, jak źle jest ze starym Dolouzem. Banały pokroju, że wszyscy zostaniemy zbawieni, wykoślawione pojmowanie zen skutecznie odstręczają od dalszej lektury.

Reasumując krótko Big Sur to książka frapująca. Sam Kerouac uważał ją ponoć za najdoskonalsze dzieło, najbliższe swojemu ideałowi. W moim odczuciu to bardzo interesująca opowieść o człowieku, który nie potrafił podźwignąć brzemienia sławy. Big Sur jest zapisem stopniowego upadku wielkiego artysty, który nie radzi sobie z oczekiwaniami czytelników. Z horyzontu znika młody i pewny siebie Kerouac, a w jego miejsce pojawia się zmęczony człowiek, który ukojenia i zapomnienia szuka najczęściej w używkach, stanowiących do tej pory bramę do poszerzenia świadomości. Pisarz obnaża przy tym ruch Beat Generation, prowadząc jego swoistą demitologizację, odsłaniając jego prawdziwe oblicze. Big Sur jest więc smutnym zapisem klęski, zarówno życiowej jak i ideowej.

sobota, 27 lipca 2013

Okładka książki Maggie Cassidy

  Tytuł: Maggie Cassidy

  Autor: Jack Kerouac

  Wydawnictwo: WAB

  Liczba stron: 255

  Cena: 39,90 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Jack Kerouac to pisarz równie znany, co kontrowersyjny. Pijak, wagabunda, niestrudzony, eksplorator kobiecych wagin. Uchodzi za jednego z najważniejszych przedstawicieli Beat Generation. Popularni beatnicy tworzyli nieformalny ruch literacko-kulturowy o zabarwieniu stricte awangardowym, który wychwalał różnorakie idee, na czele z silnym poczuciem indywidualizmu, niezależnością, poszukiwaniem samego siebie, pozostając w głębokiej opozycji do konsumpcyjnego stylu życia prowadzonego przez rzesze Amerykanów. Nie stroniący od wszelakich używek, wśród których prym wiodły narkotyki, alkohol oraz seks, beatnicy przejawiali głęboki opór oraz bunt wobec ustalonych wzorców i norm. Za najważniejsze pozycje, definiujące całą filozofię Beat Generaton uważa się Skowyt Allena Ginsberga, Nagi lunch Williama S. Burroughsa oraz W drodze Jacka Kerouaca. Z tego względu mogę pokusić się o stwierdzenie, że moja przygoda z beatnikami zaczęła się od zupełnie innej strony. Najpierw poznałem twórczość Henry’ego Millera, który wywarł spory wpływ na świeżo formujący się ruch, a całkiem niedawno przeczytałem Maggie Cassidy autorstwa Kerouaca.

Powieść została napisana w 1953 roku, jednak dopiero sześć lat później, na fali ogromnej popularności wydanej w 1957 roku W drodze, pozycja ukazała się na rynku księgarskim. Maggie Cassidy to opowieść o Jacku Duluozie, alter ego Jacka Kerouaca, który dopiero wkracza w dorosłość. To interesująca historia obrazująca przyszłego króla beatników jako całkiem zwykłego nastolatka, który nie pijał jeszcze alkoholu, a tym bardziej nie stosował mocniejszych używek, takich jak narkotyki. Maggie Cassidy to świat widziany oczami młodego człowieka, u którego postrzeganie rzeczywistości ogranicza się do rodzimego miasta z dobrze znanymi zakątkami, ulicami. Z tego względu, zamiast metafizycznych rozważań, prób osiągania wewnętrznej doskonałości, czy podróży w głąb siebie przy akompaniamencie dobrej literatury, otrzymujemy rozmyślania i dylematy związane z baseballem oraz lekką atletyką, zawiłe meandry młodzieńczych przyjaźni oraz pierwsze miłosne fascynacje, nieskażone jeszcze czysto fizycznym pożądaniem.

Chociaż pierwszoosobowy narrator książki to nastoletni Jack Duluoz, powieść jest w rzeczywistości powrotem do młodzieńczych lat autora, nurzaniem się we wspomnieniach. W końcu w momencie ukończenia dzieła w 1953 roku, Kerouac (rocznik 1922) miał już 31 lat na karku. Maggie Cassidy jest spojrzeniem w przeszłość, oglądaniem własnego dzieciństwa z perspektywy czasu. Czasu, który doświadcza, który uczy pokory, który zmienia płaszczyznę, na której postrzegamy poszczególne wydarzenia. Co prawda książki o świetlanej młodości, a więc o okresie, w którym niemal wszystko się udawało, a przynajmniej jakoś układało, tak, że suma wydarzeń, zawsze była dodatnia, oscylując bardziej wokół bieguna szczęścia niż smutku, są raczej domeną autorów zbliżających się do końca literackiej drogi życiowej, ale Kerouac w roli apologety czasów swego dojrzewania, również spisuje się całkiem nieźle.

Powieść, z zachowaniem pewnego dystansu i niewielkiej dozy nieufności wobec sporego interwału czasowego, który może zakłócać klarowność młodzieńczych wizji, pozwala poznać człowieka, z którego narodził się legendarny król beatników. W końcu Kerouac, ikona i mesjasz swoich czasów, nie wyskoczył jak diabeł z pudełka, a jego ideologia nie została zerwana z drzewa poznania, objawiając mu się w całej rozciągłości w ciągu jednego dnia. Stosunek wobec innych ludzi, podejście do otaczającego go świata, koncepcje, schematy myślowe, czy wreszcie idee, wszystko to kiełkuje w człowieku przez całe życie, a chyba najbardziej intensywnie w chwili, kiedy opuszczamy przytulne mury dzieciństwa i wyruszamy na niebezpieczne i pełne sztormów morze dorosłości. Jack Kerouac, chętnie odnoszący się w swoich powieściach do własnych życiowych doświadczeń, zabiera nas w sentymentalną podróż po rodzinnym Lowell w stanie Massachusetts.

Nastoletni Jack Dolouz to dusza towarzystwa, osoba chętnie otaczająca się gronem bliższych i dalszych znajomych. Ogromne role w życiu Jacka odgrywają przyjaciele, na których zawsze można liczyć, którzy służą wsparciem w każdej sytuacji, przed którymi nie istnieją żadne tajemnice. Nietrudno dostrzec analogię do dojrzałego Kerouaca, również posiadającego nierozłącznych kompanów, z którymi dzielił troski oraz radości codziennego życia. Zatem, podobnie jak legendarni już beatnicy, Allen Ginsberg, Neal Cassady i William S. Burroughs, kumple ze szkolnej ławy również doczekali się swoistego hołdu złożonego na kartach powieści. Dolouz wiele słów poświęca na przybliżenie sylwetek najbliższych mu osób, tak, że książka urasta niekiedy do swoistego albumu niezwykłych i oryginalnych postaci, którzy wypełniali wszechświat młodego Jacka.

A przyznać trzeba, że w dość krótkim, dotychczasowym życiu Dolouza zaczęły zachodzić ogromne zmiany. Egzystencja, wypełniona do tej pory namiętnie uprawianym sportem, wspólnymi eskapadami z kolegami oraz różnymi sympatiami, zostaje przewrócona do góry nogami, kiedy na horyzoncie pojawia się tytułowa Maggie Cassidy. Sylwestrowe przyjęcie, na który Jack wybiera się z całą hordą swoich kumpli staje się momentem przełomowym – życie młodego Dolouza zostaje podzielone na tę gorszą i mniej wartościową część przed poznaniem ukochanej oraz na ciągle trwającą chwilę, przepełnioną gorącym, miłosnym żarem. Jack wkracza w dorosłość przez szeroko otwarte drzwi miłości. To dzięki Maggie poznaje cały wachlarz pozostałych uczuć, tj. niepokoju, troski, zazdrości – stanowiących nierozłączne towarzyszki miłosnych uniesień.

Na szczęście książka nie jest wyłącznie niekończącym się ciągiem rozważań pt. kocha, nie kocha. Maggie Cassidy, pierwsza, prawdziwa miłość Jacka staje się równocześnie pretekstem do zaprezentowania rozległej panoramy młodości Dolouza. Rzecz, która zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan to znaczne zdolności oraz osiągnięcia sportowe. Nieco zamyślony i tajemniczy Jack Dolouz to znakomity biegacz, bardzo obiecujący atleta, dobry koszykarz oraz zapalony baseballista. Biorąc pod uwagę późniejszy, jakże awanturniczy tryb życia, aż dziw bierze regularność, z jaką Jack rozpoczynał kolejne treningi, stanowiące przecież wyciskającą hektolitry potu oraz wymagającą samodyscypliny pracę, od której nie robi się przerw. Powszechny w kulturze obraz Kerouaca – pijaka i narkomana wyraźnie koliduje ze zdrowym, sportowym trybem życia, prowadzonym w czasach młodości.

Tak jak wspomniałem, Maggie Cassidy to sentymentalna podróż Jacka Kerouaca, który zamienia się w gawędziarza i snuje historię swojej młodości. Akcja powieści jest jednak kapryśna niczym górski potok. Momentami płynie wartko i szybko, odkrywając przed nami kolejne sekrety z życia młodego Dolouza, by znienacka raptownie zwolnić i zatrzymać się na dłużej przy danym wspomnieniu. Z tego powodu fabuła, o ile w ogóle można użyć tego określenia, jest dosyć rwana – niekiedy można odnieść wrażenie, że książka jest napisana zdecydowania dla autora, a nie dla czytelnika. Oczywiście taki stan rzeczy jest po części zrozumiały i wytłumaczalny – w końcu każdy człowiek posiada inaczej skonstruowany aparat percepcyjny. W związku z tym zupełnie odmiennie oceniamy choćby wydarzenia, które zaszły w naszym życiu. To co dla nas wydawać się może mało znaczącym epizodem, niegodnym aż takiej ilości poświęconej uwagi, dla autora może stanowić jeden z kamieni milowych jego młodości. Mnie takich nieporozumień w trakcie lektury Maggie Cassidy zdarzyło się kilka, ale nie wpłynęło do szczególnie negatywnie na odbiór całej książki, którą przeczytałem ze sporym zainteresowaniem.

Największym rozczarowaniem jest za to klimat późnych lat trzydziestych, którego spodziewałem się odnaleźć w książce, a którego zdecydowanie mi zabrakło. Rodzinne miasto autora, Lowell zostało zredukowane do kilku budynków, klubów oraz jadłodajni. Natomiast sama atmosfera kojarzy mi się wyłącznie dosłownie, tj. z ciężkimi warunkami pogodowymi, panującymi w zimie, uniemożliwiającymi swobodną komunikację. W mojej opinii Lowell stanowi głównie dekorację, tło, na którym trzeba było osadzić akcję całej powieści. Malowanych słowem obrazów przeszłości jest wg mnie zdecydowanie za mało.

Reasumując krótko, król beatników, którego twórczość miałem okazję poznać po raz pierwszy, w swojej podróży do lat dziecięcych wypadł całkiem nieźle. Kerouac w interesujący sposób odsłania kolejne epizody swojego życia, oddając się wspomnieniom oraz refleksjom. Z kart powieści wyłania się wrażliwy młodzieniec, prowadzący całkiem spokojną egzystencję. Można odnieść wrażenie, że o mały włos, a Kerouac skończyłby jak większość porządnych chłopców z jego rocznika – przytulny dom, kochająca rodzina, stała praca – być może Jack nie umarłby tak młodo (w wieku 47 lat), ale w takich warunkach na pewno nie powstałyby najważniejsze dzieła króla beatników. Na końcu pojawia się sztandarowe pytanie w przypadku wszystkich powieści wydawanych niejako z odzysku – czy gdyby Kerouac nie napisał powieści W drodze, zapewniającej mu sławę i rozgłos, Maggie Cassidy dotarłaby kiedykolwiek do czytelnika, czy też do dzisiaj spoczywałaby w odmętach jakieś rozlatującej się i pleśniejącej szuflady? Ale na pytanie, czy książka zasłużyła na odkurzenie i wyciągnięcie z niebytu, najlepiej odpowiedzieć sobie samemu.

środa, 12 czerwca 2013

Okładka książki Biało-czerwony

  Tytuł: Biało-czerwony

  Autor: Dawid Bieńkowski

  Wydawnictwo: WAB

  Liczba stron: 300

  Cena: 39,90 zł

  Oprawa: twarda



 

 

 

 

 

 

Jestem wielolicym demonem

Sarmatą dumnym rozmarzonym

Pije zdrowie nie mrużąc powiek

Przestępca, alkoholik - Polak katolik!

 

W tej krótkiej zwrotce piosenki Żywiołak autorstwa polskiej kapeli folkowej Żywiołak, zawarta jest niemal cała istota postawy Polaka - Sarmaty, którego to postać zdaje się dominować w historii naszej Ojczyzny na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, będąc z nią nierozerwalnie powiązaną grubą pajęczyną tradycji. O tym, jak wypada zestawienie typowo męskiego myślenia o świecie, będącego spadkiem właśnie sarmackiego mitu w konfrontacji z nowoczesnością, reprezentowaną w tym przypadku głównie przez kobiecość, która coraz zuchwalej próbuje sobie znaleźć miejsce we współczesnym społeczeństwie, traktuje książka Dawida Bieńkowskiego pt. Biało-czerwony. Bieńkowski, na co dzień psychoterapeuta, to także interesujący współczesny pisarz (rocznik 1963), który ma całkiem sporo do powiedzenia w kwestii naszej ojczyzny oraz zachodzących w niej zmian, będących wynikiem ustrojowej transformacji. Bieńkowski ma już na koncie powieść pt. Nic (2005), która w ciekawy sposób przedstawia nam spojrzenie pisarza na przeobrażenia, jakie dokonały się w Polsce po ’89 roku. Rozczarowanie zastanym obrazem zmian, krytyka dzikiego, polskiego kapitalizmu, bezduszność i okrucieństwo nowego, demokratycznego, a więc pozornie bardziej ludzkiego systemu tworzą całkiem spójną i udaną lekturę, której pewnego rodzaju kontynuacją jest książka z 2007 roku, wspomniany Biało-czerwony.

Główny bohater powieści, Paweł, Pawełek, Pawcio, prawnik, właściciel prywatnej kancelarii, to z pozornie mężczyzna nowoczesny, bez problemu odnajdujący się w rzeczywistości, w której coraz większego znaczenia nabierają słowa równouprawnienie, szacunek, tolerancja oraz inne, popularne hasła politycznej poprawności. Czytelnik dość szybko przekonuje się, że Paweł stwarza po prostu pozory, przywdziewa maskę człowieka okrzesanego i obytego, która jest mu niezbędna do codziennego funkcjonowania w sferach, w jakich się obraca. Odpowiedzialne zajęcie prawnika, bogata klientela, na wskroś kulturalni i wyrafinowani współpracownicy – wszystko to sprawia, że Paweł musi ukrywać swoją naturę. Naturę prawdziwego Mężczyzny, prawdziwego Polaka. Główny bohater to twardziel z krwi i kości, który jest Twardy jako opoka – jako głowa rodziny, Twardy w swoich zatwardziałych poglądach, przekonaniach i przesądach, Twardy jako facet-macho, świadomy swojej dominacji fizycznej nad innymi osobnikami tej samej płci. Paweł to w gruncie rzeczy prosta maszyna hydrauliczna, pozbawiona krztyny kreatywności. Dzień wypełnia mu praca w kancelarii do późnego popołudnia, po której następuje zanurzenie się w rozkoszy codziennych rytuałów. Święta Drzemka przed telewizorem po przyjściu do mieszkania, w czasie łykendu obowiązkowy Meczyk z sąsiadami, zakrapiany Wódeczką. Obraz męskiego prymitywa uzupełniają potężny oraz kosztowny samochód, jak również ogromny apartament na strzeżonym, porządnym osiedlu – wyznaczniki zawodowego sukcesu oraz manifestacja siły i własnych, pozornie nieograniczonych możliwości.

Znaczącą, czy może nawet najważniejszą rolę w życiu Pawła odgrywa jego rodzic – Dziadek, a może i Ojciec w jednej osobie. Pułkownik Parada – żołnierz podziemia, Sarmata, wielokrotny powstaniec, uczestnik kampanii wrześniowej i napoleońskiej, uczestnik walk pod Lenino oraz Grunwaldem, kawalerzysta – to absurdalny, żywy zlepek historii, będący uosobieniem wielu pokoleń bohaterskich Polaków. Dziadek jest mężczyzną w kwiecie wieku, który nadal może pochwalić się krzepą, żelazną kondycją oraz niestrudzoną żywotnością, której tylko czasami doskwiera prostata. Problem ten jest jednak sumiennie przemilczany – kłopoty z własnym ciałem to jedna z najgłębszych tajemnic Pułkownika Parady. To właśnie Ojciec, czy też Dziadek jest odpowiedzialny za surowe wychowanie Pawła. To także od niego syn przejmuje sposób myślenia na temat rodziny. Rolą mężczyzny jest zapewnienie godziwego bytu swoim najbliższym, bezustanna walka o ich spokojną i wygodną egzystencję. Rodzinie winno poświęcać się zdrowie, siły, energię, ale nie czas. W wieku, kiedy dziecko przestanie być już śliniącą się małpką, do której nie docierają żadne racjonalne argumenty, ojciec powinien przejąć obowiązek wychowania dziecka – jednak jego rola ogranicza się do zdystansowanej, ale wyczuwalnej, ciągłej, karcącej oraz budzącej lęk obecności. Zgodnie z przejętym wzorcem, ojciec powinien stanowić rodzaj widma, którym straszy się dziecko, tak by wyrosło ono na twardego, silnego mężczyznę bądź potulną, grzeczną, żyjącą w cieniu ukochanego kobietę.

Ofiarą takiego myślenia Pawła, przejętego w spadku po Ojcu, jest małżonka szanowanego prawnika, Marzena. Zadurzona po uszy w starszym o kilka lat studencie prawa licealistka darzy swojego Pawełka bezbrzeżnym uwielbieniem. Związek z rycerzem, który wybawi ją z każdej opresji, uchroni przed wszelkim niebezpieczeństwem jest niczym los na loterii. Sytuacja zmienia się dość diametralnie po ślubie, a Marzenka z rozszczebiotanej pannicy staje się coraz bardziej świadomą swoich poddańczych funkcji kobietą. Rola, jaką wyznaczył dla niej Paweł w swoim życiu jest dosyć prosta – w zamian za nazwisko, którym ją obdarzył, pan prawnik oczekuje od swojej małżonki posłuchu, posłuszeństwa, prowadzenia domu, rodzenia dzieci oraz ich wychowywania. Marzenka zostaje zamknięta w czterech ścianach luksusowego apartamentu, a samotność oraz brak należytej uwagi i czasu poświęcanych przez męża mają wynagrodzić jej wysoki status społeczny oraz możliwość spełniania finansowych zachcianek.

Akcja Biało-czerwonego rozpoczyna się w momencie, kiedy pomiędzy Pawłem a Marzeną dochodzi do wybuchu nieuchronnego konfliktu. Paweł, który nie myśli, a jedynie przetwarza informacje i bodźce, nie jest w stanie pojąć zmian, jakie zaszły w wybranej na rolę żony kobiecie. Uchodzący za inteligentnego prawnika, główny bohater nie może i chyba też nie chce zrozumieć potrzeb reprezentantek płci przeciwnej. Kariera, finanse to domena wyłącznie mężczyzn. Dla kobiet zarezerwowana jest przecież kuchnia, dzieci oraz dbanie o ciepło domowego ogniska. Bunt własnej żony, mężczyźni opiekujący się swoim dziećmi, dla których kuchnia nie stanowi niebezpiecznego poligonu to fakty, których nie jest w stanie przyswoić mózg Pawełka. Niemal przez całą powieść Paweł miota się, usilnie próbując przywrócić status quo, starając się na wszelkie sposoby udobruchać niepokorną Marzenkę.

Książka Bieńkowskiego przesycona jest ironią oraz groteską. Poszczególne postacie oraz ich cechy są przerysowane, aż do granic absurdu. Oprócz Pawła i Ojca, płeć męską reprezentują sąsiedzi. Alex, lokalny celebryta, mistrz kuchni, artysta wg własnego mniemania, tonący w samouwielbieniu, które jest zbyt rozbuchane, aby w sercu znaleźć jeszcze pokłady miłości wobec kobiet. Pan Minister i Poseł, ojciec wielodzietnej rodziny to zwolennik polityki prorodzinnej oraz noszenia przez kobiety strojów, zasłaniających całą sylwetkę, tak by przypadkiem swoją nieobyczajnością nie prowokować porządnych mężczyzn. Stawkę uzupełnia nowoczesny, sąsiad, który zna potrzeby własnego syna, ergo jest niemęski, chociaż to do niego należy największy apartament – to właśnie jego osoby nie jest w stanie rozgryźć procesor Pawła, w której babskie zachowanie kłóci się wyraźnie z męskim sukcesem odniesionym na giełdzie.

Styl Bieńkowskiego, w którym liczne są powtórzenia, pisane wielką literą słowa-klucze, gdzie dominuje absurd i groteska, przypomina prozę Gombrowicza. Nie jest to oczywiście ta sama klasa, ale Bieńkowski z niemal tym samym impetem atakuje Polaków, wytykając im bezwstydnie wszelkie wady oraz przywary. Śmieje się z wykoślawionej wizji tradycji, obnaża głupotę, podważa wizję świata, zgodnie z którą dzieli się on na pełnowartościową część męską razem z jej hierarchiami, stereotypami i obyczajami oraz słabą i ułomną część żeńską, która nie zasługuje na większą uwagę. Poprzez ten śmiech, szydzenie z narodowych dum Polaków, Bieńkowski zajmuje równocześnie głos w dyskusji na temat podejścia do ważnych, historycznych wydarzeń. W pijackim majaku Pawełka, jego syn Wiktor pełen goryczy oraz wyrzutu rozmawia z Dziadkiem, pułkownikiem Paradą, reprezentantem starszego pokolenia, które rzucało na barykady młodych i naiwnych chłopców malowanych. Wiktor zarzuca Dziadkowi świadome podejmowanie z góry skazanej na porażkę walki, bezsensowną i krwawą daninę śmierci, która składana jest na ołtarzu historii w imię honoru, nakazującego walczyć do ostatniego tchu, nawet wtedy, gdy klęska, rzeź, masakra jest nieunikniona. W pewnym momencie Wiktor mówi wprost o oszustwie i szafowaniu cudzym żywotem.

 Wydaje się, że takie podejście do tematu z pewnością nie przysparza Bieńkowskiego entuzjastów pośród zagorzałych patriotów. Ostatnimi czasy pamięć o powstańcach przeżywa prawdziwy renesans, niemal na każdym kroku podkreślana jest heroiczność podejmowanych wysiłków oraz ich bezkompromisowość. Zdecydowanie brakuje miejsca dla krytyki, która bardzo szybko i gwałtownie jest uciszana. Proza Bieńkowskiego jest z pewnością mocnym ciosem wobec takiego chwalebno-dziękczynnego traktowania historii.

Reasumując, można rzec, że Bieńkowski w swoich powieściach krytycznie podchodzi do skrajnych postaw, często spotykanych w polskim społeczeństwie. W powieści Nic, pod nóż poszedł ślepy konsumpcjonizm, bezmyślne zachłyśnięcie się plastikowym, pozbawionym głębszych treści życiem, symbolizowanym przez hamburgery, a więc jedzenie gumowe, sztuczne, przeżuwane automatycznie i bezrefleksyjnie. Z kolei Biało-czerwony to surowy osąd myślenia bogoojczyźnianego, reprezentowanego przez Żurek oraz Bigos, zgodnie z którym męską rzeczą być daleko, a kobiety wiernie czekać. Bieńkowski nie akceptuje samczego, zaborczego traktowania kobiet. W Biało-czerwonym wyraźnie zwraca uwagę na konieczność liczenia się z ich potrzebami, uzmysławia nam również, że emancypacja oraz równouprawnienie to bardzo często jedynie puste hasła – dla wielu mężczyzn, lepiej lub gorzej maskujących swoje czysto seksualne podejście, kobiety to tylko nadal zabawki – Lalki, które należy zdobyć, a gdy się już znudzą, można je bez konsekwencji porzucić.

P.S. W w Składnicy Taniej Książki w Krakowie, która należy do sieci Dedalus, udało mi się nabyć tę pozycję za 7,00 zł.

niedziela, 12 maja 2013

  Tytuł: WOkładka książki Wdowa Coudercdowa Couderc

  Autor: Georges Simenon

  Wydawnictwo: W.A.B.

  Liczba stron: 167

  Cena: 29,90 zł

  Oprawa: twarda





 

 

 

 

Georges Joseph Christian Simenon to belgijski pisarz tworzący w języku francuskim, w szerszych kręgach literackich kojarzony za sprawą powieści detektywistycznych z komisarzem Maigret w roli głównej, które płodził z zadziwiającą szybkością oraz regularnością. W sumie Simenon napisał aż 75 powieści oraz 28 opowiadań o dzielnym detektywie, a cały jego dorobek literacki przekracza imponującą liczbę 450 powieści oraz opowiadań. Łączny nakład jego dzieł to ponad 550 mln sztuk. Liczby te robią wrażenie. Wielu śmiertelników nie jest w stanie przeczytać takiego ogromu książek w przeciągu całego swojego żywota, a wydanie kilku powieści jest dla całej rzeszy literatów szczytem możliwości. Mimo tego imponującego dorobku, Simenon nie cieszył się zbytnim poważaniem francuskich profesorów literatury. Wydaje się jednak, że Belg miał również spory udział w tym jawnym ignorowaniu jego twórczości. Jako samouk, Simenon kreował się na antyintelektualistę, który za nic ma sobie krytykę innych, wykazując lekceważenie i zaczepność wobec literaturoznawców. Ci nie pozostawali dłużni i w rezultacie Simenon uchodził raczej za twórcę tanich kryminałów niż za pełnoprawnego pisarza. Na szczęście solidna literatura cechuje się tym, że sama świetnie potrafi się bronić i prędzej czy później czytelnik odda jej należną cześć. Nie inaczej było w przypadku dzieł Simenona i jego Wdowy Couderc, powieści psychologicznej wydanej w 1942 roku, a zekranizowanej w 1971 roku. Do dzisiaj książka cieszy się ogromną popularnością. Polski czytelnik może zapoznać się z nią dzięki wydawnictwu WAB i jego serii Nowy Kanon, która to kolekcja skupia się na utworach pisarzy na świecie cenionych, a w Polsce raczej niepublikowanych.

Wdowa Couderc to krótka i dramatyczna opowieść o dwójce diametralnie różniących się od siebie ludzi, których połączyło osobliwe uczucie. Tati Couderc, tytułowa wdowa, pracowita i harda kobieta utrzymuje gospodarstwo na francuskiej prowincji. Życie upływa jej na ciężkiej fizycznej pracy, doglądaniu przygłuchawego i nieco upośledzonego umysłowo teścia, z którym sporadycznie dzieli sypialnię oraz zaciekłej walce o majątek z dwójką sióstr swojego męża nieboszczyka. Tati jest bardzo energiczna, przy tym dość złośliwa oraz długo chowająca w sercu urazę. Do tego piekielnie uparta, ale skłonna do czułości, o czym może świadczyć choćby nieodwzajemniona miłość do marnotrawnego syna, którego egzystencja toczy się głównie między więzieniem oraz Legią Cudzoziemską i próbami wyłudzania pieniędzy od rodzicielki. Pewnego dnia, Tati wybiera się do miasta. W autobusie jej wzrok przyciąga młodzieniec. Tajemniczy człowiek z nieogolonymi policzkami, niewidzącym spojrzeniem, noszący szary garnitur, po którym znać ślady dawnej elegancji, również zwraca uwagę na starszą kobietę. Szybkie, wzrokowe porozumienie i po sprawie. Los splótł ze sobą ścieżki kolejnej dwójki ludzi. Jean Passerat-Monnoyeur, syn bogatego właściciela gorzelni, który właśnie opuścił mury więzienia pod wpływem impulsu wysiada z autobusu, dobiega do samotnej kobiety i ofiaruje jej pomoc. Wdowa przyjmuje ją i wkrótce potem proponuje chłopcu pracę parobka w swoim gospodarstwie. Niemal natychmiast 45-letnia kobieta oraz 20-paroletni mężczyzna zostają kochankami. Tati oraz Jean rozpoczynają wspólne życie, chociaż zdaje się, że dzieli ich prawie wszystko. Ona, mimo, że dojrzała to wciąż żywa i energiczna, pełna werwy i zapału, wyraźnie wiedząca, czego chce. On, który dopiero zakosztował uroków życia, wypalony, skryty i małomówny. Człowiek bez przeszłości, nieskrępowany, pozornie wolny, którego egzystencja zdaje się nie mieć wyraźnego celu.

Akcja powieści rozwija się leniwie. Narracja jest niespieszna i oszczędna, podobnie jak ruchy człowieka w trakcie upału. Każdy gest jest dokładnie przemyślany, bowiem nie ma co marnować energii. Autor zapoznaje nas z historiami dwojga ludzi, a w tle rozgrywają się aktualne wydarzenia, które skupiają się wokół gospodarstwa, zarządzanego przez Tati. Trzyma ona przy sobie swojego teścia, ponieważ to on jest właścicielem majątku. Prawo do domu roszczą sobie także siostry zmarłego męża Tati, które za wszelką cenę próbują wyrwać swojego ojca spod wpływu pani Couderc. Jean nie miesza się w rodzinne spory, jest tylko biernym świadkiem prowadzonego konfliktu. Od tego, po której stronie leży racja, zdecydowanie bardziej interesuje go młodziutka Félicie, córka jednej ze szwagierek Tati.

To właśnie Jean oraz ewoluująca, zmienna relacja łącząca go z Tati są w głównej mierze tematem książki. W kolejnych rozdziałach poznajemy burzliwą przeszłość Jeana, który zaczyna jawić się jako typowa młoda latorośl bogatego człowieka, pozbawiona matczynych uczuć. Ojciec był w stanie zapewnić mu wyłącznie pieniądze, które w pewnym sensie stają się przyczyną zguby. Jean prowadził standardowe życie złotej młodzieży. Imprezy, alkohol, używki, kobiety. Nieco silniejszy związek z jedną z przedstawicielek płci pięknej, oparty głównie na kosztownych prezentach oraz zaborczości, doprowadza Jeana do popełnienia zbrodni. Młodzieniec trafia za kratki, przez chwilę grozi mu nawet kara śmierci, ale szczęśliwie udaje mu się wywinąć spod topora. Jean wypada jednak ze społecznego nawiasu. Zrywa kontakty z rodziną, z dawnymi znajomymi. Zrywa z dotychczasowym życiem, które prowadził. Nie wiąże go nic, do niczego nie przywiązuje większej wagi. Staje się parodią wolnego ptaka, uwięzionego w klatce własnej bezsilności i niemocy. Jean nie potrafi nadać swemu życiu nawet krztyny sensu. I tutaj z pomocą przychodzi mu Tati, traktująca młodego parobka niczym naczynie, które można w dowolny sposób zapełnić.

Jean jest niczym elektron, dającym się z łatwością przyciągnąć przez potężne jądro atomu, którym jest Tati. Początkowo wdowa opiekuje się młodzieńcem niczym dzieckiem. Zleca mu zajęcia, przerzuca na niego kolejne domowe obowiązki, poucza jak postępować z inwentarzem, pokazuje jak zajmować się uprawą. Jean bezwiednie wciela się w rolę narzędzia, które wdowa Coudrec wykorzystuje zarówno do pracy fizycznej jak i zaspokajania seksualnych potrzeb. Przez chwilę może się wydawać, że Jean dzięki ciężkiej fizycznemu wysiłkowi, kontaktom z Tati, opartym na nieskrępowanym popędzenie seksualnym zabarwionym co nie co uczuciem, przechodzi rodzaj terapii, która wreszcie nauczyłaby go doceniać uroków prowadzonej egzystencji. Z czasem jednak Jean jak każde dziecko zaczyna dojrzewać, tyle, że, co naturalne, w jego przypadku proces ten zachodzi w znacznie szybszy sposób. Jak każda pociecha Jean stopniowo uwalnia się spod wpływu swojej rodzicielki, która nie stanowi już dla niego centrum Wszechświata. Swoją niezależność najprościej jest zamanifestować, czy raczej udowodnić samemu sobie poprzez kontakty z inną kobietą. Jean przerzuca zatem swoje zainteresowanie na Félicie, cały czas zamieszkując i kochając się z Tati. Nad majątkiem wyraźnie gęstnieje seksualne napięcie, a stosunki Jeana i Tati toną w oparach zazdrości. Na domiar złego o Jeana coraz zacieklej zaczyna dopominać się przeszłość, z którą nie można przecież definitywnie zerwać.

Wdowa Couderc, to w moim odczucie rewelacyjna lektura. Przesycona sporą dawką realizmu oraz pesymizmu jest smutną powieścią o przeznaczeniu, którego nie da się uniknąć. To historia, którą można odczytać jako głębokie przekonanie, że walka jednostki z fatum jest z góry skazana na niepowodzenie, a determinizm wypełnia całą ludzką egzystencję. Simenon zdaje się oświadczać, że o przyszłych losach człowieka decyduje jego przeszłość, środowisko, wychowanie, etc. i nie ma praktycznie jednostek na tyle silnych, które z tym ogromnym bagażem, kierującym nas w jednym celu, potrafiłyby sobie poradzić. Wisienką na torcie są kreacje psychologiczne bohaterów, którzy wchodzą ze sobą we wszelakie interakcje. Oczywiście najwięcej czytelniczej uwagi przyciąga Jean, którego pobyt na wsi jest swoistą parodią ekspiacji. Młody człowiek, nawet z perspektywy czasu, który upłynął, nie jest w stanie odczuć skruchy za zbrodnię, którą popełnił i w dalszym ciągu zdaje się poszukiwać rozwiązań ostatecznych.

Książka, która ukazała się na łamach wydawnictwa WAB zasługuje na dodatkową uwagę z racji na znakomitą przedmowę autorstwa Paula Theroux, popularnego publicysty, który oprócz ciekawej interpretacji utworu, zaserwował również wiele interesujących faktów z niezwykłego życia Georges’a Simenona.

 
1 , 2
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Ciekawe blogi książkowe
Inne, równie interesujące
Konkursy
Spis recenzji
Tu i tam
Wydawnictwa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czytać?

Co czytać?

DużeKa

Lubimy Czytać

Wielka Rzeczpospolita